Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciało. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciało. Pokaż wszystkie posty

niedziela, stycznia 12, 2014

Perfecta Sugar Baby- perfumowany krem do ciała i perfumowany peeling do ciała

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, stycznia 12, 2014 6 komentarze
Jakiś czas temu na fanpage Perfecty udało mi się zakwalifikować do testów nowych produktów do ciała. W paczce otrzymałam peeling i krem do ciała w uroczych opakowaniach.  Seria Pin-up dostępna jest w trzech wariantach zapachowych: Sugar Baby, Miss Marine oraz Lady Berry. Jak widzicie na zdjęciu poniżej ja wybrałam sobie ten pierwszy.



OPAKOWANIE: zarówno peeling jak i krem znajduje się w przyciągającym  wzrok retro opakowaniu utrzymanym w różowej tonacji, które wyróżnia się w drogerii na półce z pośród innych kosmetyków do pielęgnacji. Obie tuby są z dość miękkiego plastiku, łatwo i wygodnie jest z nich wydobyć odpowiednią ilość produktu.

POJEMNOŚĆ: Peeling 200g, Krem 200ml

ZAPACH: landrynki i wata cukrowa? Brzmi super! Jako fanka wszelkich słodkich, wręcz oblepiających zapachów nie mogłam wybrać inaczej. Przyznam jednak, że spodziewałam się czegoś innego. Nie, że zapach mi się nie podoba- po prostu bardziej przypomina perfumy, które kiedyś używałam, a nie woń wprost ze sklepu z łakociami.Duży plus za jego trwałość!

KONSYSTENCJA: 

Peeling: produkt ten przypomina mi bardziej żel peelingujący, a nie klasyczny peeling. Zresztą jak sam producent wspomina jest drobnoziarnisty, stąd możemy już wywnioskować, że nie należy do najmocniejszych zdzieraków. Kolor- delikatnie różowy :)

Krem: ma dość lekką konsystencję, przy czym nie jest zbyt wodnisty czy lejący (a tego bardzo nie lubię, kiedy produkt wylewa się wręcz sam z opakowania...) Kolor- róż i już :) 

DZIAŁANIE:

Peeling: jak już wspomniałam wyżej to taki żel peelingujący. Delikatnie się pieni. Przyjemnie wygładza skórę i pozostawia ją gładką, miękką i pachnącą. Dodatkowo zawiera L-karnitynę, kofeinę oraz algi. Naprawdę fajny produkt, po który sięgam teraz regularnie.

Krem: krem jest dość lekki i szybko się wchłania. Nie pozostawia tłustej warstwy. Jest bardzo wydajny. Zapach utrzymuje się dobrych kilka godzin. Zawiera dodatkowo kwas hialuronowy oraz olejek arganowy i migdałowy. Na pewno sprawdzi się przy skórze normalnej, jednak jeśli któraś z Was ma skórę bardzo suchą może być za delikatny.

Dziękuję firmie Perfecta za możliwość przetestowania produktów. Wam polecam zwrócić na nie uwagę w drogerii- nie da się ich zresztą nie zauważyć :) Sama jestem bardzo ciekawa jak pachną pozostałe dwie wersje :)

poniedziałek, sierpnia 05, 2013

Tutti Frutti Karmel &Cynamon - kremowy peeling myjący do ciała

Autor: chodzpomalujmojswiat o poniedziałek, sierpnia 05, 2013 11 komentarze
Moje Drogie! Wybaczcie, że tak rzadko tu ostatnio bywam, ale moje dotychczasowe życie wywróciło się do góry nogami. Chcę Wam powiedzieć, że czasem kiedy wydaje nam się, że to już koniec świata, bo wszystko nagle zaczyna się walić... Trzeba trzeba przyjąć tego przysłowiowego kopa w ****- wszystko jest po "COŚ" :)  To tyle prywaty, a teraz przechodzę już do recenzji. Dziś chcę podzielić się z Wami opinią na temat absolutnie bosko pachnącego peelingu z Farmony. Niestety nie zdążyłam zrobić mu zdjęcia zaraz po zakupie i będę posiłkować się fotografią ze strony producenta:




OPAKOWANIE: wygodna butelka z której możemy wydobyć odpowiednią ilość produktu

ZAPACH: absolutnie boski! słodki i karmelowy z nutką cynamonu. Zapach ten na pewno lepiej sprawdziłby się jesienią czy zimą, głównie ze względu na cynamon, ja jednak używam go obecnie i absolutnie mi to nie przeszkadza

POJEMNOŚĆ: 250ml

CENA: ok 10zł Rossmann

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Kremowy żel z peelingiem pod prysznic o przytulnym zapachu rozgrzanego karmelu i świeżo zmielonego cynamonu. Zawarte w olejku białe trufle to najcenniejszy i najdroższy afrodyzjak znany już w starożytności – znak Wenus, rzymskiej bogini miłości. Pobudza zmysły, podnosi atrakcyjność fizyczną i budzi pożądanie. Peelingujące drobinki jojoba i zmielone łupinki orzeszków macadamia, zanurzone w delikatnym kremowym żelu, usuwają martwy naskórek, idealnie wygadzają ciało. Żel doskonale oczyszcza skórę, a dzięki zawartym składnikom nawilżającym i odżywczym pozostawia ja świeżą, jedwabiście gładką i miękką.

MOJA OPINIA NA TEMAT PRODUKTU: chyba najfajniejszy peeling jaki do tej pory dane było mi używać. Przede wszystkim cudny zapach, dobra wydajność. Jeśli chodzi o drobinki peelingujące to nie są ani za delikatne ani zbyt mocne. Ścierają to co mają ścierać pozostawiając miękką i gładką skórę. Peeling pozostawia lekko tłustą powłokę co jednak absolutnie mi nie przeszkadza.  Polecam wypróbować! Ja na pewno skuszę się również na inną wersję zapachową.

Miałyście ten peeling? Jakie jest Wasze zdanie na jego temat? :)

czwartek, lipca 18, 2013

DECUBAL body cream- odżywczy i silnie nawilżający krem do ciała

Autor: chodzpomalujmojswiat o czwartek, lipca 18, 2013 5 komentarze
Moje Drogie! Wiem, że pojawiam się tutaj ostatnio dość rzadko, ale mam sporo obowiązków i nie zawsze wystarcza mi czasu. Doba mogła by mieć dla mnie teraz kilka godzin więcej. Dziś chcę napisać Wam kilka słów o kolejnym kosmetyku jaki znalazł się w wielkiej paczce od Decubal. Tym razem jest to krem do ciała przeznaczony do suchej i bardzo suchej skóry.


OPAKOWANIE: duża tuba z miękkiego plastiku. Otwór jest niewielki i dość ciężko wydobyć przez niego produkt, gdyż ten jest dość zbity i treściwy.

POJEMNOŚĆ: 250ml

CENA: od ok. 20 do 25zł

ZAPACH: bezzapachowy

KONSYSTENCJA: jak już wspomniałam przy opakowaniu krem jest bardzo gęsty i treściwy

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Chroni suchą i bardzo suchą skórę dzięki zawartości witaminy E i olejków roślinnych. Odbudowuje naturalną barierę ochronną skóry. Nie pozostawia tłustych śladów. Bezzapachowy. Nie zawiera parabenów. Zawartość substancji tłuszczowych 40%.

MOJA OPINIA O PRODUKCIE: krem ten bardzo dobrze sprawdził się w momencie, gdy po pobycie nad morzem zaczęła schodzić mi skóra... produkt świetnie poradził sobie z przesuszonymi miejscami. Natychmiastowo sprawia, że skóra jest miękka i nawilżona. 

Jeśli chodzi o te mniej przyjemne kwestie to trochę długo się wchłania i ciężko wydobyć go z tuby (przez bardzo mały otwór). Myślę, że jego treściwa konsystencja sprawdzi się lepiej zimną aniżeli latem (choć ja teraz stosowałam go przez dobre 2 czy 3 tygodnie). Ostatnie zastrzeżenie mam do zapachu. Niby producent wspomina, że krem jest bezzapachowy, jednak się z tym nie zgodzę. Pachnie tak nieprzyjemnie i kwaśno przez co jego używanie nie staje się żadną przyjemnością...

A Wy miałyście może okazję testować ten krem? Jak wrażenia?


sobota, lipca 06, 2013

Z cyklu: Nie polecam! Cztery pory roku, Brązujący balsam do ciała.

Autor: chodzpomalujmojswiat o sobota, lipca 06, 2013 13 komentarze
Jeszcze dwa tygodnie temu opalałam się na pięknej plaży w Kątach Rybackich... Po powrocie zapragnęłam utrzymać opaleniznę jak najdłużej. Będąc w Rossmannie sięgnęłam po coś, co ma za zadanie nadać ciału brązowy odcień i jednocześnie podkreślić i utrwalić kolor skóry. W koszyku z przecenami dojrzałam mini wersję balsamu brązującego, a że kosztował tylko 1,59zł wzięłam od razu dwie sztuki. 


OPAKOWANIE: malutka tubka w kolorze brązowym

POJEMNOŚĆ: 35ml (miniatura), standardowa pojemność to 250ml

CENA: 1,59zł wersja mini (normalnie coś około 4zł), za dużą pojemność 9zł

ZAPACH: mi kojarzy się z cynamonem. Nie pachnie jak standardowy samoopalacz czy inne tego typu kosmetyki

KONSYSTENCJA: dość typowa- jak w większości balsamów

KOLOR: bardziej pomarańczowy niż brązowy (stąd moje małe przerażenie, gdy pierwszy raz odkręciłam balsam)

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Brązujący balsam do ciała zapewnia skórze prawidłowy poziom nawilżenia, równocześnie nadając jej odcień delikatnej naturalnej opalenizny. Stosowany po opalaniu na słońcu i w solarium regeneruje skórę, poprawia koloryt i utrwala opaleniznę. Balsam zawiera składniki naturalne barwiące wierzchnią warstwę naskórka, która ulega ciągłemu procesowi złuszczania. Aby utrwalić efekt brązujący zaleca się regularne, najlepiej codzienne stosowanie balsamu. Preparat nie zawiera /DHA/, dlatego też nie wysusza i nie pozostawia na skórze zapachu charakterystycznego dla klasycznych samoopalaczy.

Własności kosmetyczne balsamu:
- Intensywnie nawilża i wygładza
- Nadaje naturalny odcień opalenizny
- Podtrzymuje i ożywia koloryt skóry
- Łagodzi podrażnienia po opalaniu
Składniki aktywne balsamu:
-Orzech włoski - naturalnie brązowi, zmiękcza i uelastycznia skórę
- Karmel - naturalny barwnik
- Masło kakaowe - nawilża i łagodzi podrażnienia
- Karotka - naturalne Źródło witaminy A, ogranicza złuszczanie i szorstkość skóry.


MOJA OPINIA O PRODUKCIE: Szczerze mówiąc to nie widzę w tym balsamie chyba żadnego plusa. Przede wszystkim nie brązuje. Nie utrwala też opalenizny. Ciężko się wchłania (jest taki "tępy", ciężko go rozsmarować). O nawilżeniu również można zapomnieć. Trochę się klei. Jeśli już uda nam się go nałożyć należy odczekać naprawdę sporą chwilę, bo inaczej możemy pobrudzić sobie ubranie czy piżamę. Czytałam również, że może podrażniać (u mnie to na szczęście nie miało miejsca). Jest to chyba pierwszy produkt, który aż tak mnie zawiódł i mimo że usilnie próbowałam znaleźć w nim coś pozytywnego nie udało mi się... Nie polecam!

niedziela, kwietnia 28, 2013

Fruit Kiss żel pod prysznic. Energetyzujący zapach goji.

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, kwietnia 28, 2013 12 komentarze
Żel ten jest jedynym produktem jaki kupiłam w Biedronce w czasie gdy obowiązywała w niej ostatnia promocyjna gazetka urodowa. Zarówno sam wygląd opakowania jak i dostępne zapachy od razu przywiodły mi na myśl żele pod prysznic Nivea z serii Powerfruit Refresh  jakie swojego czasu kupowałam.





OPAKOWANIE: prosta i przeźroczysta butelka

POJEMNOŚĆ: 300ml

ZAPACH: bardzo przyjemny. Faktycznie energetyzujący i pobudzający. Owocowy.

KONSYSTENCJA: raczej standardowa jak przy każdym żelu

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Żel po prysznic Fruit Kiss o energetyzującym zapachu goji to moc przyjemności podczas kąpieli. Ekstrakt z żurawiny zawarty w formule żelu słynie ze swoich właściwości ochronnych i jest źródłem naturalnych antyoksydantów, dzięki czemu Twoja skóra sraje się miękka i elastyczna. 

Świeży zapach goji, orzeźwiający ciało i umysł, poprawia samopoczucie i dodaje energii. Delikatna formuła żelu łagodnie myje i pielęgnuje Twoje ciało. Poczuj magię owocowych pocałunków na swojej skórze.

MOJA OPINIA: żel ten spełnia swoje funkcje: pachnie i myje :) Nie wysusza skóry. Bardzo dobrze się pieni. Według mnie zapach jest idealny rankiem- odświeża i pobudza do działania. Całkiem fajny produkt, któremu nie mogę nic zarzucić. Cena również bardzo atrakcyjna- ok 5zł. Niestety nie wydaje mi się by był dostępny już w standardowej sprzedaży w Biedronce. Pojawił się tylko podczas trwania gazetki promocyjnej. Według mnie jest trochę tańszym odpowiednikiem Nivea, o którym wspomniałam na początku posta. Dostępne były jeszcze dwa inne zapachy: bodajże jagoda i coś z lilią (ta wersja miała w sobie jakieś drobinki peelingujące).
Macie ten żel? Jakie jest Wasze zdanie na jego temat? :)

czwartek, stycznia 31, 2013

Balea Young, Body-Smoothie Mango Vanille

Autor: chodzpomalujmojswiat o czwartek, stycznia 31, 2013 10 komentarze
Lubicie smoothie? :) Ja przepadam za nim szczególnie latem- napój ten super orzeźwia i jest niezwykle owocowy! A co gdyby smoothie o zapachu mango i wanilii pojawiło się na drogeryjnej półce?
 
Mnie udało się zakupić smoothie od Balea jeszcze w czasie listopadowego wypadu do Czeskiego Cieszyna. Pierwotnie miał być to prezent dla mojej siostry, jednak nie przepada ona za tego typu mazidłami, więc za testy wzięłam się ja.
 
 
OPAKOWANIE: mleczko do ciała ukryte jest w wygodnym opakowaniu z pompką. Produkt ma 200ml co nie jest standardową pojemnością, gdyż głównie produkty tego typu są większe- co najmniej o 50ml.
 
ZAPACH: dla wielbicielek słodkich zapachów! Wyczuwalne jest zarówno mango jak i wanilia. Dla mnie zapach jest po prostu genialny- słodki i b.owocowy. Może bardziej nadaje się na letnie dni, jednak ja używam go właśnie zimą :)
 
KONSYSTENCJA: mleczko. Bardzo szybko się wchłania. Nie pozostawia tłustej warstwy.
 
ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Delikatny, żelowy skład z chłodzącym efektem sprawi, że skóra będzie piękne nawilżona i pachnąca. Szybko się wchłania i nie zostawia na skórze tłustego filmu. Testowany dermatologicznie.
 
MOJA OPINIA: Smoothie to obecnie mój ulubiony produkt do ciała. Bardzo szybko się wchłania, nie zostawia tłustego filmu. Nawilżenie nie jest jakieś wybitne. Dla mojej skóry jednak wystarczające.  Zapach Smoothie jest obłędny. Efekt chłodzenia (który faktycznie występuje, nie jest jednak jakiś wyraźny, tak jak np. w przypadku Serum wyszczuplającego z Eveline) idealnie sprawdziłby się latem. Mnie jednak nie przeszkadza to w stosowaniu mleczka obecnie. Minusem może być to, że Smoothie ma tylko 200ml i niestety szybko się kończy... Zważając na fakt, że jest to edycja limitowana, pewnie ciężko będzie je jeszcze dostać w DM :(
 
Wydaje mi się, że produkt ten kosztował 50 koron czeskich czyli około 8,50zł.
 
To już ostatni produkt z DM jaki został mi do zrecenzowania. Mam nadzieję, że w niedługim czasie znów zagoszczę w Czechach i będę mogła obłowić się w tamtejsze produkty :) Muszę przyznać, że Balea stała się jedną z moich ulubionych marek kosmetycznych!

poniedziałek, stycznia 21, 2013

Różane mydło z mlekiem klaczy mongolskiej

Autor: chodzpomalujmojswiat o poniedziałek, stycznia 21, 2013 9 komentarze
Cześć dziewczyny! Czuję się już lepiej, powoli wracają mi siły dlatego postanowiłam dzis pojawić się z nowym postem. Będzie on dotyczył mydełka, które udało mi się dostać w ramach testów z bloga sliwkirobaczywki.
 
Różane mydło z mlekiem klaczy mongolskiej:
 

OPAKOWANIE: 100g kosteczka zawinięta w podwójną folię. Na tej drugiej znajdujemy nalepkę z informacją o składzie i działaniu mydełka.

ZAPACH: przyznam, że do tej pory zapach róży kojarzył mi się tylko i wyłącznie z kosmetykami, jakie udało mi się przywieźć z wakacji z Bułgarii. Tamten różany zapach był duszący i bardzo wyrazisty. Mydełko natomiast pachnie delikatniej i naprawdę przyjemnie :)

OPIS PRODUCENTA: Mydło zawiera tylko naturalne składniki, w tym mleko z klaczy, które przewyższa nawet mleko ośle jeśli chodzi o jego wpływ na skórę. Stanowi doskonałe rozwiązanie dla osób cierpiących na łuszczycę, atopowe zapalenie skóry i alergię. Korzystnie wpływa też na skórę suchą, podrażnioną przez słońce a nawet po kuracjach złuszczania kwasami. Ze względu na działanie antybakteryjne można stosować je przy każdym rodzaju trądziku.



MOJA OPINIA O MYDEŁKU: muszę powiedzieć, że to naprawdę godny uwagi produkt. Używałam go codziennie w czasie kąpieli, myjąc nim ciało, kilkakrotnie równiez stosowałam je do twarzy. Ciało po kąpieli było otulone było nawilżającą powłoczką. Skóra była gładka i miękka. Do twarzy sprawdziło się podobnie. Nie zauważyłam ściągnięcia, wysuszenia a tym bardziej podrażnienia. Jedyną wadą jaką dostrzegam to fakt, że mydełko znikało w mgieniu oka. Wiem jednak, że moczyła w tym palce moja mama- dzielnie podbierając mi produkt. Muszę dodać, że podobnie jak ja była bardzo ciekawa efektów.

REASUMUJĄC:

PLUSY (+):

-skład! (wklejam pod koniec posta)

-przyjemny zapach

-widoczne nawilżanie skóry

-nie wywołuje podrażnień

MINUSY (-):

-100g kosteczka, która niestety znika w mgieniu oka :(

-dość wysoka cena (zdaję sobie jednak sprawę, że mydełka sprowadzane są z Nepalu, więc sam koszt wysyłki musi być spory)

SKŁAD: masło kokosowe, woda, olej słonecznikowy,olej palmowy,oliwa z oliwek,mleko klaczy mongolskiej, olejek różany

Dostaniecie go w sklepie Blisko Natury: KLIK!

A Wy lubicie naturalne mydełka? Jakie są Wasze ulubione? :)

Dziękuję sliwkomrobaczywkom za możliwość przetestowania produktu. Fakt, że otrzymałam go do testów nie miał wpływu na moją ocenę.
 

poniedziałek, grudnia 03, 2012

Alterra mleczko do ciała BRZOSKWINIA I LICZI

Autor: chodzpomalujmojswiat o poniedziałek, grudnia 03, 2012 18 komentarze
Cześć dziewczyny! Za oknem sypie śnieg...Ogólnie pogoda nie nastraja optymistycznie, dodatkowo jestem strasznym zmarzluchem i cały czas jest mi zimno. Przygotowałam dla Was dziś recenzję mleczka do ciała Alterra, które otrzymałam jako nagrodę w rozdaniu:
OPAKOWANIE: proste i typowe dla Alterry 250ml opakowanie. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to nie podoba mi się to, że ta czerwona zatyczka jest zaokrąglona i uniemożliwia postawienie mleczka do góry nogami, gdy będzie się kończyło.

KONSYSTENCJA: jak na mleczko i tak dość gęsta. Wystarczy porównać np. ze słynnym mleczkiem z Sephory, które wręcz samo wylewało się z opakowania. Tu na pewno nic takiego nie będzie miało miejsca. 

ZAPACH: słodki! nawet bardzo :) dla wielbicieli "oblepiających", owocowych zapachów. Ja bardzo lubię tego typu zapachy jesienią i zimą. Nie jest bardzo trwały- po posmarowaniu ciała przed snem, rano raczej nie będziemy już go wyczuwać.

ZAPEWNIENIE PRODUCENTA: Każda skóra zasługuje na indywidualną pielęgnację. Mleczko do ciała Alterra dostarcza skórze długotrwałego nawilżenia i nadaje jej uczucie świeżości dzięki wyjątkowej kompozycji zapachów orzeźwiającej brzoskwini i odświeżającego liczi. Bogate składniki takiej jak olej palmowy, olej z awokado, olej migdałowy i masło shea zapewniają skórze długotrwałą ochronę. Roślinna gliceryna dostarcza jej długotrwałego nawilżenia. Olej z awokado,olej migdałow i olej z pestek brzoskwini czynią skórę aksamitnie miękką przez cały dzień.
 
MOJA OPINIA O PRODUKCIE: Przede wszystkim to strasznie ubolewam nad faktem, że brak u mnie systematyczności. Najczęściej, najnormalniej w świecie nie chce mi się wmasowywać wszelakiego rodzaju balsamów, mleczek i kremów w ciało. Jeśli już jednak zepnę swoje cztery litery i zmuszę się do jakiegoś specyfiku do ciała sięgam właśnie po to mleczko. Przede wszystkim dlatego, że ma lekką formułę, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu. Nie piecze również aplikowany zaraz po depilacji nóg. A to jest kwestia dość dla mnie znacząca. Mleczko jest bardzo wydajne. Duży plus (jak we wszystkich produktach Alterra) za brak sztucznych barwników, substancji zapachowych i konserwujących. Nie zawiera też parafiny i innych związków olejów mineralnych.
 
Niestety nie wiem dokładnie ile kosztuje, ale myślę, że w granicach 8-10zł. Lubicie mleczka Alterry? :)



niedziela, września 16, 2012

Estetica żel i płyn pod prysznic o zapachu jaśminu

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, września 16, 2012 10 komentarze
Lubicie jaśmin? Mnie jakoś do końca zapachy kwiatowe nie przekonują. Ten żel trafił do naszej łazienki jednak przez przypadek, mama dostała go na urodziny. Oczywiście jak to ja musiałam koniecznie go poużywać i przetestować. Czy stał się moim ulubieńcem?
 źródło: strona producenta

OPAKOWANIE: dość przyciągająca wzrok butla z oryginalnym sznureczkiem. Powiem Wam szczerze, że kojarzy mi się on nieco z elementem, którym związuje się zasłony :)

ZAPACH: oj z pewnością nie dla mnie. Nie jestem do końca przekonana czy tak pachnie prawdziwy jaśmin. Mnie ten zapach kojarzy się z herbatką lipową, jaką przygotowywała mi mama kiedy byłam dzieckiem. Pachnie delikatnie i raczej mało zachęcająco.

KONSYSTENCJA: galaretkowata,gęsta. Żel zawiera drobinki brokatu.

Możemy używać go na dwa sposoby- jako typowy żel pod prysznic oraz wlewając pod strumień bieżącej wody - jako płyn do kąpieli.

No cóż raczej mnie nie zachwycił, drobinki brokatu w żadnym wypadku nie rozświetlają. Zapach w ogóle nie przypadł mi do gustu. Cena jest również dość wysoka ok 20 zł. Mimo zachęcającego opakowania, produkt ten nie jest raczej godny polecenia.

Wiem, że żele te dostępne są na pewno w drogerii Natura. Następna recenzja jaka się tu pojawi dotyczyć będzie kuli Stenders, którą udało mi się wygrać w konkursie na Facebooku :)

niedziela, lutego 12, 2012

Joanna Naturia kawowe masło do ciała

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, lutego 12, 2012 6 komentarze
Jeśli chodzi o pielęgnację ciała, to od jakiegoś czasu stawiam na masła. W balsamach nie odpowiada mi   konsystencja. Aplikacja tego rodzaju produktu jest dla mnie dużo przyjemniejsza.
Stąd też po wyzerowaniu mini masła z The Body Shop ( a wiadomo te 50ml starczyło mi naprawdę na kilka aplikacji) postanowiłam kupić coś tańszego i najlepiej polskiego, by mieć porównanie do produktu z TBS.

Odżywcze masło do ciała z kawą Joanna Naturia otrzymujemy w prostym opakowaniu z dość grubego plastiku.
Minusem jest fakt, że masło po odkręceniu nie jest zabezpieczone folią (dlatego radzę je odkręcić przed zakupem, by zobaczyć czy nie ma w nim "obcych"  śladów po palcach).



ZAPACH:
Zapach uwiódł mnie już w drogerii: słodki, aromatyczny, wyczuwalny naturalny żaden tam chemiczny aromat kawy. Moja siostra stwierdziła, że pachnie jak krem do tortów :)

KONSYSTENCJA:
Gęsta, ale nie aż tak jak masło z TBS (te masła posiadają dotąd najbardziej "zbitą" konsystencję jaką miałam okazję testować)

KILKA SŁÓW OD PRODUCENTA:
Kawowe masło do ciała Naturia o aromatycznym zapachu zapewnia doskonałą pielęgnację skóry. Nadaje jej wyjątkową miękkość i elastyczność, pozostawia ją gladką i miłą w dotyku. Specjalnie opracowana receptura zawiera odżywcze masło Shea i stymulujący ekstrakt z kawy.

MOJA OPINIA:
Bardzo ładnie nawilża skórę, wchłania się szybko. Ostatnio zauważyłam u siebie dość mocno przesuszoną skórą w okolicy brzucha, gdzie kończą się spodnie (mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi :)). Masło bardzo szybko poradziło sobie z tą partią ciała. Po przesuszeniach nie ma śladu.
Jak nie mam w pobliżu kremu do rąk, używam również tego masła.

Jestem z tego produktu jak najbardziej zadowolona, możliwe,  że gdy mi się skończy kupię pozostałe wersje: waniliową i truskawkową.

Jeśli któraś z Was została skuszona moją recenzją, (:]) to obecnie w Super Pharm z kartą Lifestyle masło można kupić za 6,49 normalna cena to około 9zł.

piątek, stycznia 27, 2012

Lady Speed Stick

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, stycznia 27, 2012 13 komentarze
Skończył mi się Garnier w kulce, który bardzo polubiłam i miałam zamiar zakupić jeszcze jedno opakowanie, kiedy mama wróciła z zakupów przynosząc 3 różne dezodoranty Lady Speed Stick. Wszystkie miały formę sztyftu.
Wybrałam wersję Floral Magic.



ZAPACH: Pachnie kwiatowo, pudrowo ale na pewno nie drażniąco.

KONSYSTENCJA: mam wersję w kremie, nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że te dezodoranty nie występują w atomizerze

WYDAJNOŚĆ: jak dla mnie najbardziej wydajna forma dezodorantu to właśnie sztyft bądź kulka. Spray kończy się najszybciej.

DZIAŁANIE: naprawdę się u mnie sprawdził, od rana do końca dnia czułam się świeżo , a zapach deo czułam jeszcze późnym popołudniem

PLUSY:
-zapach
-działanie
-ekonomiczna forma sztyftu
-proste, wygodne opakowanie

MINUSY:
-zostawia białe plamy po aplikacji, dlatego trzeba uważać
-nie wierzę w obietnicę producenta : ochrona 24h


Reasumując: Jeśli porównałabym go do Garniera, to stopień i długość ochrony oraz zachowania świeżości jest bardzo podobna.

Nie wiem dokładnie ile kosztował, bez promocji wydaje mi sie, że ok 10-11zł a w promocji ok 8zł

Używałyście Lady Speed Stick? Jak Wasze wrażenia?

poniedziałek, grudnia 26, 2011

Peeling od różowej krowy czyli Strawberry Sundae - pink cow.

Autor: chodzpomalujmojswiat o poniedziałek, grudnia 26, 2011 4 komentarze
Dziewczyny, jak mijaja Wam święta? Mój żołądek mówi mi, że ma dość :) jak spędzacie ten ostatni dzień świąt? W rodzinnym gronie, a może z przyjaciółmi?



Peeling ten to częśc prezentu gwiazdkowego jaki dostałam od siostry. (akurat w tym roku złożylo się tak, że duża część prezentów, to właśnie kosmetyki, dlatego spodziewajcie się kilku recenzji:)).

Zacznę od tego, że nigdy do tej pory nie spotkałam się z tym produktem. Zobaczyłam go dopiero na stronie paatal.pl. Za tubę 225 ml trzeba zapłacić 8 zł. Czyli naprawdę niedrogo.

Peeling ma obłędny zapach i kolor. Przypomina mi lizaki chupa-chups te kremowe: truskawkowo-śmietanowe, ponieważ jest to zapach bardzo słodki: nie owocowy a bardziej śmietanowy, mleczny.
Kolor to delikatny róż, wzbogacony dosć dużymi, ciemnymi perełkami peelingującymi.

Bardzo dobrze wygładza skórę, po nałożeniu jest gładka i lekko nawilżona. Zapach utrzymuje się jeszcze przez jakiś czas, ale nie jest już tak intensywny jak na początku.

Dodam jeszcze, że jest opakowanie pochodzi z recyclingu, a peeling przeznaczony jest również dla wegetarian. Urzekły mnie również napisy na tubie. Super z angielskiego się nie czuje, ale jedno zdanie brzmi mniej więcej tak: Kiedyś w ogrodzie spotkała się śmietanka z truskawką i... się zakochały. Czyż to nie słodkie? :)

zdjęcie pochodzi ze strony paatal.pl

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym produktem. Za niewielkie pieniądze, można mieć naprawdę dobrze peelingujący produkt o obłędnym wrecz zapachu!
Do wyboru jest jeszcze wersja kokosowa.

niedziela, października 16, 2011

Zimowe masełka Simple Pleasures + pierwsza wygrana w rozdaniu

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, października 16, 2011 5 komentarze
Co roku w TKmaxx pojawiają  się w okolicach  grudnia kosmetyczne zestawy świąteczne. W tamtym roku na mikołajki chłopak sprezentował mi taki właśnie zestaw mini masełek.
Pochodzą one z serii Simpe Pleasures, próbowałam czegoś dowiedzieć się o tej firmie z internetu, jednak chyba nieudolnie szukałam, bo niczego nie znalazłam.
W bardzo zimowym, błyszczącym opakowaniu masełek było 3: Sugar cookie, Winter frost oraz Citrus spice.
Pierwsze z nich miało kolor lekko różowy, drugie było białe a trzecie pomarańczowe.
Jeśli chodzi o konsystencję, to nie wiem, czy producent postąpił prawidłowo nazywając je masłami, a nie balsamami. Konsystencja dla mnie przypomina troszkę gęstszy balsam do ciała. Wchłaniają się bardzo dobrze, skóra pozostaje miękka i gładka.
Sugar cookie uwiódł mnie swoim zapachem: słodkim, apetycznym, aż chciałoby się zjeść :) Ten produkt zużyłam najwcześniej. Dodatkowo powiem, że zapach utrzymywał się nawet przez całą noc.
Następnie wzięłam się za Winter frost: bardzo delikatny, pudrowy zapach. Spodobał mi się, ale nie aż tak jak sugar.
Najgorzej jest i było z ostatnim zapachem (mam go jeszcze ok pół opakowania) mianowicie Citrus spice przypomina mi po prostu środki do wc. Jest to ciężki, cytrusowy zapach, dość chemiczny. Męczę się z nim trochę, ale obiecałam sobie, że jest obecnie w projekcie denko.

Co do strony graficznej tych produktów, to bardzo podobają mi się nalepki na pudełeczkach, każda jest bardzo zimowa i urocza.
Uważam, że tak zapakowane masełka, to fajny prezent na mikołajki czy święta. Cieszą oko i działają bez zarzutu! :)



A Wy macie jakieś sprawdzone kosmetyczne prezenty? :)


W piątek przyszła do mnie paczuszka z wygraną w rozdaniu u Karoliny. Zawartość prezentowała się następująco:
2 próbeczki kremów (jednej nie ma już na zdjęciu, bo zużyłam :)) Nivea i Ziaja
pędzelek do smokey eyes z Essence
lakier do paznokci Essence colour&go 38 choose me!
róż w płynie Essence z limitowanki Blossoms etc...
2 kredki Essence long lasting 08 touch of glam i 10 almost famous

Spodziewajcie się więc niebawem ich recenzji :)

piątek, września 30, 2011

Działanie przez masowanie.

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, września 30, 2011 2 komentarze
Dziś na świeczniku oliwka Ziaja. Z tego co się orientuję jest to nowa seria, w której skład wchodzą oliwki do masażu w płynie oraz oliwki w żelu.
Tak przedstawiają się wyżej wymienione produkty:
Mamy tu oliwkę relaksującą, antycellulitową, rozgrzewającą, ujędrniającą i witaminową.
Ja posiadam tę ostatnią- witaminową. Oliwka brała udział we Wrocławskim Maratonie (tj używali jej fizjoterapeuci  w obstawie medycznej (w tym mój chłopak:)) dlatego trafiła do moich rąk.
Na opakowaniu możemy wyczytać, że jest polecana również w gabinetach kosmetycznych, fizjoterapeutycznych i salonach SPA. Czyli można by wywnioskować, że jest to produkt profesjonalny.
A teraz o samej oliwce: nie do końca przepadam za tego typu produktami, bo zawsze wydawało mi się, że są strasznie tłuste, długo się wchłaniają i jeszcze brudzą ubrania.
A Ziaja taka nie jest, dobrze się wchłania, nie brudzi (tu wielki plus!) ma przyjemny, relaksujący zapach i bardzo dobre, wygodne opakowanie z pompką.
Design opakowania jest prosty, ale takie własnie lubię :)
A najlepsze co może być to ta oliwka i masaż zrobiony przez ukochaną osobę. Serdecznie polecam! :)


Dziś dzień chłopaka, dziewczyny! jakie prezenty przygotowałyście dla swoich połówek? :)
Czy Wy też macie problem z dodaniem komentarza? ja próbuję i wszystko mi znika :(

piątek, września 23, 2011

Johnsons's Energy

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, września 23, 2011 4 komentarze
Pamiętacie jeszcze biedronkową gazetkę Tajemnice urody 2?
To własnie w niej był żel i płyn do kąpieli (czyli takie 2w1 ) o którym chcę dziś napisać.
Mieści się w ogromnej butli- litrowej co nie do końca jest wygodne, bo jakoś ciężko przynajmniej na początku podnosić takiego kolosa przy kąpieli :)
Zapach ma świeży, cytrusowy, pobudza na dalszy dzień. Używałam go zarówno jako żelu jak i płynu do kąpieli. Wolę Johnsona w drugim wydaniu. Tworzy dość sporą i długo utrzymującą się pianę, zapach rozprzestrzenia się w całej łazience. Jako żel jest dla mnie ciu za rzadki, po prostu bardzo szybko spływa ze skóry.
Podsumowując jest naprawdę ok!
Do nabycia był w Biedronce 1l za 9,99

Flickr

 

Chodź pomaluj mój świat Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos