sobota, lipca 06, 2013

Z cyklu: Nie polecam! Cztery pory roku, Brązujący balsam do ciała.

Autor: chodzpomalujmojswiat o sobota, lipca 06, 2013
Jeszcze dwa tygodnie temu opalałam się na pięknej plaży w Kątach Rybackich... Po powrocie zapragnęłam utrzymać opaleniznę jak najdłużej. Będąc w Rossmannie sięgnęłam po coś, co ma za zadanie nadać ciału brązowy odcień i jednocześnie podkreślić i utrwalić kolor skóry. W koszyku z przecenami dojrzałam mini wersję balsamu brązującego, a że kosztował tylko 1,59zł wzięłam od razu dwie sztuki. 


OPAKOWANIE: malutka tubka w kolorze brązowym

POJEMNOŚĆ: 35ml (miniatura), standardowa pojemność to 250ml

CENA: 1,59zł wersja mini (normalnie coś około 4zł), za dużą pojemność 9zł

ZAPACH: mi kojarzy się z cynamonem. Nie pachnie jak standardowy samoopalacz czy inne tego typu kosmetyki

KONSYSTENCJA: dość typowa- jak w większości balsamów

KOLOR: bardziej pomarańczowy niż brązowy (stąd moje małe przerażenie, gdy pierwszy raz odkręciłam balsam)

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Brązujący balsam do ciała zapewnia skórze prawidłowy poziom nawilżenia, równocześnie nadając jej odcień delikatnej naturalnej opalenizny. Stosowany po opalaniu na słońcu i w solarium regeneruje skórę, poprawia koloryt i utrwala opaleniznę. Balsam zawiera składniki naturalne barwiące wierzchnią warstwę naskórka, która ulega ciągłemu procesowi złuszczania. Aby utrwalić efekt brązujący zaleca się regularne, najlepiej codzienne stosowanie balsamu. Preparat nie zawiera /DHA/, dlatego też nie wysusza i nie pozostawia na skórze zapachu charakterystycznego dla klasycznych samoopalaczy.

Własności kosmetyczne balsamu:
- Intensywnie nawilża i wygładza
- Nadaje naturalny odcień opalenizny
- Podtrzymuje i ożywia koloryt skóry
- Łagodzi podrażnienia po opalaniu
Składniki aktywne balsamu:
-Orzech włoski - naturalnie brązowi, zmiękcza i uelastycznia skórę
- Karmel - naturalny barwnik
- Masło kakaowe - nawilża i łagodzi podrażnienia
- Karotka - naturalne Źródło witaminy A, ogranicza złuszczanie i szorstkość skóry.


MOJA OPINIA O PRODUKCIE: Szczerze mówiąc to nie widzę w tym balsamie chyba żadnego plusa. Przede wszystkim nie brązuje. Nie utrwala też opalenizny. Ciężko się wchłania (jest taki "tępy", ciężko go rozsmarować). O nawilżeniu również można zapomnieć. Trochę się klei. Jeśli już uda nam się go nałożyć należy odczekać naprawdę sporą chwilę, bo inaczej możemy pobrudzić sobie ubranie czy piżamę. Czytałam również, że może podrażniać (u mnie to na szczęście nie miało miejsca). Jest to chyba pierwszy produkt, który aż tak mnie zawiódł i mimo że usilnie próbowałam znaleźć w nim coś pozytywnego nie udało mi się... Nie polecam!

13 komentarze:

lifeandpassion88 on 6 lipca 2013 19:12 pisze...

Miałam kiedyś chyba ten balsam ale też mi nie przypasował :)

Natalia Tw on 6 lipca 2013 19:21 pisze...

Nie miałam nigdy nic z tej firmy, może dlatego, że jestem uprzedzona do jej produktów, chociaż w sumie nie miałam do tej pory powodów...

Independent Woman on 6 lipca 2013 19:23 pisze...

Spróbuj balsamu Lirene body arabica - jest fantastyczny :)

yzma87 on 6 lipca 2013 21:20 pisze...

Ja używam kawowego balsamu od Lirene

Fitty on 6 lipca 2013 21:25 pisze...

Polecam balsam z Dove :)

Ania - Jedwabna on 6 lipca 2013 21:50 pisze...

Miałam ten balsam i miałam podobne odczucia do Ciebie :) Wolę ten z Lirene :)

entrailles on 7 lipca 2013 10:53 pisze...

nie lubie balsamów brazujących :)

Katarzyna kobieceszufladki on 7 lipca 2013 14:19 pisze...

Ja takich balsamów brązujących w ogóle nie używam

Kaprysek on 7 lipca 2013 15:17 pisze...

Nie miałm tego, ale dobrze wiedzieć. ja z kremów brązujących lubię kolastyne i Dove, a;e kolastyne bardziej ;)

blizniaczka09 on 7 lipca 2013 21:33 pisze...

Dawno dawno temu go używałam :)

Dagusia on 8 lipca 2013 16:52 pisze...

nie miałam ale jakoś mnie nie kusi . . .

beaaatka21 on 9 lipca 2013 12:30 pisze...

na pewno go nie kupię :)

Emilia on 12 lipca 2013 14:27 pisze...

Fajnie, że pachnie cynamonem - wiele osób nie lubi tego popularnego smrodku samoopalaczy :P

Prześlij komentarz

Flickr

 

Chodź pomaluj mój świat Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos