Kurację zaczynam od jutra. Dziewczyny powiedzcie mi: lepiej wcierać ją w mokre włosy, czy jak już wyschną?
Dzisiejsza krótka recenzja będzie dotyczyć żelu pod prysznic, który zniknął z łazienki w zastraszającym tempie... Nie mam go nawet dwóch tygodni, a zostało go tyle:
Co prawda takich kosmetyków jak żele, szampony używamy w trójkę (ja, mama, siostra), ale chyba jeszcze żaden produkt tego typu nie skończył się tak szybko.
Mowa o Palmolive Ayurituel joyous (swoją drogą co za skomplikowana nazwa!!)
Jest to żel z nowej serii Palmolive, która jak wyczytałam zainspirowana jest tradycjami indyjskiej, starożytnej filozofii Ajurwedy. Został on wzbogacony indyjskimi składnikami oraz delikatną orientalną kompozycją zapachową.
A mnie się ten zapach najnormalniej w świecie nie podoba! Nie lubię tego typu orientalnych zapachów i chociaż ogólnie mój nos akceptuje wszelkie wonie większości kosmetyków, to ten jakoś nie przypadł mi do gustu. W dodatku jest strasznie niewydajny.
Ja nie polecam, choć mojej mamie np. bardzo się podoba :) Kosztował w promocji w Rossmannie coś około 6zł.


