wtorek, kwietnia 30, 2013

10 minut na .... głębokie nawilżanie. Maseczka Soraya.

Autor: chodzpomalujmojswiat o wtorek, kwietnia 30, 2013 8 komentarze
Maseczek do twarzy staram się ostatnio używać regularnie. Tak jak zalecają producenci nakładam je 2-3 razy w tygodniu (w zależności od rodzaju produktu). Tym razem w Super Pharm zdecydowałam się na maskę 10 minut na... głębokie nawilżanie z Sorayi.


OPAKOWANIE: wygodna saszetka, która zawiera 2x5ml produktu czyli idealną ilość na dwie aplikacje

POJEMNOŚĆ: jak wspomniałam wyżej 10ml

CENA: ok 2,50 zł

ZAPACH: dla mnie ciut za intensywny, dość chemiczny. Czułam go jeszcze dobre kilka godzin po aplikacji.

KONSYSTENCJA: przypominająca krem

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA:  Jeśli Twoja cera odczuwa skutki zmęczenia, jest odwodniona i ma nieładny koloryt, ta kremowa maseczka zapewni jej prawdziwy zastrzyk witalności. Dzięki szybkiej poprawie nawilżenia, skóra stanie się doskonale napięta, gładka i promienna.

Kwas hialuronowy otacza skórę wilgotnym kompresem, zapewniając jej doskonałe nawodnienie oraz idealną gładkość.

Ekstrakt z fiołka pomaga dostarczyć wodę komórkom skóry i zmagazynować ją. Zwiększa także ilość kwasu hialuronowego w naskórku, dzięki czemu skóra staje się nawilżona i elastyczna.


STOSOWANIE: Maseczkę nałóż na oczyszczoną skórę twarzy. Pozostaw na 10 minut. Nadmiar wmasuj lub usuń wacikiem.


MOJA OPINIA: maseczka wchłania się dość szybko. Trzymałam ją około 15 minut po czym nadmiar usunęłam wacikiem. Skóra była wyraźnie gładka i nawilżona, a także lekko napięta. Maseczka nie wywołała u mnie żadnego podrażnienia. Nie próbowałam zaraz po jej aplikacji nakładać makijażu także nie wiem czy nadaje się jako "baza". Po ostatnich doświadczeniach z rolującą się maską z Bielendy postanowiłam nakładać tego typu produkty późnym popołudniem/wieczorem pod dokładnym demakijażu.  Polecam spróbować, bo faktycznie nawilża :) Do wyboru mamy jeszcze 10 minut na... ekspresowy lifting i perfekcyjne oczyszczanie.


Próbowałyście masek z tej serii? Co o nich myślicie? Jakie maseczki do cery suchej możecie mi polecić? :)

niedziela, kwietnia 28, 2013

Fruit Kiss żel pod prysznic. Energetyzujący zapach goji.

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, kwietnia 28, 2013 12 komentarze
Żel ten jest jedynym produktem jaki kupiłam w Biedronce w czasie gdy obowiązywała w niej ostatnia promocyjna gazetka urodowa. Zarówno sam wygląd opakowania jak i dostępne zapachy od razu przywiodły mi na myśl żele pod prysznic Nivea z serii Powerfruit Refresh  jakie swojego czasu kupowałam.





OPAKOWANIE: prosta i przeźroczysta butelka

POJEMNOŚĆ: 300ml

ZAPACH: bardzo przyjemny. Faktycznie energetyzujący i pobudzający. Owocowy.

KONSYSTENCJA: raczej standardowa jak przy każdym żelu

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Żel po prysznic Fruit Kiss o energetyzującym zapachu goji to moc przyjemności podczas kąpieli. Ekstrakt z żurawiny zawarty w formule żelu słynie ze swoich właściwości ochronnych i jest źródłem naturalnych antyoksydantów, dzięki czemu Twoja skóra sraje się miękka i elastyczna. 

Świeży zapach goji, orzeźwiający ciało i umysł, poprawia samopoczucie i dodaje energii. Delikatna formuła żelu łagodnie myje i pielęgnuje Twoje ciało. Poczuj magię owocowych pocałunków na swojej skórze.

MOJA OPINIA: żel ten spełnia swoje funkcje: pachnie i myje :) Nie wysusza skóry. Bardzo dobrze się pieni. Według mnie zapach jest idealny rankiem- odświeża i pobudza do działania. Całkiem fajny produkt, któremu nie mogę nic zarzucić. Cena również bardzo atrakcyjna- ok 5zł. Niestety nie wydaje mi się by był dostępny już w standardowej sprzedaży w Biedronce. Pojawił się tylko podczas trwania gazetki promocyjnej. Według mnie jest trochę tańszym odpowiednikiem Nivea, o którym wspomniałam na początku posta. Dostępne były jeszcze dwa inne zapachy: bodajże jagoda i coś z lilią (ta wersja miała w sobie jakieś drobinki peelingujące).
Macie ten żel? Jakie jest Wasze zdanie na jego temat? :)

sobota, kwietnia 27, 2013

Kilka drobiazgów- kwietniowe zakupy

Autor: chodzpomalujmojswiat o sobota, kwietnia 27, 2013 14 komentarze
W kwietniu zaplanowałam sobie, że zużyję wszystkie swoje zapasy kosmetyczne i postaram się nie kupować nic nowego. Przyznam, że całkiem dobrze mi idzie :) W tym miesiącu w moje ręce nie wpadło nic z kolorówki, a jedynymi produktami, które kupiłam jest szampon (za kończący się L'oreal), puder dla dzieci (zamiast szamponu suchego) i dezodorant do stóp (w cieplejsze dni bardzo się przydaje).  Jeśli chodzi o ubrania, buty i inne drobiazgi to zdecydowałam się na kilka zakupów:

Zacznę od kapci (F&F), które zastąpią moje znoszone i zniszczone już świnki z Pepco:


Ich standardowa cena to 35zł, ale w zeszły weekend było -30% na obuwie więc kosztowały ok 24zł. Będąc w Tesco kupiłam też szmaciane, płaskie peep toe za zawrotną cenę 11,20zł. Niestety zapomniałam zrobić im zdjęcia, ale myślę by pokazać Wam jakiś outfit, więc obiecuję, że jeszcze się tu pojawią :)

Kolejną parą są zwykłe, różowe japonki z Reserved. Jakiś czas temu był kupon na -25% więc skorzystałam w tym czasie i kupiłam je za 15zł (zamiast 19,90zł).





Niedawno we Wrocławiu otworzyli sklep Sinsay gdzie kupiłam sobie zwykłe czarne okulary słoneczne (mam takie same fioletowe i w kwiaty) za 9,90zł oraz basicową bluzkę w paski za 24,90zł (uwielbiam paski :D mam co najmniej kilka takich bluzek w marynarskim stylu :))



A na koniec zaopatrzyłam się jeszcze w 10 par skarpetek z Centro. Lubię takie kolorowe i zabawne skarpetki mimo że nastolatką już nie jestem :) W Centro była wtedy promocja -30% na cały asortyment, również na te produkty przecenione, więc za 11 par skarpetek (jedną dałam mamie) zapłaciłam nieco ponad 20zł. Uważam, że to naprawdę atrakcyjna cena :)


I to było by w sumie na tyle :) A Wam co udało się kupić w kwietniu? :)



piątek, kwietnia 26, 2013

BALEA Young- FRUITY KISS pielęgnacyjna pomadka do ust

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, kwietnia 26, 2013 13 komentarze
Produktów do pielęgnacji ust nigdy za wiele! Masła Nivea używam w domu, malinowej wazeliny Balea nie mogę znaleźć, a pomadka dla księżniczek Liliputz ze względu na swoją perłową poświatę została skreślona na starcie... Przyszedł więc czas na testy kolejnego dziecka Balei z serii Young: pomadki do ust w sztyfcie:



OPAKOWANIE: jak widzicie opakowanie pomadki utrzymane jest w żółtej stylistyce. Dodatkowo zapakowana była w kolorowy kartonik z przedziwnym kameleonem, motylkiem i egzotycznym kwiatem, taki jak tutaj.

ZAPACH: producent wspomina, że pomadka ma mandarynkowy zapach. I faktycznie jest to mandarynka. Zapach jest przyjemny i owocowy.

KONSYSTENCJA: pomadka bardzo dobrze się nakłada. Nie topi się, ale nie jest też byt twarda.

POJEMNOŚĆ: 4,8 g

KOLOR: żółto-pomarańczowy. Nie zostawia jednak koloru na ustach, lekko je tylko nabłyszcza.

DZIAŁANIE:  Niestety nie ma jakiegoś wybitnego działania pielęgnacyjnego i nie do końca się u mnie sprawdza.  Ostatnio moje usta są wiecznie przesuszone. Ciężko mi nałożyć na nie jakąkolwiek kolorową pomadkę gdyż od razu widać suche skórki. Niestety Balea nie sprawdza się jako baza pod inny kosmetyk do ust. Muszę poszukać czegoś innego...Solo jest ok- wygląda naturalnie i lekko nabłyszcza. Jest dość tłusta. Nakładam ją kilkakrotnie w ciągu dnia. Dość szybko się zużywa (ale dla mnie to lepiej- zużyję i kupię coś innego :)). Myślę, że dla mniej wymagających ust na pewno się sprawdzi. Idealna na lato ze względu na egzotyczny zapach :)

Dziewczyny! Czy możecie polecić mi coś pielęgnacyjnego do ust, co pomoże mi uporać się z suchymi skórkami? W jaki balsam czy pomadkę ochronną warto zainwestować?

środa, kwietnia 24, 2013

Silonda - pielęgnująca emulsja do rąk i ciała

Autor: chodzpomalujmojswiat o środa, kwietnia 24, 2013 5 komentarze
O tym produkcie miałam w ogóle nie pisać. Chłopak dał mi kiedyś małą, niepozorną buteleczkę i powiedział abym spróbowała, bo to coś do rąk... Nie chciało mi się rozszyfrowywać francuskiego, więc z ciekawości wpisałam nazwę Silonda w wyszukiwarkę. Okazało się, że Ecolab produkujący Silondę ma stronę w języku polskim...





Firma Ecolab specjalizuje się w dziedzinie profesjonalnego utrzymania higieny w takich segmentach rynku jak: przemysł spożywczy, ochrona zdrowia czy restauracje. Mój M. jest fizjoterapeutą, dlatego produkt ten dostał (albo sam sobie wziął :P) ze szpitala.

Wracając do samej emulsji znajduje się ona w małej i bardzo minimalistycznej buteleczce. Na stronie producenta możemy przeczytać, że produkt dostępny jest w 500ml butelkach. Ja mam jednak 100ml wersję- domyślam się, że może to być po prostu jakaś próbka.

Sama emulsja pachnie bardzo delikatnie. Kojarzy mi się z kosmetykami dla małych dzieci. Silonda ma dość rzadką konsystencję mleczka, jednak szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy. Jest koloru białego.

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Silonda zachowuje i reguluje stopień wilgotności skóry, szczególnie w wypadku często mycia i dezynfekcji. Szybko działające substancje regulujące wilgotność, chronią skórę przed wystąpieniem podrażnień. 

-dla wrażliwej skóry
-zawiera wosk pszczeli

 Silonda jest delikatną emulsją pielęgnacyjną, przeznaczoną dla wrażliwej i narażonej na zniszczenie skóry. Zawarty w niej wosk pszczeli chroni i wygładza skórę, a olejki pielęgnacyjne regulują stopień jej wilgotności. Silonda chroni, wygładza i nawilża skórę. Jest dobrze wchłaniana przez skórę, przyjemnie chłodzi i działa odświeżająco. 

Szczerze mówiąc muszę zgodzić się ze wszystkimi zapewnieniami producenta. Emulsja ta świetnie nawilża i szybko się wchłania. Dobrze pielęgnuje skórę rąk. Świetnie sprawdza się np. po sprzątaniu czy praniu w rękach kiedy to moja skóra dłoni jest bardzo ściągnięta i sucha od działania proszków czy płynów.  Można stosować ją również na całe ciało. Dobrze sprawdza się w suchych partiach jak łokcie czy stopy. 

Sprawdziłam i można ją dostać np. w hurtowni czystosci .Za 500ml opakowanie trzeba zapłacić około 28zł. 

Potraktujcie tą mini recenzję bardziej jako formę pewnej ciekawostki :) A może akurat pracujecie w miejscu gdzie używa się tego rodzaju specjalistycznych preparatów ? :)

wtorek, kwietnia 23, 2013

P2 Sand Style: 020 lovesome

Autor: chodzpomalujmojswiat o wtorek, kwietnia 23, 2013 11 komentarze
Dziś chciałabym pokazać Wam lakier, który absolutnie mnie zauroczył! Jest to piasek z limitowanej edycji P2. Produkt ten udało mi się wygrać w rozdaniu u Kolorowego Pieprzu :) Jeszcze raz Ci dziękuję!


OPAKOWANIE: zgrabna i prosta buteleczka, która zawiera 11ml produktu

PĘDZELEK: dość cienki i dłuższy. Bezproblemowo nakłada się nim lakier.

KOLOR: róż ze złotem (a może bardziej czerwień ze złotem hmm...). Pięknie się mieni!

APLIKACJA: lakier świetnie się aplikuje i bardzo szybko schnie. Dwie warstwy wystarczą do idealnego krycia.

TRWAŁOŚĆ: ok 3 dni, potem zaczyna delikatnie ścierać się na końcówkach

EFEKT NA PAZNOKCIACH:




Wbrew pozorom lakier bardzo dobrze się zmywa (nie używam nawet folii aluminiowej, a zmywam jak standardowy lakier). Lakier nie odbarwia też płytki. Jestem z niego bardzo zadowolona i ostatnio to tylko on gości na moich pazurkach. A jak Wam się podoba to piaskowe cudo? :)

niedziela, kwietnia 21, 2013

Marion- 60 sekundowa maseczka do włosów Nature Therapy

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, kwietnia 21, 2013 10 komentarze
Firmę Marion polubiłam ostatnio za kurację z olejkiem arganowym. Będąc w drogerii capnęłam tym razem 60 sekundową maseczkę z serii Nature Therapy (ocet z malin& koktajl owocowy). Dużo dobrego słyszałam o płukance octowej z tej serii (przy najbliższej okazji na pewno się w nią zaopatrzę), dlatego postanowiłam wypróbować maskę. Niestety produkt ten dostępny jest tylko w wersji saszetkowej (saszetka według producenta wystarcza na dwie aplikacje).Wolałabym jednak wersję w butelce czy innym opakowaniu, gdyż wychodzi to znaczniej ekonomicznie, ale jeśli nie ma tego co się chce, to się bierze to co jest :)

Oczywiście z zakręcenia nie zdążyłam zrobić zdjęcia maseczce a opakowane wylądowało już w koszu. Także posiłkuje się zdjęciem ze strony producenta: www.marion.pl




OPAKOWANIE: saszetka, która dodatkowo zaopatrzona jest w plastikowy dzióbek, który pozwala nam na zamknięcie opakowania i chroni przed wysychaniem czy wylaniem się produktu

ZAPACH: bardzo przyjemny, owocowy. Czuć go na włosach :)

POJEMNOŚĆ: 15ml

CENA: 2,50 zł (C.H Feniks we Wrocławiu)

KONSYSTENCJA: maseczka nie jest jakoś wybitnie gęsta, ale nie spływa z włosów. Kolor lekko różowy.

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Panujący obecnie trend powrotu do natury, zainspirował Laboratorium Marion Kosmetyki do stworzenia nowej serii do pielęgnacji  włosów opartej na occie z malin, wzbogaconej dodatkowo owocowymi ekstraktami. Właściwości octu znane były od wieków, jednakże dopiero nowa biotechnologia potrafi w pełni wykorzystać jego dobroczynne działanie. Seria Nature therapy to wyjątkowa kombinacja natury i nowoczesnej technologii dla naturalnie zdrowych włosów, nie zawiera parabenów, SLES i SLS. Stworzona  została do pielęgnacji wszystkich rodzajów włosów, szczególnie wymagających wzmocnienia, w celu przywrócenia im blasku, siły i elastyczności.

MOJA OPINIA: Nie do końca wierzę,że są produkty do włosów, które po 60 sek pozostawienia ich na włosów zrobią wielkie WOW. Maseczkę specjalnie dwukrotnie trzymałam na włosach właśnie tylko przez tak krótki czas, by przekonać się czy naprawdę zdziała coś w minutę. Kolejnym razem bowiem planuję nałożyć ją na ok 15-20 min i trzymać pod ręcznikiem.  Wracając do rzeczy: już po minucie włosy są bardziej zdyscysplinowane, gładsze i miękkie. Ładnie pachną. Maseczka absolutnie nie obciąża i jest pozbawiona parabenów, SLS i SLES (choć silikony w składzie ma...). Ciężko mi stwierdzić czy ma jakiś większy wpływ na wzmocnienie włosów, gdyż po dwukrotnym jej użyciu trudno cokolwiek zauważyć. Żałuję tylko, że maseczka dostępna jest tylko i wyłącznie w takich saszetkach, bo zapowiada się naprawdę dobrze :) Na pewno kupię jeszcze jedno opakowanie.

A Wy stosowałyście ten produkt? Jakie jest Wasze zdanie o kosmetykach Marion?


sobota, kwietnia 20, 2013

Bielenda Professional Formula- Hydrożelowa maseczka ultra nawilżająca

Autor: chodzpomalujmojswiat o sobota, kwietnia 20, 2013 5 komentarze
Z tą maseczką spotkałam się po raz pierwszy w drogerii więc od razu wpadła mi do koszyka. Regularnie sięgam po maski nawilżające, gdyż już od ponad 2 lat moja cera nie jest tłusta a naprawdę sucha (są takie dni, że nie mogę doprowadzić jej do porządku i nałożyć normalnie makijażu mimo stosowanych dermokosmetyków). Zauważyłam, że stosowanie masek (moją ulubioną ostatnio jest nawilżająca z zieloną glinką z Ziai) przynosi rezultaty. Tym razem postawiłam na coś nowego:

OPAKOWANIE: saszetka 2x5 ml

ZAPACH: delikatny, lekko odświeżający

KONSYSTENCJA: maseczka jest w formie przeźroczystego żelu. Można dopatrzeć się w niej malutkich, niebieskich drobinek

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Professional Formula to innowacyjna linia peelingów i maseczek do twarzy, która oparte jest na formułach stosowanych w gabinetach kosmetycznych, dzięki czemu w szybki i wygodny sposób pozwola osiągnąć efekty porównywalne z zabiegami wykonywanymi w salonach piękności.

Hydrożelowa maseczka ultra nawilżająca to innowacyjny i profesjonalny preparat, którego działanie jest porównywalne do zabiegu MEZOTERAPII.

Maseczka ma przyjemną, żelową konsystencję, która migruje w głąb naskórka, daje mu intensywne i długotrwałe nawilżenie, chroni przed utratą wody.  Skoncentrowany skład wzbogacony o bio kwas hialuronowy oraz koktajl witamin A, E, B3, C, B5 rewelacyjnie poprawia elastyczność, jędrność i koloryt. W efekcie skóra jest odżywiona, zregenerowana, a przy systematycznym stosowaniu oporna na powstawanie zmarszczek. Preparat przeznaczony jest także dla cery wrażliwej, która po zabiegu jest złagodzona i ukojona.

STOSOWANIE: Skóra do zabiegu musi być dokładnie oczyszczona. Maseczkę nałożyć na twarz, szyję i dekolt - pozostawić do wchłonięcia. Po upływie 10 minut, w zależności od upodobania, nadmiar wmasować lub usunąć wacikiem. Stosować 2 razy w tygodniu.

MOJA OPINIA: pierwszy raz spotykam się chyba z taką formą maski w żelu. Muszę przyznać, że moja twarz "chłonęła" produkt bardzo szybko. Po około 10 minutach zostało jej naprawdę niewiele.  Maska absolutnie nie podrażnia (niestety często mi się to zdarza przy tego typu produktach- po prostu twarz zaczyna mnie szczypać i robi się b.czerwona). Po zmyciu wacikiem resztek maseczki skóra jest napięta, gładka i nawilżona. Nie radzę tylko zaraz potem nakładać makijażu, gdyż strasznie się roluje.Początkowo myślałam, że maska może pełnić funkcję bazy (wydawało mi się, że jest podobna do maski koktajlowej z Dermiki). Niestety się pomyliłam... Podkład rolował się i makijaż musiałam po prostu zmyć. Produkt przypadł mi do gustu i na pewno jeszcze go kupię. Oprócz ultra nawilżającej z tej serii Bielendy możemy dostać również maskę oczyszczającą, dotleniająco-nawilżającą, energizującą, napinającą, a także peelingi: gruboziarnisty, drobnoziarnisty i enzymatyczny. 

CENA: ok 3zł

Spotkałyście się już z tymi maskami? :) Ja z pewnością wypróbuję jeszcze peelingu enzymatycznego.

piątek, kwietnia 19, 2013

TAG: Dumna kobieta

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, kwietnia 19, 2013 5 komentarze
Dziś przyszedł czas na Tag. Do zabawy zaprosiła mnie już jakiś czas (myślę, że ponad miesiąc temu... przepraszam, że TAG pojawia się dopiero dziś) bigbeautifullulu . Bardzo dziękuję Ci za oTAG-owanie :)




Regulamin TAG-U

Napisz kto zaprosił Cię do zabawy.
Odpowiedz na poniżej zadane pytania :

1.Co dla Ciebie znaczy fakt bycia kobietą ?
 Czy to w ogóle dla Ciebie coś znaczy ? 

2.Jaką wartość ma dla Ciebie Twoja kobiecość? 

3.Co ją określa ? 

4. Czy wiesz jaką jesteś kobietą ? 
(Podaj 10 przykładów tego jaką jesteś kobietą.) 



Zaproś do zabawy minimum 5 blogerek . 
To już wszystkie zasady dotyczące tego Tagu.


1. Bycie kobietą to dla mnie spełnianie swoich marzeń, dążenie do samoakceptacji i możliwość ciągłych zmian (oczywiście zarówno tych zewnętrznych jak i wewnętrznych) :)

2.Wydaje mi się, że jest ważna w życiu każdej kobiety. To ona decyduje jakie jesteśmy i czy lubimy siebie.

3.Moją kobiecość określa i podkreśla codziennie dbanie o siebie: począwszy od delikatnego codziennego makijażu, po dbaniu i ciało i włosy. Jestem kobietą więc lubię też zakupy i zmiany (czasem niewielka zmiana fryzury czy sposobu ubierania daje już naprawdę wiele :))

4.-Jestem... sobą ! -Jestem...spokojna, -Jestem...ciekawa świata, -Jestem...optymistką, -Jestem...wrażliwa, -Jestem... naturalna, -Jestem...punktualna, -Jestem odpowiedzialna..., -Jestem...zakochana, -Jestem... opiekuńcza :)

Do zabawy zapraszam każdą z Was, jeśli tylko macie na to ochotę :) Myślę, że TAG jest warty uwagi. Przyznam, że odpowiedź na te pytania wcale nie była dla mnie tak oczywista jak to się mogło na początku wydawać.




środa, kwietnia 17, 2013

L'oreal Paris- Elseve, Szampon Multi-Vitamine Fresh

Autor: chodzpomalujmojswiat o środa, kwietnia 17, 2013 8 komentarze
Ten szampon przyjechał do mnie prosto z Francji. Tak,tak - w Polsce możemy go też dostać bez problemu :) Nie wiem jakimi kryteriami przy zakupie kierował się mój chłopak (mam tu na myśli dwa szampony jakie mi sprezentował: grapefruitowy szampon z Garniera i ten Elseve), ale świetnie dobrał je pod względem typu moich włosów. Elseve Multi- Vitamine Fresh jest bowiem przeznaczony dla tych przetłuszczających się:



OPAKOWANIE: zgrabna, przeźroczysta butelka w kolorze zielonym.

POJEMNOŚĆ: 250ml, ale jest też wersja 400ml

ZAPACH: owocowy, cytrusowy. Dość odświeżający- podoba mi się :)

KONSYSTENCJA: taka jaką ma większość szamponów

CENA: znalazłam info na stronie Rossmanna, że można go dostać za 16,99zł (wersja 400ml)

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Lekka, bezsilikonowa formuła zawiera silny koncentrat składników: Cytrus CR. Formuła oczyszcza i wygładza włókna włosów, aby przeciwdziałać osadzaniu się na nich zanieczyszczeń i ich przetłuszczaniu. Ochrona przed osadzaniem się zanieczyszczeń pozwala dłużej cieszyć się uczuciem czystości i świeżości. Multiwitamy E + PP + B5* to prawdziwy zastrzyk energii! Formuła przywraca włosom połysk i witalność. * Witamina PP, Prowitamina B5 oraz pochodna Witaminy E. 

MOJA OPINIA NA TEMAT PRODUKTU: Zacznę od przyjemnego i jakiś czas utrzymującego się na włosach zapachu. Szampon bardzo dobrze się pieni. Dobrze oczyszcza włosy (ja myję je 2 razy: najpierw tylko nakładam na włosy bez wmasowywania by spłukać wszelkie zanieczyszczenia, za drugim razem myję już standardowo) i nie obciąża ich. Mam też wrażenie, że lekko je dyscplinuje (dziś specjalnie nie użyłam żadnej maski czy odżywki). Faktycznie ma lekką i bezsilikonową formułę. Nie podrażnił mi skóry głowy. Na minus oceniam tylko jego wydajność. Ubywa go dość szybko...Do niczego innego przyczepić się nie mogę. 

Jeśli będziecie miały okazję polecam spróbować :) Nie jestem pewna, ale czasem Elseve (tylko nie wiem czy wszystkie wersje) pojawia się w Biedronce- wtedy cena jest jeszcze bardziej zachęcająca :)

A Wy jakie szampony do włosów przetłuszczających się polecacie? :) 

wtorek, kwietnia 16, 2013

Nivea- dwufazowy płyn do demakijażu oczu

Autor: chodzpomalujmojswiat o wtorek, kwietnia 16, 2013 8 komentarze
Ten dwufazowy płyn kupiła moja siostra. Przyznam, że sama jakoś niechętnie sięgam po produkty Nivea- w sumie nie wiem dlaczego. Może wynika to z faktu, że mam swoje sprawdzone produkty do pielęgnacji twarzy i jestem im wierna. Mój chłopak natomiast bardzo lubi krem Nivea Soft i używa go na okrągło i do wszystkiego :)


OPAKOWANIE: przeźroczysta niewielka buteleczka (wybaczcie, że prawie pusta, ale oczywiście zapomniałam zrobić zdjęcia :))

POJEMNOŚĆ: 125ml

CENA: obecnie 9,99zł w Rossmannie (normalnie 12,49zł) 

ZAPACH: dla mnie produkt ten nie ma zapachu

KONSYSTENCJA: jest to płyn dwufazowy, także mam warstwę bardziej tłustą na dole i tą standardową wodnistą na górze

PRODUKT NALEŻY ZUŻYĆ: w ciągu 6 miesięcy

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Nivea dwufazowy płyn do demakijażu oczu wzbogacony w ekstrakt z bławatka. Efektywnie usuwa nawet trwały, wodoodporny makijaż bez konieczności mocnego pocierania. Dwufazowa formuła chroni rzęsy oraz okolice oczu. ZOBACZ I POCZUJ PIĘKNĄ SKÓRĘ: skóra wokół oczu jest oczyszczona co sprawia, że wygląda pięknie i gładko, a rzęsy są zadbane.

MOJA OPINIA O PRODUKCIE: najważniejszym faktem jest to, że płyn nie podrażnia oczu (niestety przy większości tego typu produktów ma to u mnie miejsce). Makijaż zmywa w miarę ok (wystarczy przyłożyć płatek i chwilę odczekać), chociaż nie wiem jak poradziłby sobie z wodoodpornym tuszem, gdyż takiego nie używam. Nie zauważyłam też by sprawił, że wypada mi więcej rzęs niż normalnie ( a tak np. zdarzyło mi się przy Ziai). Niestety jest mało wydajny. Poza tym po zmyciu pozostaje lekko tłusta warstwa. Dla mnie nie jest to jakimś dużym problemem, ale wiem, że wielu z Was taki efekt nie odpowiada.

W moim odczuciu nie jest może rewelacyjny, ale całkiem przyzwoity. Na pewno sprawdził się znacznie lepiej niż ponad dwa razy droższy micel z Iwostinu jaki miałam okazję testować całkiem niedawno. 

A Wy miałyście ten produkt? Co polecacie do demakijażu oczu? ;)

poniedziałek, kwietnia 15, 2013

Balea Pflege Dusche: Kirsch- und Mandelduft

Autor: chodzpomalujmojswiat o poniedziałek, kwietnia 15, 2013 11 komentarze
Mimo wcześniejszych zapewnień, że wszystkie żele z tej limitowanej serii zostały wykupione, któregoś ranka moja siostra wróciła z taką oto butelką:

Jest to ta druga wersja zimowej (a może jesiennej) "makaronikowej" Balei. Tym razem o zapachu wiśni i migdała.

OPAKOWANIE: bardzo dobrze się trzyma w dłoni, a smakowite ciasteczka na nim przyciągają wzrok

POJEMNOŚĆ: 300ml

ZAPACH: ja wyczuwam i wiśnię i migdał. Zapach jest słodki. Może nie aż tak jak ta wersja czekoladowo-figowa, ale raczej nadaje się bardziej na te chłodniejsze dni. Latem wolę zdecydowanie odświeżające owocowe zapachy.

KONSYSTENCJA: typowa dla żeli pod prysznic

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Delikatny żel pod prysznic nawilża skórę, myje ją, chroni przed wysychaniem. Cudowny zmysłowy zapach wiśni oraz migdałów sprawi, że poczujesz się prawdziwie słodko a formuła nawilżająca zapewni twojej skórze miękkość i delikatność oraz ochronę przed wysychaniem. Przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry dla wszystkich rodzajów skóry.

MOJA OPINIA NA TEMAT PRODUKTU: lubię go tak samo jak jego czekoladowo-figowego kolegę. Pięknie pachnie myje- czyli dwa podstawowe kryteria spełnia. Poza tym naprawdę dobrze się pieni jest wydajny. Tak samo jak jego zostawia na skórze lekkie odczucie nawilżenia. Jeśli kupimy go tak jak ja za 4zł to myślę, że cena jest naprawdę atrakcyjna i warto spróbować :) Teraz pewnie z dostępnością będzie trudniej (pozostaje allegro gdzie ten żel kosztuje około 6zł). Balea bowiem wprowadziła już letnie edycje limitowane, które są z tych egzotycznych i owocowych ;)

Jakie zapachy żeli lubicie najbardziej w cieplejsze wiosenne i letnie dni? :) 

sobota, kwietnia 13, 2013

MARION- Serum chroniące włosy przed działaniem wysokiej temperatury

Autor: chodzpomalujmojswiat o sobota, kwietnia 13, 2013 8 komentarze
Dziś chciałabym podzielić się z Wami opinią na temat drugiego produktu przeznaczonego do włosów z Marion. Kupiłam go przy okazji wizyty w Naturze i jak pewnie kilka z Was pamięta razem z kuracją z olejkiem arganowym. O ile kuracja świetnie sprawdza się do zabezpieczenia i ochrony końcówek, o tyle ten produkt budzi we mnie mieszane uczucia...


OPAKOWANIE: niewielka czerwona buteleczka z wygodną pompką. Niestety w odróżnieniu od kuracji opakowanie jest nieprzeźroczyste i nie widać ile zostało produktu.

ZAPACH: taki neutralny. Dla mnie praktycznie nie pachnie

POJEMNOŚĆ: 30ml (produkt jest wydajny, wystarczy 1-2 krople)

KONSYSTENCJA: gęsta, oleista

CENA: kupiłam je po 5,99zł w Naturze (była promocja)

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA:

Serum stworzone specjalnie do ochrony włosów narażonych na działanie wysokiej temperatury podczas używania suszarki, prostownicy lub lokówki. Unikalna formuła zawiera kopolimery, które pozostawiają na włosach specjalny film zabezpieczający włosy przed wysuszeniem, dzięki czemu stają się one mocniejsze, sprężyste i bardziej elastyczne.
  • włosy są nawilżone i wygładzone
  • nadaje im miękkości i aksamitnego połysku
  • zapobiega puszeniu i elektryzowaniu się włosów 

MOJA OPINIA: Zacznę od jednej, ale w moim mniemaniu dość sporej wady tego produktu- niestety obciąża mi włosy :( Mimo że tak jak zaleca producent stosuję dosłownie jedną kroplę...Włosy dużo tracą na swojej świeżości. Drugiego dnia popołudniu wyglądają już naprawdę nieciekawie. Oprócz tego mogę zgodzić się z zapewnieniami producenta, że serum sprawia, że włosy mniej się puszą i elektryzują, nie są też wysuszone.

Serum nie używam przed każdym suszeniem włosów, a mniej więcej co cztery dni. Nie stosowałam go jeszcze przed prostowaniem ( na razie znów zrezygnowałam z prostownicy), dlatego nie wiem jaki daje efekt używany przy tej czynności. 

A Wy stosowałyście ten produkt Marion? Jakie jest Wasze zdanie na jego temat?

piątek, kwietnia 12, 2013

Mini recenzja L'Occitane: Immortelle drogocenny krem na noc

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, kwietnia 12, 2013 10 komentarze
Dziś przyszedł czas na mini recenzję ostatniego produktu jaki znajdował się w koszyczku L'Occitane. Mowa  o drogocennym kremie na noc. Produktu tego nie testowałam ja, a moja mama. Dlaczego? Staram się nie używać do twarzy niczego innego poza nawilżaczami przepisanymi przez dermatologa. Moja mama natomiast z przyjemnością podjęła się wyzwania zwłaszcza, że jej skóra jest dość wymagająca...




Standardowa pojemność kremu to 50ml i musimy za niego zapłacić 260zł. Miniaturka zawiera 15ml także całkiem sporo.

OPAKOWANIE: szklany słoiczek z ciemnego szkła. Gdy mam skończy krem to na pewno dobrze umyję opakowanie i wykorzystam po raz drugi :)

ZAPACH: no przyznam szczerze, że mamie się bardzo nie podoba. Zresztą mi również nie przypadł do gustu. Ciężko mi w ogóle do czegoś go porównać...

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Jedwabisty krem odwracający proces wiotczenia skóry, wynikający z upływu czasu. Skóra jest wzmacniana w czasie kluczowego etapu nocnej odbudowy. Dowiedziona skuteczność: Po przebudzeniu skóra jest odbudowana (96%) i zregenerowana (92%), zmarszczki są mniej widoczne (88%). Noc po nocy skóra jest gładsza (82%) i jędrniejsza (78%)*. *Czterotygodniowy test konsumencki z udziałem 49 kobiet.

OPINIA MOJEJ MAMY: na początku chcę wspomnieć, że skóra twarzy mojej mamy  jest b.sucha. Potrzebuje naprawdę konkretnego nawilżenia. Poza tym ma skłonność do zaczerwienień i jest wrażliwa (np. krem na noc AA ją podrażnił...). Moja mama stwierdziła już po pierwszym użyciu, że ten krem faktycznie działa. Twarz była nawilżona, odżywiona i gładsza. Produkt jej nie podrażnił. Dodała również, że gdyby nie zapach to stałby się jej ulubieńcem.

A jakie jest Wasz zdanie o tym kremie? :)

czwartek, kwietnia 11, 2013

Muffinki czekoladowo- czekoladowe : przepis

Autor: chodzpomalujmojswiat o czwartek, kwietnia 11, 2013 9 komentarze
Zgodnie z wczorajszą deklaracją podzielę się dziś z Wami przepisem na muffinki, których zdjęcia znalazły się we wczorajszym poście. Babeczki są naprawdę proste do wykonania. A potrzebujemy:





SKŁADNIKI:

masa:

100g czekolady (może być gorzka lub mleczna- w zależności czy lubicie b.słodkie :))
50g masła
ok 75g cukru pudru (ja dałam mniej)
2 łyżki stołowe mleka

Czekoladę roztapiamy na ogniu z masłem i dodajemy mleko. Kiedy masa trochę wystygnie dosypujemy do niej cukier puder i dobrze mieszamy.

babeczki:

150g miękkiego masła
150g cukru pudru
160g mąki
15g kakao
3jajka
1 łyżeczka cukru waniliowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Najpierw ubijamy żółtka z cukrem. Osobno ubijamy białko. Delikatnie łączymy białko z żółtkiem. Za pomocą łyżki delikatnie dodajemy mąkę wymieszaną z proszkiem. Na końcu dodajemy miękkie masło, kakao i cukier lub aromat waniliowy. Wszystko dokładnie mieszamy za pomocą miksera (masło może się trochę zważyć, ale mikser powinien dać radę :)) Gotową masę przelewamy do 12 foremek i pieczemy około 20min w 180 stopniach.

dekoracja:

pokrojona na wiórki czekolada (gorzka mleczna według uznania)

 
Kiedy babeczki wystygną kładziemy na nich masę (ona po jakimś czasie również staje się twarda) i dekorujemy według uznania wiórkami czekoladowymi lub innymi cukrowymi ozdobami.

SMACZNEGO! Dajcie znać czy piekłyście i czy smakowały :)

Pokażę Wam też dziś wczorajsze dzieło o którym wspomniałam na końcu środowego posta:

Autorem marcepanowych ozdób a'la gra Pacman jest moja siostra i mój chłopak. Muffinki piekłam ja :) Przyznam, że mieli sporo pracy z farbowaniem i wycinaniem odpowiednich kształtów z marcepanu, ale efekt przerósł chyba nasze oczekiwania :)

 



środa, kwietnia 10, 2013

Muffinki czekoladowo-czekoladowe

Autor: chodzpomalujmojswiat o środa, kwietnia 10, 2013 16 komentarze
Przed świętami pisałam Wam, że mam w planie zrobić specjalne wielkanocne muffinki, które miały wyglądać  ten sposób:
Jednak z powodu ilości ciast i innych słodkości jakie powstały w tym czasie zaniechałam wykonania babeczek i upiekłam je teraz w sobotę. Ponieważ okres świąteczny już dawno za nami jajeczka (swoją drogą u nas w Polsce dostanie takich czekoladowych jajeczek jest praktycznie znikome) zastąpione zostały motylkami i serduszkami z cukru. Muffinki prezentowały się następująco:







Przyznam się nieskromnie, że wyszły naprawdę pyszne a masa, która znajduje się na nich (zrobiona z cukru pudru, masła i czekolady) smakuje prawie jak krówka. Korzystałam z przepisu na babeczki, który znajduje się w takiej francuskojęzycznej książeczce:

Jeśli będziecie chciały oczywiście mogę podzielić się przepisem :) W książce tej jest naprawdę sporo bardzo ciekawych pomysłów na babeczki na wszelkie okazje. Co fajne przepisy są również na wytrawne cupcakes, nie tylko te słodkie. Aktualnie w piekarniku mam kolejną porcję czekoladowych muffin, które czeka "misja specjalna"- mają być udekorowane w dość nietypowy sposób...Trzymajcie kciuki aby się udało a ja postaram się tu wrzucić zdjęcia :)

Może znacie jakieś fajne i smaczne przepisy na muffinki lub cupcakes? ;)

poniedziałek, kwietnia 08, 2013

Mini recenzja L'Occitane: Nawilżające mydło shea- mleko

Autor: chodzpomalujmojswiat o poniedziałek, kwietnia 08, 2013 7 komentarze
Do mycia twarzy raz dziennie używałam do tej pory mydła Dove. Ostatnio zamieniłam je jednak na bestseller L'Occitane, który krył się w koszyczku. Czy widzę różnicę? Zapraszam na mini recenzję:





 Standardowa gramatura mydełka to 250g za które musimy zapłacić 33zł. Miniaturka zawiera 50g produktu.

OPAKOWANIE: mydło zapakowane jest w szary papier. Design bardzo prosty- dokładnie taki, jaki lubię

ZAPACH: delikatny, taki "mydlany"

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Oparte w 100% na roślinnej bazie z dodatkiem nawilżającego Masła Shea. Może być stosowane codziennie. Nie wywołuje podrażnień; wskazane dla mężczyzn, kobiet i dzieci. 

MOJA OPINIA O PRODUKCIE: u mnie do mycia twarzy spisuje się idealnie. Przede wszystkim nie ściąga skóry, nie wysusza jej. Mydełko ma bardzo fajny i naturalny skład. Dobrze się pieni i zmywa makijaż. Należy uważać tylko by nie dostało się do oczu, bo bardzo szczypie. Poza tym nie mam się do czego przyczepić :) Widzę i czuję ogromną różnicę pomiędzy Dove,  a mydełkiem L'occitane (wiadomo- wystarczy porównać skład...). Muszę przyznać, że to pierwszy mój tego typu naturalny produkt, które używam do twarzy i jestem nim zachwycona! Kto wie może skuszę się na kolejne albo zakupię sobie chwalone przez Was często mydło Aleppo. 

A jakie jest Wasze zdanie o tym produkcie? :)

sobota, kwietnia 06, 2013

Kallos Latte- Maska Creme Al Latte

Autor: chodzpomalujmojswiat o sobota, kwietnia 06, 2013 19 komentarze
Maska ta kusiła mnie z Waszych blogów już długi czas... W końcu podczas jednej z wizyt w Hebe sięgnęłam po nią i trafiła do koszyka:

Muszę dodać, że we wrocławskim Hebe wcale nie jest tak łatwo ją dostać. Kilka dobrych miesięcy temu widywałam puste półki, kiedy ją kupowałam wzięłam ostatnią sztukę.

OPAKOWANIE: plastikowy słoiczek z dużym otworem dzięki czemu możemy zużyć maskę do samego końca.

POJEMNOŚĆ: 275 ml

CENA: ok 5zł w Hebe 

ZAPACH: mleczny, budyniowy i słodki. Bardzo go lubię choć z czasem pewnie będę miała go dosyć...

KONSYSTENCJA: gęsta. Taka właśni budyniowa. W końcu to maska a nie odżywka. Dobrze się ją nakłada i nic absolutnie nie spływa.

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Dzięki proteinom uzyskanym z mleka, krem nadaje się do każdego rodzaju włosów, pozostawiając je delikatne i nawilżone. Doskonały dla zregenerowania włosów osłabionych zabiegami fryzjerskimi. Sposób użycia: zaaplikować na umyte włosy, zmyć po 20min. Stosować 2-3 x tydz. 


MOJA OPINIA: ja najczęściej maskę Kallos  stosuję przy metodzie OMO, a także nakładam ją do połowy długości włosów, trzymam chwilę i spłukuję. Zauważyłam, że moim włosom służą wszelkie produkty z proteinami mlecznymi (podobnie było przy masce mlecznej z Biovaxu): są wtedy bardziej miękkie i błyszczące. Maska nie obciąża włosów. Nie powiem, że działanie tego produktu to jakieś wielkie WOW a efekt miękkości i ujarzmienia moich kłaczków utrzymuje się nie wiadomo ile, ale jako maska stosowana co 2-3 dni pozwala mi choć trochę je wygładzić i ujarzmić.

SKŁAD: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium  Chloride, Parfum, Citric Acid, Propylene Glycol, Hydrolyzed Milk Protein, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone. 

A jakie jest Wasze zdanie o tej masce? :) Wiem, że dostępna jest również wersja miodowa i chyba marchewkowa (widziałam na kilku blogach, ale wydaje mi się, że można je kupić tylko w sieci).

piątek, kwietnia 05, 2013

L'oreal Glam Shine 6h - 102 always pink

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, kwietnia 05, 2013 17 komentarze
Ten błyszczyk dostałam od chłopaka. Muszę przyznać, że dobrze trafił z kolorem :) 102 to delikatny róż, który tak naprawdę bardzo przypomina kolor moich naturalnych ust. Ładnie się z nimi stapia przez co efekt jest naturalny- taki na co dzień lubię najbardziej.


Oczywiście zaraz po tym jak go dostałam, wyrzuciłam kartonik i zaczęłam używać... Nie mam więc już opakowania, by je Wam pokazać.

OPAKOWANIE: jak wspomniałam błyszczyk oryginalnie zapakowany jest jeszcze w kartonik. Opakowanie zawiera 6ml produktu. Błyszczyk ma srebrną zakrętkę z logo L'oreal. Dobrze się zakręca, przez co nic się nie wylewa i nie brudzi.

APLIKATOR: nie wiem czy każdy produkt do ust z L'oreala ma ten aplikator, ale na pewno błyszczyki z serii Glam Shine posiadają właśnie taki serduszkowy aplikator (według mnie jest bardziej w kształcie łezki, ale często spotykałam się z określeniem "w kształcie serca" )Przyznam, że bardzo dobrze nakłada się nim produkt. Już za jednym pociągnięciem usta są pomalowane.

ZAPACH: bardzo przyjemny. Lekko owocowy i słodki

KONSYSTENCJA: dość gęsta. Błyszczyk nie spływa. Dobrze "trzyma" się ust.

CENA: od ok 20zł (na allegro niektóre kolory widziałam za 12zł)

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Błyszczyk 6 godzin blasku.Dla kobiet poszukujących nowych rozwiązań i kobiecego połysku oraz maksymalnie długotrwałego makijażu.

Technologia Shine-Fix - wynik 6 lat badań.
• 7 opatentowanych składników.
• Ultra odporny film na ustach, który zapewnia trwałość koloru przy jednoczesnym zachowaniu połysku ust.

 MOJA OPINIA: jest to najbardziej trwały błyszczyk jaki miałam do tej pory. Nie utrzymuje się jednak te 6h, ale w moim przypadku jest to 3-4h.  Ma kolor, który bardzo przypomina mój naturalny odcień ust, dlatego wygląda naturalnie. Posiada drobinki- nie są one jednak jakieś nachalne i bardzo ładnie się prezentują.  Produkt sprawia, że usta ładnie się błyszczą i wydają troszkę większe niż w rzeczywistości. Charakterystyczny dla L'oreala aplikator ułatwia aplikację. Wystarczy tylko jedno pociągnięcie. Jedyną jego wadą jest straszliwe przyklejanie się włosów do ust, gdy trochę wieje. Gdy nakładam ten błyszczyk wolę mieć związane włosy, bo strasznie mnie to denerwuje... Reasumując: bardzo go polubiłam za efekt na ustach, aplikator, zapach i trwałość :)

A Wy miałyście styczność z błyszczykami L'oreal? Co o nich sądzicie?

czwartek, kwietnia 04, 2013

Bell i Lovely czyli delikatnie na paznokciach

Autor: chodzpomalujmojswiat o czwartek, kwietnia 04, 2013 9 komentarze
Ostatnio stawiam na jasne kolory na paznokciach. Dlaczego? Paznokcie pomalowane takimi delikatesami wyglądają zdrowo, pasują do wszystkiego a przede wszystkim gdyby coś gdzieś odprysnęło, nie jest to tak widoczne :) Najczęściej stawiam na dwa kolory, które przedstawię Wam poniżej:

Bell FRENCH manicure nr 012:


OPAKOWANIE: buteleczka zawiera 11,5 g produktu. Jest dość prosta. Pędzelek czasem lubi spłatać figla i zostaje w lakierze natomiast my w ręce mamy samą nakrętkę 

PĘDZELEK: cienki i długi

KONSYSTENCJA: ok, lakier szybko schnie. Zawsze stosuję dwie warstwy.

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Trwały, hypoalergiczny lakier do paznokci. Nie zawiera toluenu i formaldehydu.

 
MOJA OPINIA: bardzo ładny i delikatny kolor- jasny nude. Dwie warstwy lakieru sprawiają, że paznokcie wyglądają elegancko i zdrowo. Dobrze się nakłada i nie tworzy smug. Jeśli chodzi o trwałość to myślę, że jest to u mnie 3-4 dni. Za taką cenę (zapłaciłam ok 3,60zł w promocji -40% na szafę Bell w Hebe) warto było kupić i spróbować :)

LOVELY Colormania nr 203:



OPAKOWANIE: w kształcie łezki. W buteleczce znajduje się 9 ml produktu. 

PĘDZELEK: bardzo podobny do tego z Bell- cienki i długi

KONSYSTENCJA: właściwa, dobrze się nakłada

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: -

MOJA OPINIA: lubię te lakiery z serii Lovely. Dobrze się nakładają i szybko schną. Występują w naprawdę wielu kolorach. Ten nr 203 to taki delikatny, jasny róż. Zawsze nakładam dwie warstwy produktu. Trwałość podobna jak przy Bell 3-4 dni. Obecnie lakiery te kosztują w Rossmannie tylko 3,15 zł (nie wiem czy przypadkiem nie wycofują tej serii stąd taka niska cena...). Ja kupiłam go jakieś dwa tygodnie wtedy i właśnie już tyle kosztował. Kolejny przyjemny delikates za grosze :)

Obiecałam sobie, że gdy w końcu wróci wiosna wracam do wyrazistych, mocnych i kolorowych paznokci. Te kilka dni (mam nadzieję, że wiosna pojawi się w niedzielę jak zapowiadają w prognozach pogody) zostanę jeszcze przy takich delikatnych odcieniach.

A Wy co macie teraz na swoich paznokciach? :)

środa, kwietnia 03, 2013

Marion 7 efektów- kuracja z olejkiem arganowym

Autor: chodzpomalujmojswiat o środa, kwietnia 03, 2013 17 komentarze
Kiedy miesiąc temu zostawiłam u fryzjera większość swoich włosów postanowiłam  w końcu porządnie o nie zadbać! Wracając z salonu wstąpiłam od razu do Natury. Chciałam kupić coś co wzmocni i zregeneruje moje końcówki oraz ochroni włosy od działania wysokiej temperatury. Zdecydowałam się na dwa produkty Marion: kurację z olejkiem arganowym o której będzie dziś mowa i serum chroniące włosy przed działaniem wysokiej temperatury:

Dzisiejszy post, jak już wspomniałam będzie poświęcony kuracji z olejkiem arganowym, która solo prezentuje się następująco:





OPAKOWANIE: przeźroczysta niewielka buteleczka z pompką. Produkt wydobywa się bez problemu. Możemy na bieżąco kontrolować ilość kuracji w opakowaniu.

ZAPACH: naprawdę przyjemny. Akurat dziś mam straszliwy katar i ciężko mi cokolwiek poczuć... Zapach utrzymuje się delikatnie na włosach

POJEMNOŚĆ: 50ml (produkt jest bardzo wydajny, gdyż używamy jednorazowo 1-2 kropli)

KONSYSTENCJA: gęsta przypominająca olejek

CENA: 7,99zł (akurat była chyba wtedy promocja) Drogeria Natura

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA:


Nowa linia produktów stworzona do pielęgnacji wszystkich rodzajów włosów, szczególnie polecana do włosów suchych i zniszczonych. Wyjątkowe formuły produktów oparte zostały na bazie olejku arganowego, zwanego „marokańskim złotem”, który pomaga zapewnić włosom 7 efektów:

- przywraca piękny połysk

- regeneruje włosy od wewnątrz i wygładza

- ułatwia rozczesywanie i układanie

- wzmacnia i nawilża

- nadaje miękkość i elastyczność

- chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych

- zapobiega puszeniu się włosów

Kuracja z olejkiem arganowym - Jedwabista konsystencja produktu pozwala na równomierne rozprowadzenie preparatu na włosach, jest natychmiast wchłaniana, nie obciąża i nie zostawia żadnych osadów we włosach.

źródło: marionkosmetyki.pl


MOJA OPINIA O PRODUKCIE:  Kuracji nie używałam jeszcze na całej długości włosów (należy pamiętać by nie nakładać kuracji u nasady włosów). Produktu można używać zarówno przed modelowaniem jak i na wykończenie fryzury. 

Do zabezpieczania końcówek sprawdza się naprawdę dobrze- są nawilżone i miękkie. Końcówki wyglądają zdrowo i są "scalone". Nie obciąża- za co duży plus. Jest niesamowicie wydajny. Pamiętajcie tylko by po aplikacji umyć ręce gdy jest to produkt naprawdę tłusty. Minusem może kiepski skład (olejek arganowy jest dopiero na 5 miejscu) a z tego co się orientuję pozycje wyższe zajmują same silikony. 

A Wy używacie tego typu kosmetyków do zabezpieczenia końcówek? Na swoją kolej czeka jeszcze olejek z L'oreala, którego jestem niesamowicie ciekawa... Planuję zrobić porównanie tych dwóch produktów.

wtorek, kwietnia 02, 2013

Mini recenzja L'Occitane: kwiatowy zapach: Pivoine Flora

Autor: chodzpomalujmojswiat o wtorek, kwietnia 02, 2013 6 komentarze
Przyznam szczerze, że nie przepadam za kwiatowymi zapachami. Latem wolę te świeże cytrusowe, zimą zaś słodkie wręcz oblepiające "jedzeniowe " (czekolada, wanilia itd). Kiedy więc w koszyczku bestsellerów od L'Occitane zauważyłam wodę toaletową o zapachu piwonii postanowiłam dać ją mamie. Jednak gdy otworzyłam kartonik i odkręciłam buteleczkę, a potem skropiłam odrobiną wewnętrzną część nadgarstka zmieniłam zdanie.Zapach po prostu mi się spodobał:




Standardowa pojemność perfum to 75ml i musimy zapłacić za nie 179 zł . Miniaturka zawiera 5ml zapachu:



OPAKOWANIE: śliczna, malutka buteleczka zapakowana dodatkowo w kartonik. Buteleczka nie ma atomizera i wodę musimy aplikować za pomocą palców

ZAPACH: w butelce mi się nie spodobał, ale gdy nałożyłam go na skórę zmienił się w bardzo świeży i wiosenny.

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Wspaniała woda toaletowa pivoine flora nadaje Twojej skórze delikatny zapach kwiatów zebranych o poranku. 

MOJA OPINIA: Zapach jest przyjemny i świeży idealny na tę porę roku- wiosnę. Wyczuwam w nim nie tylko kwiaty ale również jakieś owoce (cytrusy?).  Wydaje mi się, że spokojnie nadaje się zarówno na dzień jak i na wieczór. Jedyne "ALE" mam do jego trwałości. Niestety mam wrażenie, że bardzo szybko się ulatnia... Prawdę mówiąc liczyłam troszkę na więcej...
A jakie jest Wasze zdanie na temat tej wody? Spróbujecie opisać jej zapach? :)

poniedziałek, kwietnia 01, 2013

Ulubieńcy marca

Autor: chodzpomalujmojswiat o poniedziałek, kwietnia 01, 2013 10 komentarze
W tym miesiącu (tzn.pisząc ten post dziś- już w poprzednim) na miano ulubieńca zasłużyło dosłownie kilka produktów. Marzec nie obfitował bowiem w kosmetyczne odkrycia. Nie robiłam też za wielu zakupów, a część produktów jakie otrzymałam leży sobie jeszcze i czeka na swoją kolej. Mogę jednak śmiało napisać, iż marcowym ulubieńcem nr 1 był z pewnością żel pod prysznic Balea:


Udało mi się go dostać za całe 4 zł. Teraz pluję sobie w twarz, że nie wzięłam więcej niż jedną buteleczkę :( Żel pięknie pachnie i lekko nawilża skórę. Czego chcieć więcej?

Kolejnym produktem marca był lakier Wibo Gel Like w odcieniu peaches and cream:

(na zdjęciu w towarzystwie dwóch innych kolorków stworzonych przez bloggerki). Lakier na moich paznokciach nie utrzymuje się zbyt długo jednak jego odcień tak mi się podoba, że to on najczęściej w marcu gościł na pazurkach.

Zapachem marca jest natomiast Pivoine Flora od L'Occitane:



Mimo że nie przepadam bardzo za zapachami kwiatowymi, ten muszę przyznać przypadł mi do gustu. Niestety trwałość pozostawia wiele do życzenia... W najbliższym czasie planuję mini recenzję tego bestselleru od L'Occitane.

Na ustach najczęściej gościł błyszczyk L'oreal Glam Shine 6h w kolorze 102:



Błyszczyk ten daje naprawdę piękny efekt: usta błyszczą się i wydają pełniejsze. Dodatkowo pięknie ma pachnie. Ma również jedną wadę, ale o tym napiszę już w recenzji :)

Na koniec zostawiłam się korektor w sztyfcie Bell, którego recenzja pojawiła w sobotę:


Nie chciałabym się powtarzać, ale na korzyść tego produktu przemawia z pewnością kolor, trwałość oraz działanie.

I to byłoby na tyle. Jak widzicie jest to pięć produktów. O dziwo tylko jeden z nich to pielęgnacja, jeden zapach a pozostałe trzy to kolorówka. A Wam co w tym miesiącu przypadło do gustu? Miałyście styczność z tymi kosmetykami? Co o nich myślicie? :)

Flickr

 

Chodź pomaluj mój świat Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos