sobota, marca 30, 2013

Korektor z minerałami Bell i życzenia świąteczne :)

Autor: chodzpomalujmojswiat o sobota, marca 30, 2013 12 komentarze
Do tej pory zdecydowanie częściej sięgałam po korektory w płynie. Swojego czasu był to Essence, później Miss Sporty (niestety odcień najaśniejszy był dla mnie i tak zbyt ciemny i odznaczał się...). Któregoś razu powędrowałam do Hebe skuszona promocją -40% na kosmetyki Bell i zaopatrzyłam się w taki oto korektor z minerałami w sztyfcie:

Dokładnie jest to Bell Multi Mineral Cover Stick w kolorze 1 (wydaje mi się, że były dostępne tylko dwa odcienie: 1 i 2).

OPAKOWANIE: opakowanie w kolorze cielistym z którego wysuwamy korektor. Plastik z którego go wykonano jest dość mocny, dlatego spokojnie wytrzymuje wszelkie podróże w kosmetyczce

POJEMNOŚĆ: ? na opakowaniu nie ma gramatury produktu

DATA WAŻNOŚCI  PRODUKTU: 12 miesięcy od otwarcia (w Hebe wszystkie kosmetyki są opatrzone w specjalną naklejkę, dlatego mamy pewność, że kosmetyk był nieotwierany. Poza tym nie miał on jednak żadnej folii czy pudełka)

ZAPACH; brak

KONSYSTENCJA: kremowa. Dobrze się nakłada.



ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Skutecznie retuszuje defekty cery. Lekka formuła kosmetyku wzbogacona o mineralne pigmenty nie zatyka porów skóry oraz wpiera w utrzymaniu jej naturalnej równowagi. Elastyczna konsystencja korektora gwarantuje łatwość aplikacji i idealne dopasowanie do koloru i struktury skóry.

MOJA OPINIA: korektor przypadł mi do gustu. Przede wszystkim odcień nr 1 dobrze współgra z moją cerą nie odznaczając się. Kolor nie ciemnieje. Dobrze się nakłada- wystarczy delikatnie go wklepać palcem i jest praktycznie niewidoczny. Maskuje niedoskonałości. Co do trwałości jest ok. Ja nie wykonuję poprawek w ciągu dnia. Razem z podkładem Rimmel Match Perfection korektor Bell tworzy zgrany duet, który utrzymuje się na twarzy praktycznie przez cały dzień. Nie zauważyłam też by wysuszał czy podkreślał suche skórki. Jedyną wadą może być fakt, że szybko ubywa go z opakowania, choć przy takiej cenie jestem w stanie mu to wybaczyć. 

REASUMUJĄC: polecam :)

CENA: ok 10zł, ja płaciłam coś koło 6zł   

 
Moje Drogie! Chciałabym Wam życzyć rodzinnych, słonecznych i kolorowych Świąt Wielkanocnych! Smacznego jajka! :)



piątek, marca 29, 2013

Przedświąteczny misz-masz

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, marca 29, 2013 6 komentarze
W dzisiejszym poście chciałabym pokazać Wam kilka świątecznych dekoracji i pomysłów na drobiazgi od zajączka. Poza tym pochwalę się moją jedną jedyną własnoręcznie wykonaną pisanką :D Już od kilkudziesięciu dobrych lat moja babcia, a potem ciocia, ja, siostra oraz moje kuzynki malujemy pisanki za pomocą rozgrzanego wosku. W wosku moczy się ołówek z wbitą szpilką i tworzy wzorki. Następnie wkładamy jajko do barwnika a potem gdy nabierze koloru i wyschnie zdrapujemy wosk ostrym nożykiem. 
Efekt wygląda następująco (moje jest to jajko w kropki, pozostałe dwa zrobiła siostra):


Drobiazgi od zajączka dla moich dziewczyn i rodziny kupiłyśmy wraz z siostrą w Empiku. Od kilku dni jest tam promocja 1+1 gratis, która dotyczy wszelkich ozdób wielkanocnych:




Koszyczki wypełniłam czekoladowymi jajeczkami i jajkiem niespodzianką. Kurki natomiast to urocze świeczniki :)

Kolejną sprawą są wielkanocne muffinki jakie mam zamiar dziś upiec. Potrzebuje do nich cukrowych, kolorowych jajeczek (w oryginalnym przepisie są kolorowe, czekoladowe jajeczka, których jednak u nas nie znalazłam...):




Przepis pochodzi z książki: Cupcakes colores a croquer



I w całej okazałości muffinki powinny prezentować się następująco:




Straszliwie mi się podobają! Szkoda tylko, że moje będą prezentować się ciut inaczej. Oby smakowały podobnie :)

A Wy malujecie pisanki? :) Jak idą Wam przygotowania do świąt?

Ja zmykam do wielkanocnych porządków. Na jutro planuję jeszcze recenzję korektora z Bell. Miłego popołudnia :)

czwartek, marca 28, 2013

Mini recenzja L'Occitane : krem do rąk z masłem shea

Autor: chodzpomalujmojswiat o czwartek, marca 28, 2013 9 komentarze
Dziś chciałabym podzielić się z Wami opinią o kolejnym produkcie jaki znalazł się w L'Occitanowym koszyczku z bestsellerami- kremie z 20% masłem shea:

Krem dostępny jest w dwóch pojemnościach: 30ml kosztuje 29,90zł a 150ml 90zł.

Miniaturkowa wersja zawierała 10ml:





OPAKOWANIE: zgrabna, malutka tubeczka. Opakowanie wykonane tak, że krem możemy wycisnąć do ostatniej kropli (czasem przy kremach do rąk koniecznym jest rozcięcie tubki).

ZAPACH: delikatny i przyjemny dla nosa.

KONSYSTENCJA: krem jest dość gęsty i treściwy jednak szybko się wchłania

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Silnie wygładzająca - bestsellerowa - kombinacja Masła Shea (20%) oraz wyciągów z miodu i słodkiego migdała, zmieszanych z lekkimi i wabiącymi aromatami jaśminu. Ten balsam o przyjemnej konsystencji łatwo rozchodzi się po skórze, pomagając w gojeniu i ochronie suchej oraz przesuszonej skóry. Obecność anty-oksydacyjnej witaminy E zapewnia odżywienie.

MOJA OPINIA: wygładza i nawilża. Dla mnie ma wystarczające działanie. Szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu. Nie mam wymagające skóry także nie wiem jak sprawdziłby się na naprawdę suchych  i popękanych dłoniach.  Żałuję tylko, że miniaturka starczyła dosłownie na kilka aplikacji. Naprawdę polubiłam ten produkt! Szkoda tylko, że 3 razy większe opakowanie niż ta miniaturka kosztuje aż 30zł... Nie wykluczam jednak, że kiedyś się na niego skuszę :)

A jakie jest Wasze zdanie na temat tego kremu? Czytałam o nim zarówno pozytywne jak i negatywne opinie także jestem bardzo ciekawa Waszej :)

środa, marca 27, 2013

Kosmetyczne prezenty prosto z Francji... :)

Autor: chodzpomalujmojswiat o środa, marca 27, 2013 11 komentarze
Z kosmetycznych prezentów, które dostałam od chłopaka z Francji  napisałam Wam na razie tylko o szamponie Garniera. Dziś chciałam pokazać resztę produktów jakie otrzymałam. Mój M. wszystko wybrał sam (nie dawałam mu listy zakupów- nic z tych rzeczy :)) Nie wiem czy wszystko co pokażę jest dostępne w Polsce, ale wydaje mi się, że błyszczyk oraz szampon (i Garnier i L'oreal) dostaniemy też u nas w kraju.

Błyszczyk L'oreal Glam Shine 6h w kolorze 102 always pink:

Używam go teraz non stop: kolor jest dość delikatny, ale nadaje ustom pięknego blasku. Ma ten słynny serduszkowy aplikator dzięki czemu dobrze się aplikuje. Za jakiś czas pojawi się z pewnością jego pełna recenzja.

L'oreal Triple Active - Krem nawilżający i ochronny na dzień:
Krem ma za zadanie nawilżać, chronić i rozświetlać skórę. Użyłam go dopiero raz, także ciężko mi cokolwiek powiedzieć :)
L'oreal olejek do włosów (huile Extraordinaire ):


Tego produktu jeszcze nie używałam. Chcę na razie skończyć serum do włosów z Marion. Francuskiego nie potrafię, także ciężko mi nawet zrozumieć jak naprawdę go używać i w jaki sposób ma wpłynąć na włosy... Domyślałam się tylko, że pewnie ma za zadanie wygładzać i regenerować :) Można używać go zarówno przed jak i po myciu włosów.

L'oreal Elseve anti-casse, serum naprawcze do końcówek:

Serum na końcówki również leży sobie i czeka na swoją kolej. Ostatnio zaopatrzyłam się w serum do końcówek Marion, a że używa się go dosłownie kroplę jego zużycie będzie jednak trochę trwało. Z tym produktem L'oreal wiąże większe nadzieje, ponieważ mam dość spory problem z tymi wiecznie przesuszającymi się końcówkami...

L'oreal Elseve Muti-vitamine Fresh:

Szampon do włosów przetłuszczających się i normalnych. Gdy tylko skończę Fructis od razu biorę się za testowanie. Wydaje się być idealny dla mnie. Ma również całkiem dobre opinie na wizażu, także mam nadzieję, że i u mnie się sprawdzi. Naprawdę pięknie pachnie :)
Jak widzicie wszystkie produkty są marki L'oreal już nie mogę doczekać się testowania,choć obiecałam sobie, że najpierw muszę skończyć zalegające kosmetyki. Obecnie z przedstawionych tu prezentów używam tylko błyszczyka. Krem stosowałam tylko raz. 

Miałyście któryś z tych kosmetyków? Jak się u Was sprawdziły?


wtorek, marca 26, 2013

Fructis Grapefruit Tonic- szampon do włosów normalnych i pozbawionych blasku

Autor: chodzpomalujmojswiat o wtorek, marca 26, 2013 7 komentarze
Zapewne każda z Was, tak jak ja czeka już na wiosnę. W końcu powinna się pojawić, a tu za oknem minusowa temperatura i śnieg :( Dzisiejszym bohaterem posta będzie szampon Garnier. Jest to jeden z kosmetyków jaki dostałam z Francji od chłopaka. Wspomniałam mu, żeby nie przywoził mi raczej nic z  pielęgnacji twarzy, także otrzymałam spory arsenał produktów do włosów:) . Niestety z całej tej radości nie zrobiłam zdjęcia szamponu zanim zaczęłam go używać, także będę posiłkować się foto ze strony Garniera:

OPAKOWANIE:Szampon znajduje się w przeźroczystej różowej butelce. Otwarcie jest dość niewygodne- ciężko poradzić sobie z nim pod prysznicem. Z drugiej jednak strony mamy pewność, że się nam nie wyleje, gdy wrzucimy go do walizki.

ZAPACH: bardzo ładny, owocowy zapach

KONSYSTENCJA: standardowa

POJEMNOŚĆ: 250ml (choć wydaje mi się, że są również 400ml)

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Dzięki unikalnemu działaniu ekstraktu z czerwonego grejpfruta nowy szampon Fructis o niezwykle orzeźwiającym zapachu pobudza Twoje zmysły, a aktywny koncentrat z owoców nadaje włosom siłę i witalność. Wzmocnione od nasady aż po końcówki i wygładzone włosy stają się niezwykle lekkie i intensywnie błyszczące. Nie zawiera silikonów i parabenów.

MOJA OPINIA O PRODUKCIE: Zacznę od zapachu- w butelce pachnie naprawdę świeżo i owocowo niestety jego zapach nie pozostaje na włosach.... Przynajmniej nie na moich. Produkt bardzo dobrze się pieni i jest wydajny. Dobrze oczyszcza włosy- spokojnie mogę je myć co dwa dni. Włosy faktycznie lekko błyszczą i się nie plączą. Są jakby troszkę gładsze. Duży plus za skład: Garnier zawiera ekstrakty owocowe, a brak w nim parabenów i silikonów. Nie podrażnia mi skóry głowy, co często występuje u mnie w przypadku innych szamponów. 

REASUMUJĄC: naprawdę fajny i godny polecenia szampon. Dobrze oczyszcza i pięknie pachnie. Wiadomo, że zadaniem szamponu jest mycie włosów i nie należy od niego wymagać poprawy kondycji włosów, bo od tego są jednak odżywki.

CENA: ok 8-9zł

niedziela, marca 24, 2013

Mini recenzja L'Occitane: żel pod prysznic Verbena

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, marca 24, 2013 9 komentarze
W czasie tych kilku dni spędzonych ostatnio w Krakowie udało mi się przetestować 3 produkty L'occitane, które  ukryte były w wiosennym koszyczku i przesłane nam blogerkom do testów. Był to mianowicie krem do rąk z masłem shea, woda toaletowa o zapachu peonii i żel pod prysznic Werbena. Dziś napiszę Wam kilka słów o tym ostatnim kosmetyku:

Pełnowartościowa wersja produktu zawiera 250ml i kosztuje 59 zł. Miniaturkowa wersja to 50ml.

OPAKOWANIE: Żel ukryty jest w wygodnej buteleczce z dość solidnym zamknięciem, także nic nie powinno się nam wylać w czasie podróży. Opakowanie jest przeźroczyste także widać ile produktu nam jeszcze zostało.
ZAPACH:Jeśli chodzi o zapach to bardzo przypadł mi do gustu. Lubię takie orzeźwiające cytrusowo- ziołowe zapachy. Uważam, że produkt ze względu na zapach nadaje się zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. 
KONSYSTENCJA: standardowa jak na żel
MOJA OPINIA: Produkt spełnia swoje podstawowe zadania: myje i świeżo pachnie :) Nie wysusza, ale jednocześnie nie zauważyłam by w jakiś sposób nawilżał czy pielęgnował skórę. Jeśli chodzi o wydajność, to uważam, że jest całkiem, całkiem- 50ml buteleczka starczyła nam (mi i mojemu chłopakowi) na 3 dni i została jeszcze jedna czwarta, przy czym żel niezbyt się pieni. 
Reasumując: to przyjemnie pachnący produkt, który całkiem dobrze się sprawdził. Uważam jednak, że cena prawie 60zł za 250ml pojemność to dość dużo...

A co Wy sądzicie o tym produkcie? :)



piątek, marca 22, 2013

Yankee Candle Soft Blanket

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, marca 22, 2013 9 komentarze
Moje Drogie! Nie było mnie tutaj już prawie tydzień, ale ostatni dni spędzam w Krakowie (jutro wyjeżdżamy). Muszę przyznać, że mimo niezbyt sprzyjającej pogody bardzo mi się tutaj podoba :) Zaliczyłam słynne zapiekanki na Kazimierzu (są pyszne :D), Wawel, rynek i inne urokliwe miejsca.

Dziś chcę napisać Wam o drugim wosku od Yankee Candle jaki wpadł w moje ręce. Po owocowym i bardzo letnim zapachu zdecydowałam się na zapach miesiąca marca: Soft Blanket:



Nie ukrywam, że wosk ten kupiłam jakoś w ciemno. Szczerze mówiąc nie wyobrażałam sobie jak może pachnieć. Widziałam go na wielu Waszych blogach i również chciałam go mieć!

Nalepka z śpiącym misiem kojarzy mi się z bajką mojego dzieciństwa: misiem Uszatkiem. Wosk pachnie według mnie jak świeże pranie. Faktycznie może kojarzyć się trochę ze snem. Niestety w moim przypadku palenie wosku wieczorem skończyło się wietrzeniem pokoju- soft blanket bowiem pachniał mi tak intensywnie, że nie mogłam zasnąć... Od tego czasu palę go tylko rano lub wczesnym popołudniem :) Dla mnie to zapach idealny na chłodniejsze zimowe i jesienne dni ( takie jak teraz- mimo że mamy już kalendarzową wiosnę...).

A Wam z czym kojarzy się ten zapach wosku? Macie w swoich zbiorach Soft Blanket? 


sobota, marca 16, 2013

Kilka słów o Revalidzie...

Autor: chodzpomalujmojswiat o sobota, marca 16, 2013 8 komentarze
Po Revalid sięgnęłam kiedy to strasznie wypadały mi włosy i nie ukrywam wiązałam z nim spore nadzieje... Czy się sprawdził? Zapraszam na krótką recenzję i moje spostrzeżenia.
 
Preparat zażywałam tak, jak zaleca producent trzy  razy dziennie przez trzy miesiące. Muszę dodać, że może z 3-4 razy zapominało mi się go połknąć (czasem wzięłam dwie czasem jedną kapsułkę). Zdecydowanie wolę preparaty, które należy łykać tylko raz dziennie.
 
Oprócz Revalidu w walce z wypadającymi włosami używałam również jednocześnie kuracji wzmacniającej z Joanny (zrezygnowałam z prostownicy i suszarki).
 
ZALETY REVALIDU (informacje pochodzą ze strony producenta: revalid.pl):
 
Jednym z najważniejszych elementów w dbaniu o dobrą kondycję włosów, jest dostarczenie im odpowiednich składników odżywczych. Jednak przy obecnym tempie życia dbanie o prawidłową i zbilansowaną dietę niestety może sprawić wiele kłopotów. Dlatego dermatolodzy i farmaceuci zalecają terapię doustną, która uzupełnia niedobory substancji odżywczych niezbędnych dla naszych włosów.
Kapsułki Revalid® w porównaniu z innymi tego typu preparatami zawierają bardzo dużo aminokwasów siarkowych (będących głównym budulcem keratyny, białka włosów i paznokci): aż 100 mg DL-metioniny i 50 mg L-cystyny w jednej kapsułce. Intensyfikacja syntezy keratyny sprawia, że włosy stają się bujniejsze i grubsze.
Proces ten może wspomagać witamina B, a także D-pantenol, który uszczelnia płaszcz zewnętrzny włosa i zwiększa jego sprężystość. Oligoelementy również pozytywnie oddziałują na włosy:, żelazo zmniejsza łamliwość, miedź ożywia kolor, a cynk zwiększa ich elastyczność. Oligoelementy występują w Revalidzie® w formie chelatów, co wpływa na ich przyswajalność. Linia Revalid® działa kompleksowo zarówno z zewnątrz jak i od wewnątrz, zapewniając paznokciom i włosom zdrowie oraz urodę.
Kapsułki Revalidu® zostały zarejestrowane jako lek. Wybraliśmy formę kapsułek, ponieważ działają one lepiej niż tabletki – te ostatnie mają więcej zbędnych substancji, jak wypełniacze czy antyzbrylacze. Kapsułki, zawierające naturalne źródła cennych składników, są też lepiej przyswajane przez organizm.
 
 
 Po około dwóch opakowaniach zauważyłam, że lekko wzmocniły mi się paznokcie (nie widziałam też aby się rozdwajały)- w końcu mogłam je zapuścić i cieszyć się dłuższymi niż zwykle pazurkami. Potem niestety jeden z nich się złamał i znów wróciłam do krótkich. Jeśli chodzi o wpływ na włosy to jakąkolwiek poprawę zauważyłam dopiero w trzecim miesiącu, kiedy to po prostu je ścięłam... (pozbyłam się około 1/3 długości). Fryzjerka ścięła mi włosy do takiej długości, że wyglądają zdrowiej i są znacznie grubsze. Ciężko mi więc powiedzieć czy Revalid miał jakikolwiek wpływ na zmniejszenie ilości wypadania.  Jedno co zauważyłam to małe baby hair, które zaczęły sterczeć mi na potęgę z każdej strony :)
 
Powiem szczerze, że jestem lekko zawiedziona, bo po przeczytaniu tak wielu pochlebnych recenzji i opinii liczyłam na widoczną gołym okiem poprawę stanu włosów (zwłaszcza ich ilości pozostającej po myciu w wannie).
 
Na Revalid raczej się już nie skuszę. Obecnie zamówiłam sobie Vitapil i czekam na przesyłkę. Dalej kontynuuję również kurację wzmacniającą z Joanny.
 
Za 3-miesiączną kurację (wszystkie trzy opakowania zamawiałam na allegro) zapłaciłam około 100zł już z przesyłką. Uważam, że to dość sporo (mimo że i tak zaoszczędziłam, gdyż w normalnej aptece cena Revalidu to około 60-70zł za 90 tabletek, które starczają na miesiąc), jeśli nie zauważyłam praktycznie żadnego działania :( No cóż chciałam spróbować i spróbowałam- widocznie moje włosy należą do tych naprawdę trudnych i ciężko im w jakikolwiek sposób pomóc.
 
A Wam pomógł Revalid? Chętnie poznam również Wasze zdanie na temat Vitapilu i innych stosowanych przez Was suplementów diety wzmacniającyh włosy i paznokcie.
 

czwartek, marca 14, 2013

Balea Pflege Dusche: Feigen-und Schokoladenduft

Autor: chodzpomalujmojswiat o czwartek, marca 14, 2013 13 komentarze
Szczerze mówiąc myślałam, że po dezodorancie o zapachu fig i czekolady  w moje łapki nie wpadnie już nic z tej limitowanej edycji Balea. A jednak... Siostra napisała mi smsa, że w centrum handlowym, który mieści się w pobliżu mojego domu, na stoisku z chemią niemiecka jest wyprzedaż i żele można dostać za 4zł. Oczywiście poleciałam i kupiłam :
 
OPAKOWANIE:  lekko wyprofilowane przez co dobrze trzyma się je w dłoni. Na butelce smakowita figa i ciastka makaroniki (swoja drogą chciałam sama takie upiec, ale kiedy zapoznałam się z przepisem trochę zwątpiłam w swoje kulinarne umiejętności :)).
 
POJEMNOŚĆ: 300ml
 
ZAPACH: identyczny jak w przypadku dezodorantu. Zapach jest słodki i bardzo mi odpowiada.
 
KONSYSTENCJA: typowa dla żeli pod prysznic
 
ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Delikatny żel pod prysznic nawilża skórę, myje ją, chroni przed wysychaniem. Cudowny zmysłowy zapach figi oraz czekolady sprawi, że poczujesz się prawdziwie słodko a formuła nawilżająca zapewni twojej skórze miękkość i delikatność oraz ochronę przed wysychaniem. Przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry dla wszystkich rodzajów skóry.

MOJA OPINIA NA TEMAT PRODUKTU: żel przede wszystkim spełnia moje dwa podstawowe oczekiwania: pięknie pachnie i myje :) Poza tym całkiem przyzwoicie się pieni i jest wydajny. Zauważyłam również, że zaraz po kąpieli pozostawia na skórze lekkie odczucie nawilżenia. Z pewnością nie wysusza skóry. Przyznam, że jestem z niego naprawdę zadowolona. A cenowo wychodzi również bardzo atrakcyjnie. Muszę zajrzeć znów na to stoisko i zobaczyć czy jest jeszcze dostępna ta druga wersja zapachowa (bodajże migdał i wiśnia?)
 
Jakich żeli pod prysznic lubicie używac najbardziej? :)

środa, marca 13, 2013

Alterra nawilżone chusteczki oszczyszczające z aloesem do skóry suchej i wrażliwej- czyli raz spróbowałam i podziękuję...

Autor: chodzpomalujmojswiat o środa, marca 13, 2013 13 komentarze
Nie wiem co mnie podkusiło kiedy wybrałam te chusteczki. Zawsze w podróż zaopatrywałam się do tej pory w chusteczki nawilżane dla dzieci (można ich używać na wiele sposobów: demakijaż, przemycie rąk itd.). Tym razem padło na Alterrę, bo akurat rzuciły mi się w oczy, poza tym były w promocji:
 
OPAKOWANIE: zawiera 25 szt. chusteczek. Otwieramy je i zamykamy za pomocą okienka. Chusteczki są dość dobrze nawilżone i mają lekka chropowatą powierzchnię.
 
ZAPACH: przyjemny i odświeżający. Nie wiem czy tak naprawdę pachnie aloes, gdyż nigdy nie miałam styczności z prawdziwym aloesem, ale zapach jest całkiem całkiem.
 
ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Oczyszczanie rozjaśniające i odświeżające skórę. Bez alkoholu. Każda skóra zasługuje na indywidualną pielęgnację. Alterra nawilżone chusteczki oszyszczające z wyciągiem z aloesu oczyszczają skórę wyjątkowo delikatnie. Łagodna formuła rozjaśnia i odżywia skórę. Nadmiar tłuszczu, pozostałości makijażu i cząsteczki brudu zostają delikatnie usunięte, dzięki czemu skóra jest optymalnie przygotowana do następnego etapu pielęgnacji. Subtelny zapach rozpieszcza zmysły... Chusteczki mogą być stosowanie do skóry bardzo wrażliwej.
 
MOJA OPINIA: Specjalnie wytłuściłam ostatnie zdanie... Chusteczki te straszliwie podrażniają skórę :( Po zużyciu 2 chusteczek i delikatnym (w moim odczuciu) demakijażu zauważyłam w lustrze, że mam straszliwe czerwoną twarz! Co prawda nie piekło i swędziało, ale kolor twarzy... Najbardziej widocznie było to na nosie i okolicach policzków. Nie ukrywam, że zastanawiałam się jak szybko podrażnienie minie... Położyłam się jednak spać i rano nie było śladu. Nie wyobrażam sobie jednak sytuacji gdybym chusteczek tych użyła w ciągu dnia, by jeszcze raz ponownie nałożyć makijaż... Nie wiem jak wtedy poradziłabym sobie z tą czerwienią na twarzy....Odradzam zdecydowanie i mam nauczkę na przyszłośc- na kilku Waszych blogach czytałam o tych chusteczkach i opinie były podobne. Jak widać musiałam jednak przekonać się na własnej skórze...
 
W Rossmannie dostępne obecnie w promocji za 2,79zł.
 
A Wy dziewczyny miałyście te chusteczki? Jaka jest Wasza opinia?
 
 
 
 

niedziela, marca 10, 2013

Koszyczek od L'Occitane i małe zakupy

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, marca 10, 2013 15 komentarze
Do mnie również kilka dni temu przywędrował koszyczek od L'Occitane. Cieszę się, że będę mogła wypróbować kilka bestsellerów tej firmy.W najbliższym czasie wybieram się na mały wypad do Krakowa, także będzie to idealny moment do tego by wybróbować produkty. W ślicznym, wiosennym koszyczku kryły się:

 

Mydełko z masłem shea:

Woda toaletowa Pivoine Flora:

Krem do rąk z 20% masłem shea:

Żel pod prysznic z Verbeną:

Krem na noc:

Narazie mogę powiedzieć Wam tylko tyle, że bardzo polubiłam zapach wody toaletowej, mimo że nie przepadam za kwiatowymi zapachami. Gdy powąchałam go najpierw w buteleczce nie przypadł mi od razu do gustu, ale na ciele pachnie już zupełnie inaczej i naprawdę ładnie :)
 
Teraz przejdę do niewielkich zakupów jakie poczyniłam wczoraj. Byłam w Hebe (głównie ze względu na 40% zniżkę na kosmetyki Bell) i w Rossmannie. W Hebe udało mi się kupić korektor Bell (główny cel zakupów) z minerałami. Po większości korektorów nie było już śladu, mnie się udało kupić ostatni w jaśniejszym kolorze. Nie mam niestety jego zdjęcia, bo jest strasznie ubrudzony naklejką zabezpieczającą, ale jeśli jesteście ciekawe jak wygląda podsyłam link ze strony producenta:
http://www.bell.com.pl/produkty/twarz/korektory/multi-mineral-matcover-stick/. Korektor po obniżce kupiłam za około 6zł (normalna cena ok 10zł). Oprócz tego capnęłam jeszcze lakier do french manicure dla mamy w numerze 012 i zawrotnej cenie 3,60 :)
 
 
źródło: grafika google

Kolejnym i już ostatnim zakupem w Hebe była maska Kallos Latte, którą wypróbować chciałam już dawno. Na szczęście na półce czekało na mnie ostatnie opakowanie (przy przedostatniej wizycie np. w ogóle ich nie było).

źródło: grafika google


W Rossmannie miałam kupić chusteczki do demakijażu Alterra- kupiłam. Są akurat w promocji i kosztują 2,79zł :)

Mam nadzieję, że sprawią sie i u mnie. Czytałam kilka opini o chusteczkach i niektóre z Was pisały, że mogą podrażniać. Oprócz tego skusiłam się jeszcze na maseczki i peeling enzymatyczny z Perfecty, klasyczne tealighty do kominka oraz na krem o którym pisałam Wam latem: Fuss Wohl lotion do nóg rozświetlający. W regularnej cenie kosztował wtedy ponad 6zł, teraz znajdował się w cenie na do widzenia za nieco ponad 3zł :)
 
Ponieważ wypaliłam już swój wosk Bahama Breeze weszłam jeszcze na chwilę do Organique by nabyć kolejny. Okazało się, że Soft Blanket jest zapachem miesiąca i można go dostać w obniżonej o 25% cenie:
Pierwsze moje skojarzenie, gdy zapaliłam kominek to zapach świeżego prania ;) A z czym Wam kojarzy się ten zapach ze słodkim misiem?

piątek, marca 08, 2013

Garnier mineral InvisiCalm

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, marca 08, 2013 8 komentarze
Markę antyperspirantów zmieniam dość często. Wydaje mi się, że w moim przypadku za długie używanie tego samego produktu sprawia, że ciało się przyzwyczaja, a działanie nie jest już takie jak na początku. Ostatnio wykończyłam swój antyperspirant z Rexony i dezodorant Balea (o dziwo był to właśnie dezodorant, nie antyperspirant i sprawdzał się świetnie!). Tym razem padło na Garniera w sprayu. Wcześniej używałam już wersji w kulce, ale z tego co pamiętam spray mam po raz pierwszy:
 
OPAKOWANIE: 150ml buteleczka z możliwością zamknięcia dezodorantu poprzez przesunięcie tego "białego czegoś" ;) To wygodne rozwiązanie zwłaszcza kiedy wybieramy się w podróż.
 
ZAPACH: bardzo przyjemy- lekki, świeży i pudrowy. Nie gryzie się z perfumami.
 
ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Dezodorant 2w1: ochrona przeciw białym śladom oraz efekt łagodzący po depilacji. Bez alkoholu, 48h ochrony non stop. Wzbogacony w naturalne absorbujące Mineralite.
 
MOJE ZDANIE NA TEMAT PRODUKTU: W moim wypadku działa jak powinien działać- chroni przed potem i przykrym zapachem przez cały dzień. Oczywiście czy sprawdziłby się w sytuacji 48h nie sprawdzałam, bo uważam, że to lekka przesada. Jestem zdania, że należy brać prysznic czy kąpać się codziennie, a nie ratować dezodorantem... Produkt faktycznie jest łagodny. Można śmiało używać go po depilacji- nie podrażnia. Jedyne "ale" mam do zapewnienia producenta o ochronie przed białymi śladami. Niestety po aplikacji dezodorant osiada w postaci białego pudru i kiedy pewnego dnia przebierałam się w ciągu dnia i miałam na sobie czarny tanktop, po ściągnięciu był cały w białych paskach...Może to jednak wynika z faktu, że nie zdążył się wchłonąć, a mnie zachciało się przebieranek :) Reasumując to fajny produkt- ładnie pachnie i działa. Drugim razem zdecyduję się jednak na wersję w kulce, ponieważ te w sprayu są straszliwie niewydajne.
 
A Wy wolicie antyperspiranty czy klasyczne dezodoranty? :)
 
Z okazji dnia Kobiet życzę Wam pięknego i kolorowego dnia :)
źródło: grafika google

czwartek, marca 07, 2013

Ostateczne cięcie czyli historia moich wypadających włosów...

Autor: chodzpomalujmojswiat o czwartek, marca 07, 2013 16 komentarze
Cykl włosowy pojawiał się regularnie co miesiąc u mnie na blogu po czym zniknął. Ostatni post na ten temat napisałam w grudniu. Dlaczego? Nie widziałam w większej poprawy stanu włosów mimo zmiany pielęgnacji, nawyków (zero prostownicy i suszarki),stosowaniu suplementów (m.in MegaKrzemu, CP,pokrzywy i wcierki z Joanny). Doszłam do wniosku więc, że takie co miesięczne relacje nie mają większego sensu. Jakiś czas później na blogu Lady In Purplee przeczytałam o Revalidzie. Zaciekawił mnie gdyż nie jest to suplement diety, a produkt leczniczy wspomagający wzrost włosów i paznokci.
 
Revalid należy łykać 3 razy dziennie przez trzy miesiące. Ja kończę trzecie opakowanie i gdy będzie już puste postaram się napisać na jego temat recenzję. Jeśli jesteście zainteresowanie Revalidem to radzę nie kupować go w aptece stacjonarnej (tam cena wynosi ok 60-70zł za 90 kapsułek) tylko na allegro gdzie można go dostać za ok 35-30zł (najtaniej będzie gdy kupimy 2 czy 3 opakowania od razu).
 
Tydzień temu podjęłam decyzję i poszłam do fryzjera. Zdawałam sobie dobrze sprawę, że włosy zwłaszcza na końcówkach są bardzo mocno zniszczone i przesuszone, przez co zrobiło się z nich "siano". Przyzwyczaiłam się trochę to długich włosów (po wyprostowaniu sięgałyby mi mniej więcej do połowy ramienia), było mi również dość wygodnie je związywać i spinać. Od fryzjera wyszłam chudsza o jakieś 2/3 włosów (chodzi o długość), teraz sięgają mi ciut przed ramiona. Taka długość jest dla mnie dość bezpieczna (zawsze można je spiąć), a wszystkich przesuszonych partii się pozbyłam (u mnie wyglądało to tak, że włosy przy skórze głowy i do jakiegoś momentu miałam zdrowe, miękkie i gęste natomiast im niżej były bardziej zniszczone, suche i rzadsze).Ich ścięcie  z pewnością było dobrą decyzją: nareszcie nie zapycha się wanna, nie zostawiam też wszędzie długich włosów. Moje kłaczki wyglądają teraz zdrowo. Straciły trochę na objętości, ale mam nadzieję, że uda mi się poprawić jeszcze bardziej ich wygląd i kondycję.
 
NOWY PLAN DBANIA O WŁOSY:
 
PIELĘGNACJA:
 
szampony:
 
-szampon Babydream (raz na jakiś czas, głównie do zmywania olejów-wracam do olejowania)
-szampon do włosów przetłuszczających się z zieloną herbata i pokrzywą z Joanny
-szampon Selsun Blue
 
odżywki i maski:
 
-Balea odżywka do włosów suchych i zniszczonych mleko+ morela
-Kallos Latte (nie za często, najpierw muszę ją jeszcze kupić :))
 
inne:
 
-olej rycynowy
-wcierka z Joanny
-Marion 7efektów kuracja z olejkiem arganowym
-Marion Serum chroniące włosy przed działaniem wysokiej temperatury
-Revalid
-pokrzywa
 
 
Mam nadzieję, że moje włosy odżyją i po tym cięciu nie będa już tak wypadać ani łamać się czy przesuszać :) Wizyta u fryzjera to jednak najlepsze co mogłam dla nich zrobić.
 

środa, marca 06, 2013

WIBO Gel LIKE :9 peaches and cream

Autor: chodzpomalujmojswiat o środa, marca 06, 2013 14 komentarze
Lakiery Wibo stworzone przez blogerki miały pojawić się na początku marca. Jednak jeszcze w lutym pojawiały się informacje, że szafy w niektórych Rossmannach są już wypełnione nowościami. Mojej siostrze lakiery te udało się zakupić wcześniej. Oglądając zapowiedzi blogerskiej serii od razu wybrałam sobie kolor stworzony przez TheOleskaaa: kremową brzoskwinię.

 
 Tutaj w towarzystwie błękitnego nieba od Gosi i miętki od Siouxie. Kolor 9 to rozbielona brzoskwinia- naprawdę pięknie prezentujący się odcień!

OPAKOWANIE: dość klasyczna jak na lakiery prostokątna buteleczka. Na części za którą trzymamy pędzelek mamy nalepkę z nazwą bloga osoby, która tworzyła ten odcień.

PĘDZELEK: dość cienki. Osobiście wolę chyba bardziej płaskie i szersze pędzelki, które pozwalają na aplikację lakieru od razu na cały paznokieć.

KONSYSTENCJA: w sam raz. Lakier szybko schnie. Ja stosuję dwie warstwy.

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Lakier do paznokci z formułą imitującą lakier żelowy.


MOJA OPINIA: lakier nazwany jest przez producenta żelowym, jednak według mnie nie jest taki do końca. Faktycznie lekko błyszczy, ale przyznam szczerze, że spodziewałam się innego efektu. Nie zmienia to jednak faktu, że w kolorze peaches and cream jestem zakochana :) Świetnie prezentuje się na dłuższych pazurkach (niestety przez nieuwagę złamał mi się jeden paznokieć i musiałam pożegnać się ze wszystkimi :( znów mam krótkie...). Lakier szybko schnie. Dwie warstwy wystarczą. Dość dobrze kryje. Smuży czy nie smuży... no właśnie. Może któraś z Was również ma podobne doświadczenie z lakierem: u mnie na jedną z dłoni lakier nakłada się super i wygląda idealnie na drugiej natomiast widać smugi :( Nie wiem może jest to kwestia nieregularnej płytki paznokcia?
Czy jest na to jakiś sposób?
 
Bardzo polubiłam ten odcień i z pewnością będę do niego teraz często wracać. Jak widzicie na drugim zdjęciu świetnie prezentuje się z innym lakierem z tej serii: blue lake. Pastele wydają mi się być najbardziej trafionymi odcieniami na wiosnę i lato :) Lakiery te kosztuję 5,99zł i są dostępne w szafie Wibo.
 
A Wy macie któryś z lakierów z serii stworzonej przez blogerki? :) Który odcień przypadł Wam najbardziej do gustu?
 

 

poniedziałek, marca 04, 2013

The Body Shop masło Radosna Żurawina

Autor: chodzpomalujmojswiat o poniedziałek, marca 04, 2013 7 komentarze
To masełko zostawiłam sobie na deser. Przypomnę, że było częścią żurawinowego zestawu świątecznego jaki znalazłam pod choinką. Nie jest to produkt pełnowymiarowy, a wersja mini, która zawiera 50ml produktu:
 

OPAKOWANIE: typowe dla TBS maseł okrągłe opakowanie z dość mocnego plastiku. Na nalepce znajdują się także zimowe śnieżynki- radosna żurawina to zapach limitowany, do nabycia tylko w okresie świat.

ZAPACH: według mnie zapach masła dość znacznie różni się od zapachu żelu pod prysznić i żelu peelingującego jaki znajdował się w zestawie. Produkty do kąpieli pachniały prawdziwą, lekko kwaśną żurawiną. Masło natomiast zbyt słodko i oblepiająco. Dziwi mnie trochę ten fakt, ponieważ jest to przecież jedna i ta sama linia zapachowa. Masło żurawinowe pachnie zdecydowanie intensywniej. Oczywiście każdy nos lubi coś innego, dlatego na pewno niektórym z Was przypadnie do gustu. Dla mnie idealnie byłoby, gdyby masełko pachniało dokładnie tak samo jak żel pod prysznic- wtedy byłoby idealnie!



KONSYSTENCJA: zbita i prawdziwie "maślana" ten produkt właśnie to według mnie masło z prawdziwego zdarzenia, a nie balsam, który jest tak nazwany.

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Kremowe masło do ciała o bogatej konsystencji, które pozostawia na ciele piękny, słodki aromat żurawin i doskonale zmiękcza skórę, dzięki zawartości masła kakaowego, masła shea i oleju sezamowego.

MOJA OPINIA: jeśli chodzi o nawilżenie to dla mnie jest ono wystarczające. Nie podoba mi się tylko fakt, że trochę się lepi i niestety dośc długo wchłania. Mimo że opakowanie zawiera tylko 50ml produktu jest dość wydajne. Zapach niestety jest według mnie męczący, dlatego nie do końca przypadł mi do gustu.

PODSUMOWUJĄC:

(+)konsystencja
(+)nawilżenie
(+)klasyczne opakowanie

(-)cena
(-)zapach na dłuższą metę jest dla mnie po prostu męczący
(-)masełko dość długo się wchłania
(-)niezbyt przyjazny skład

A Wy jesteście fankami TBS? Muszę przyznać, że seria mango, którą miałam kilka miesięcy temu przypadła mi do gustu znacznie bardziej niż żurawina (z pewnością jest to kwestia zapachu- uważam, że mango pachnie wręcz obłędnie!! ).

sobota, marca 02, 2013

Rossmann Lilliputz Lippen-Pflege-Kirsh-Traum

Autor: chodzpomalujmojswiat o sobota, marca 02, 2013 10 komentarze
Która z nas będąc małą dziewczynką nie chciała zostać księżniczką? Seria Lilliputz produkowana dla Rossmanna przeznaczona jest z pewnością dla tych księżniczek, które uwielbiają kosmetyki. Przyznam się, że choć księżniczką nie jestem (i nigdy nie byłam!) lubię czasem przetestować produkty przeznaczone dla dzieci. Ochronna pomadka wiśniowa wpadła mi do koszyka podczas jednej z ostatnich wizyt w Rossmannie. Z typowo pielęgnacyjnych produktów do ust miałam tylko masło Nivea i maść z witaminą A, których aplikacja jest dość mało higieniczna. Brakowało mi kosmetyku w sztyfcie, który mogłabym wrzucić do kieszeni kurtki i w razie potrzeby po niego sięgać. Padło na Lilliputz, ponieważ a)stałam w długiej kolejce a na wysokości moich oczu znajdowały się produkty dla dzieci b) od zawsze lubię w wiśniowy zapach we wszelkich kosmetykach:
 
OPAKOWANIE: Biało różowe opakowanie z wisienką. Pomadka zapakowana jest dodatkowo w kartonik z księzniczką.
 
ZAPACH: pachnie wiśniowo. Niestety dość sztucznie- coś jak wiśniowe cukierki.
 
KONSYSTENCJA: właściwa, pomadka nie topi się ani nie jest zbyt twarda. Bardzo dobrze się aplikuje.
 
ZAPEWNIENIA PRODUCENTA:Pomadka pielęgnacyjna Lilliputz chroni delikatne usta Księżniczek przed wysychaniem, a naturalny wosk pszczeli i witamina E dodatkowo pielęgnują. Owocowy zapach dojrzałej wiśni i lekki połysk dostarczają Księżniczce pielęgnacyjnej zabawy.

MOJA OPINIA: (najpierw zobaczcie drugie zdjęcie:)

Niestety nie przyszło mi do głowy, że pomadka będzie perłowa :( Strasznie nie lubię takiego efektu na ustach...Gdy wyciągnęłam pomadkę z kartonika lekko się rozczarowałam. Mimo tego faktu postanowiłam ją oczywiście przetestować. Pomadka w miarę przyzwoicie nawilża (ostatnio znów miałam dośc spierzchnięte usta- poradziła sobie z tym faktem)i pielegnuje usta- w swoim składzie ma wosk pszczeli i witaminę E. Zapach mimo że dość chemiczny nie jest zły. Cena bardzo przyjazna- 3,99zł za 4,8 g produktu. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie ten perłowy efekt na ustach- kolor wpada lekko w fiolet. Wiadomo pomadka nie barwi ust jakoś wybitnie- w końcu nie jest to pomadka typowo kolorowa a ochronna, jednak perła jest dość widoczna...Ja z pewnością więcej się na nią nie skuszę.
 
A Wy jakie pomadki ochronne stosujecie? :)
 

 

piątek, marca 01, 2013

Wyniki rozdania :)

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, marca 01, 2013 9 komentarze
Cześć dziewczyny! Zgodnie z zasadami rozdania, które skończyło się o północy przychodzę dziś do Was z wynikami. Bardzo dziękuję za wszystkie zgłoszenia i spostrzeżenia dotyczące bloga. Wszystkie Wasze uwagi przeczytałam z dużą ciekawością. Niestety jest to gotowy szablon, który nie jest przystosowany do niektórych funkcji bloggera. Urzekł mnie jednak swoimi kolorami, dlatego postanowiłam przy nim zostać :) W razie możliwości postaram się oczywiście go ulepszyć. Koniec tego długiego wstępu i przechodzę do rzeczy. Zwyciężczynią w walentynkowym rozdaniu zostaje:
KOLOROWY PIEPRZ!! Gratulacje :):) (zdjęcie można powiększyć klikając na nie).Cieszę się tym bardziej, że kolorowy pieprz na bieżąco uczestniczy w życiu mojego bloga:) Na adres do wysyłki czekam 3 dni:martiinka@gmail.com. Wszystkim dziewczynom bardzo dziękuję za udział w rozdaniu i zapraszam na kolejne.

Flickr

 

Chodź pomaluj mój świat Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos