
Mowa oczywiście o gąbce do masażu. I choć kupując ją (mam akurat gąbkę do masażu SYRENA) nie byłam przekonana, że może coś zdziałać: myliłam się:)
Każda z takich gąbek posiada 2 różne strony myjące: jedną standardową, drugą zaś z wypustkami i o mniej zbitej strukturze (najczęściej koloru białego).
Na tą pierwszą najczęściej wylewam odrobinę płynu lub żelu do kąpieli, ponieważ tworzy naprawdę dużo piany (co wydaje się być ekonomicznym rozwiązaniem).
Druga z wypustkami jest idealna do masażu ciała: jest dość ostra (skóra po takiej czynności zawsze jest u mnie lekko zaczerwieniona), działa jak peeling: po zabiegu ciało jest miękkie w dotyku, dodatkowo przy masażu pobudza krążenie krwi. Wydaje się być dobrym sposobem na walkę z wrastającymi włoskami u nóg . (ja niestety mam taki problem na niewielkiej powierzchni jednej nogi).
Reasumując:
Uważam, że jest to tania alternatywa dla różnego rodzaju peelingów (bo niektóre z nich to właściwie tylko żele z zatopionymi drobinkami, a kosztują naprawdę sporo...).
Ciężko mi powiedzieć jak będzie się zużywać, czy nie popęka i nie zżółknieje , ponieważ stosuję ją od tygodnia. Ale jeśli nawet trzeba będzie ją wymienić po 3-4 tygodniach, za taką cenę naprawdę się opłaca. Muszę koniecznie kupić sobie jeszcze wersję antycelulitową.
Gąbka do masażu kosztuje ok 3zł. Ja swoją kupiłam w Caerfourze.
Wolicie wersją do masażu czy antycelullitową? :)


