piątek, czerwca 29, 2012

Ulubieńcy czerwca.

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, czerwca 29, 2012 8 komentarze
Zapraszam Was dziś na ulubieńców czerwca.Dlaczego już dziś? Na weekend zaszywam się z notatkami i czeka mnie nauka, nauka, nauka, obrona pracy magisterskiej już w poniedziałek.

Oto moi czerwcowi ulubieńcy:

1.Atłas do makijażu Synesis
Sprawia, że podkład trzyma się na twarzy cały dzień, wygładza cerę.

2.Johnson&Johnson ochronny  krem przeciw odparzeniom
Zmniejsza i wysusza wypryski, sprawia, że szybciej się goją.

3.Ados summer time numer 25
Mój ulubiony neon, ulubieniec zdecydowanie za kolor :)

4.Carmex jasmin green tea
Choć początkowo sceptycznie podchodziłam do uczucia chłodu i mrowienia na ustach, Carmex stał się moim ulubieńcem: nawilża, koi, pięknie pachnie. Poradził sobie nawet z nieprzyjemnym pęknięciem na ustach, wystarczyło tylko dwukrotnie nałożyć grubszą jego warstwę :)

5.Nivea powerfruit refresh żel do ciała
Jest wydajny, pięknie pachnie, orzeźwia i pobudza na cały dzień.

Zainteresowanych zapraszam do przeczytania recenzji produktów, tutaj starałam się opisać je jednym zdaniem, by nie powtarzać już, tego co pisałam wcześniej.

A jakich ulubieńców macie w tym miesiącu dziewczyny? :)

środa, czerwca 27, 2012

Maluszki dla maluszka Johnson's& Johnson's

Autor: chodzpomalujmojswiat o środa, czerwca 27, 2012 14 komentarze
Pewnie wiele z Was zamówiło sobie tak jak ja próbeczki kosmetyków dla dzieci J&J . Moja ciekawość była tym większa, bo bardzo lubię wszelkie produkty kosmetyczne dla dzieci (na pewno pamiętacie post pochwalny Babydream :)).

W kartoniku znajdowały się 4 produkty:
Kolejno wystąp! :)
Łagodny płyn do mycia ciała i włosów 3w1 (50ml) . Jeszcze go nie używam, ale dodam, że jestem pozytywnie zaskoczona gdyż nie zawiera mydła, barwników i parabenów w tym SLS.

Mleczko pielęgnujące (50ml) . Jest wzbogacone oliwką, jedyne co mogę powiedzieć, to że cudnie pachnie, na dniach zacznę jego testowanie.

Krem pielęgnacyjny (15ml), również wzbogacony oliwką.

Ochronny krem przeciw odparzeniom (15ml). Jedyny produkt, który do tej pory stosowałam. Powiem Wam szczerze, że nie miałam pojęcia jakbym mogła go używać (jest przeznaczony do smarowania skóry niemowlaka po zmianie pieluszki :)) i wiecie co? On genialne się sprawdza na przykre niespodzianki: zmniejsza je, wysusza, sprawia że szybciej znikają (na 1 miejscu w składzie cynk, zaraz po wodzie). Wczoraj nakładałam kilkakrotnie na dwa paskudne pryszcze i dziś nie ma prawie śladu :)

Próbeczki możecie zamówić na stronie producenta. Każda z Was może otrzymać jeden taki zestaw w ciągu roku.
Czekajcie również na zbiorową recenzję tych produktów :)

wtorek, czerwca 26, 2012

Czekolada dla urody!

Autor: chodzpomalujmojswiat o wtorek, czerwca 26, 2012 16 komentarze
Kocham czekoladę! Nie wiem czy wiecie, ale oprócz walorów smakowych, ma też świetnie działanie odżywcze.Zainspirowana artykułem "Czekolada dla urody" z portalu we-dwoje.pl, przybliżę Wam dzisiaj przepisy na domowe, czekoladowe SPA :)

źródło: google.pl

 Zacznijmy od włosów: mieszając ze sobą dwie łyżki gorzkiego kakao z odrobiną oliwy z oliwek otrzymamy odżywczą maseczkę do przesuszonych włosów. Jeśli do kakao i oliwy dodamy także żółtko jajka tylko wzbogacimy jej odżywcze właściwości. Włosy po takim czekoladowym seansie będą gładkie niczym jedwab, miękkie i odżywione.

Czekoladową maseczkę na twarz i szyję przygotowujemy natomiast z łyżki gorzkiego kakao, łyżki jogurtu naturalnego i łyżeczki miodu. Mieszamy wszystkie składniki i nakładamy na twarz. Po 15 minutach zmywamy. Rezultat? Skóra twarzy jest gładka niczym skóra dziecka, nawilżona i odżywiona.

A co powiecie na masaż ciała za pomocą czekolady? Będziemy potrzebować 500 g gorzkiej czekolady, pół szklanki wody i parę kropelek olejku eterycznego o dowolnym zapachu. Ewentualnie możemy dodać parę kropel olejku migdałowego lub oliwy z oliwek. Czekoladę rozpuszczamy w wodzie, dodajemy olejek i tak przygotowaną masą (uwaga – nie gorącą, a ciepłą) masujemy ciało. Czekoladę zmywany ciepłą wodą bez użycia mydła czy płynów do kąpieli, aby nie zniszczyć dobroczynnych właściwości czekoladowego balsamu. W ten sposób skóra pozostanie nawilżona i odżywiona, a pory skóry oczyszczone. Taki zabieg to także delikatny peeling dla ciała.

Mocniejszy peeling do twarzy lub ciała przygotujemy mieszając ze sobą dwie łyżki cukru, łyżkę kakao, łyżkę miodu i odrobinę mleka. Tak przygotowanym peelingiem masujemy okrężnymi ruchami skórę twarzy lub ciała, a następnie zmywamy ciepłą wodą.

źródło:google.pl

Naprawdę warto spróbować i rozpieścić swoje zmysły czekoladą! :)


Spróbujecie któregoś z przepisu?

niedziela, czerwca 24, 2012

Akcesoria kosmetyczne: pilniczek do paznokci.

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, czerwca 24, 2012 8 komentarze
Do akcesoriów kosmetycznych typu pilniczki, polerki, pędzelki nie przykładałam większej wagi. Pilniczki papierowe (używam tylko takich )kupowałam po prostu przy okazji kosmetycznych zakupów w supermarkecie (bądź w Pepco, pakowane po 3szt nie polecam!) . Kiedy jednak paznokcie mi podrosły i zaczęłam przywiązywać wagę do ich kształtu, te supermarketowe pilniczki zaczęły się nie sprawdzać... Dlaczego? Zostawiały bardzo nieestetyczne "zadziorki". Dodatkowo po jednym, dwóch użyciach pilniczek nadawał się do śmieci.
Przy okazji wizyty w Rossmannie przyjrzałam się pilniczkowej ofercie i kupiłam taki :

Jest on z Rossmannowskiej serii for you Beauty, przeznaczony dla mocnych paznokci. Kosztował ok 5-6zł.

I wiecie co? On jest genialny! Bardzo dobrze się nim piłuje, łatwo uzyskać odpowiedni kształt paznokcia. Dodatkowo z pewnością wytrzyma kilka albo nawet kilkanaście zabiegów na paznokciach, gdyż ściera się powolutku.

Polecam z czystym sumieniem :) Niby mała rzecz, ale różnica ogromna.

Jakie rodzaju pilników używacie? Papierowych, szklanych a może metalowych?

sobota, czerwca 23, 2012

Stefanka bez pieczenia

Autor: chodzpomalujmojswiat o sobota, czerwca 23, 2012 9 komentarze
Już od wczoraj chodziło za mną jakieś ciasto: miało być szybkie do zrobienia i bardzo, bardzo słodkie :) Takie lubię najbardziej :) Na stronie kotlet.tv znalazłam przepis na Stefankę na herbatnikach. Szybki, pyszny, prosty deser.


po dokładny przepis odsyłam tu: http://kotlet.tv/stefanka-na-herbatnikach

Lubicie słodkości? Co należy do Waszych ulubionych? Może zdradzicie mi jakiś przepis? :)

piątek, czerwca 22, 2012

Neon Ados i jego prawdziwa odsłona i taka tam gadanina...

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, czerwca 22, 2012 9 komentarze
Dziś kompletnie nie miałam w planie posta, ale muszę koniecznie z tego miejsca podziękować dobrej duszyczce, która kilka godzin temu wysłała mi na maila zdjęcia, dzięki którym lakier z Adosa prezentuje , tak jak powinien. Kochana dziękuję Ci bardzo! :) :

Przy okazji pochwalę się, że moja praca magisterska od czwartku leży już sobie w dziekanacie i na 2.07 mam zaplanowaną obroną. Jeśli możecie, trzymajcie kciuki w tym dniu !:)

I jeszcze sprawa czysto kosmetyczna:
Nie wiem co dzieje się z moimi włosami, ale moja ukochana metoda OMO zaczyna się nie sprawdzać :( Włosy po myciu szamponem bez SLS (Babydream) i potraktowaniu odżywką Isana już po kilku godzinach  wyglądają jak by były nieświeże...
Odstawiłam więc Babydream ,odżywkę i oczyszczam włosy lawendową Ziają lub szamponem z rzepą z Joanny.
Możliwe, że po prostu się za bardzo przyzwyczaiły. Czy któraś z Was miała podobnie?

Lecę oglądać mecz, a Wam życzę miłego wieczoru! :)


czwartek, czerwca 21, 2012

Neon od Ados, który zdjęć nie lubi...

Autor: chodzpomalujmojswiat o czwartek, czerwca 21, 2012 10 komentarze
Już od bardzo dawna podobały mi się neonowe lakiery do paznokci, uważam, że są idealne na lato. Zwracają uwagę i pięknie prezentują się przy opalonej skórze. Całkiem niedawno dostałam również spódnicę w kolorze fluo różu, dlatego lakier miał być taką kropką nad "i" przy outficie.

Padło na małą 5ml buteleczkę lakieru Ados nr 25 z serii Summer time. Przyznam szczerze, że do tej pory nie miałam styczności z tą firmą.

I tu klops: neon za żadne skarby świata nie chce mi wyjść na zdjęciu :( może to wina pogody (jest bardzo pochmurno), albo mojego kompletnego braku umiejętności . Uwierzcie więc na słowo :) to prawdziwy fluo-neonowy róż.


Jeśli chodzi o sam lakier to:

plusy:

-szybko schnie
-ma cienki, dłuższy pędzelek, lakier dobrze się nakłada
- mam go 3 dzień na paznokciach i nie opryskuje, starł się minimalnie...
-niska cena, ok 4zł
-b.duży wybór kolorów

minus:
-krycie: nie ma różnicy między 2 i 3 warstwami lakieru. Paznokieć nadal prześwituje...

Jak widzicie lakier ma jedną, ale dla mnie niestety dużą wadę. Nieważne ile warstw nałożymy. Będę szukać innych neonowych kolorów. Wiem, że takie ma w swojej ofercie np. Golden Rose i na pewno je wypróbuje :)

Miałyście kiedyś lakiery z Ados? Jak wrażenia? :)

wtorek, czerwca 19, 2012

Atłas do makijażu Synesis

Autor: chodzpomalujmojswiat o wtorek, czerwca 19, 2012 9 komentarze
 Zacznę od tego, że w paczuszce od firmy Synesis znalazła się spora próbka (słoiczek, myślę, że ma 10ml) atłasu do makijażu i próbka szlachetnego pudru w woreczku. Oba produkty prezentowały się następująco:


Dzisiaj zapraszam na recenzję atłasu do makijażu. W całej krasie produkt prezentuje się następująco:
zdjęcie pochodzi ze strony producenta: www.synesis.pl

Czym jest atłas do makijażu?

Jest to najprościej mówiąc baza pod makijaż, która ma za zadanie wyrównać niedoskonałości, wygładzić twarz, utrzymywać makijaż bez konieczności poprawek.
Jest to produkt profesjonalny, stosowany przez makijażystów.

Jak go stosować?

Wystarczy zaaplikować odrobinę produktu na całą twarz, przed nałożeniem podkładu.

Jakie jest moje zdanie o tym produkcie?

Muszę przyznać, że atłas spisuje się świetnie, obietnice producenta są w 100% spełnione. Utrzymuje makijaż przez cały dzień, sprawia, że skóra jest wygładzona. Dodatkowo wystarczy naprawdę odrobina by pokryć całą twarz. Ma lekką konsystencję, która natychmiastowo się wchłania. Nie ma zapachu. Idealnie współgra z podkładem: nie ma mowy o jakichkolwiek smugach.

Dodatkowo w atłasie znajdują się takie aktywne składniki jak :
-Tripeptyd, który powoduje ponowną produkcję kolagenu
-Polisylikon 11- nałożony na skórę w miejscu zmarszczki natychmiast wypełnia ją

Atłas do makijażu to z pewnością mój ulubiony kosmetyk miesiąca :)

Szkoda tylko, że kosztuje 180zł za 30ml... Zapewniam jednak, że jest bardzo, ale to bardzo wydajny i różnica pomiędzy nałożeniem samego podkładu, a nałożeniem atłasu i podkładu jest kolosalna!

Jesteście ciekawe drugiego produktu tzn. szlachetnego pudru? Przyznam się szczerze, że z braku czasu jeszcze go nie próbowałam, ale w tym tygodniu z pewnością zacznę testowanie.

Bardzo dziękuję firmie Synesis i pani Joannie za przesłanie mi produktów. Fakt iż dostałam je do testów, nie miał żadnego wpływu na moją opinię.


niedziela, czerwca 17, 2012

WEEKendowy poradnik: dziesięć syntetycznych składników, których należy unikać w kosmetykach.

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, czerwca 17, 2012 6 komentarze
Do stworzenia tego niedzielnego postu, skłoniła mnie obserwacja swojej skóry twarzy. Wiem, że używanie niektórych kosmetyków powoduje u mnie zaczerwienienia, pieczenie albo wypryski.
Co raz częściej zdarza mi się przed kupnem czegokolwiek w drogerii czytać składy. Wolę wybrać produkt o mniejszej ilości składników wywołujących niechciane reakcje.

Dziś artykuł o takich składnikach. Źródło: www.bioeco.pl

Jeśli chcesz używać naturalnych produktów, musisz nauczyć się je wyszukiwać na sklepowych półkach. Zacznij czytać etykiety i nie nabieraj się na nienaturalną pielęgnację ciała.
Poniżej przedstawiam listę „dziesięciu najbardziej poszukiwanych” składników chemicznych, których nie chciałabym widzieć w składzie moich kosmetyków.

 grafika: google

1. Imidazolidinyl Urea i Diazolidinyl Urea
To najczęściej używane środki konserwujące po parabenach. Przyczyniają się do kontaktowego zapalenia skóry. Kryje się pod dwiema nazwami handlowymi: Germall II i Germall 115. Żadna z tych substancji nie ma dobrych właściwości grzybobójczych więc musi występować w kombinacji z innymi konserwantami. Z Germall 115 w temperaturze wydziela się formaldehyd.
Te chemikalia są toksyczne.

2. Methylo- Propylo- Butylo- i Ethylo- paraben
Stosowane są do powstrzymywania wzrostu bakterii oraz w celu przedłużenia trwałości produktu. Są powszechnie stosowanie pomimo, że są znane jako toksyczne. Powodują liczne reakcje alergiczne i wysypki.
Są wysoce toksyczne.

3. Petrolatum (Wazelina)
Śmieszą mnie reklamy balsamów do ust zawierające wazelinę, które mają chronić wargi przed promieniowaniem UV. Wazelina jako olej mineralny na skórze foto wrażliwej jest olejem mineralnym który pogłębia oparzenie słoneczne, zakłóca własny, naturalny mechanizm nawilżania skóry, prowadząc do jej wysuszenia. Kupujesz produkt który zamiast łagodzić podrażnienia, potęguje je.
Producenci używają oleju mineralnego gdyż jest bardzo tani i służy im jako wypełniacz dla zwiększenia masy produktu.

4. Propylene Glycol
Ideałem byłaby gliceryna, która jest organiczna, zmieszana z alkoholem etylowym, obie pochodzenia naturalnego. Zwykle jest to mieszanka syntetycznych chemikaliów stosowanych do utrzymania nawilżenia skóry, oraz ułatwiających wnikanie w skórę innych substancji. Wiadome jest że glikol propylenowy powoduje reakcje alergiczne, wysypki, podrażnienie skóry.
Działa toksycznie.

5. PVP/VA Copolymer
To chemikalia ropopochodne, stosowane w kosmetykach do układania włosów, między innymi w lakierach do włosów. U osób wrażliwych, substancje te podrażniają układ oddechowy.

6. Sodium Lauryl Sulfate (SLS)
To syntetyczny detergent dodawany do kosmetyków, szczególnie szamponów żeli i płynów do kąpieli, jak również do płynów do mycia naczyń, podłóg, płynów do prania, w celu usunięcia tłuszczu i wytworzenia piany. Substancja ta powoduje wysypki na skórze podrażnienie oczu, przyczynia się do powstania łupieżu na głowie i wypadania włosów. Często producenci sugerują naturalne pochodzenie tej substancji pisząc iż „pochodzi z kokosa”, ale tak w rzeczywistości nie jest.

7. Stearalkonium Chloride
Substancja chemiczna używana w kremach i odżywkach do włosów. Powoduje reakcje alergiczne. Została opracowana dla przemysłu tekstylnego, do zmiękczania tkanin.
Jest powszechnie stosowanym surowcem w odżywkach, gdyż jest o wiele tańszy niż proteiny lub zioła.

8. Synthetic Colors
Kolory syntetyczne stosowane są, aby poprawić wygląd kosmetyku.
Należy ich unikać za wszelką cenę, gdyż są rakotwórcze, szczególnie zwracać uwagę na farby do włosów.
Oznaczone są jako FD&C lub D&C i numer koloru (np. FD&C Red No.6)

9. Synthetic Fragrances
Pod tą nazwą może się kryć aż do 200 składników syntetycznych. Na etykietach kosmetyków opisane są jedynie jako „Fragrances” i nie dowiemy się jaka substancja została w nim użyta.
Substancje te mogą wywoływać bóle i zawroty głowy, wysypkę, wymioty, ostry kaszel, podrażnienie skóry.

10. Triethanolamine (TEA)
Stosowanie w kosmetykach do dostosowania pH produktu. Powoduje reakcje alergiczne, podrażnia oczy, przyczynia się do wysuszenia skóry, i włosów.
Może być toksyczny jeśli jest wchłaniany przez ciało przez dłuższy okres czasu.


A wy dziewczyny jak podchodzicie do  składu kosmetyków? Uważnie go czytacie? Omijacie produkty z SLS, parabenami?

piątek, czerwca 15, 2012

Gruszkowe love- antybakteryjna maseczka na twarz

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, czerwca 15, 2012 12 komentarze
Wszelkie maseczki bardzo lubię. Dobrze wiem, że w tych sprawach należy być systematyczną, inaczej takie produkty jak maski nie działają- bo co możemy dostrzec po jednym czy dwóch użyciach.

Przy maseczce z Perfekty widać od razu :) Jesteście ciekawe jakie? Zapraszam na recenzję!
źródło: dax.com.pl

 Antybakteryjną maseczkę oczyszczającą z gruszką, krzemem i glinką termalną. Idealnie oczyszcza skórę, wysusza wypryski,odblokowuje pory i zmniejsza ich widoczność. Matuje skórę na wiele godzin, intensywnie ja nawilżając. (źródło: dax.com)

Saszetkę możemy kupić praktycznie w każdej drogerii: Rossmannie, Naturze itd. W Rossmannie jak dobrze pamiętam kosztuje 1,69zł za 10ml.

Wiadomo, że taka forma nie jest do końca ani ekonomiczna, ani wygodna. Dlatego polecam te malutkie plastikowe pojemniczki, wystarczy przelać resztę maski i nie obawiać się, że zaschnie.

Zapach ma obłędny: gruszkowy! i choć nie przepadam za tymi owocami, to zapach bardzo przypadł mi do gustu.

Konsystencja standardowa, dla mnie w sam raz. Nie spływa, nie jest też a gęsta.

Producent zaleca nałożyć na 10-15 min, i zmyć ciepłą wodą.

Ja trochę się zapomniałam, pomalowałam paznokcie i maskę na buzi trzymałam z pół godziny, jak nie więcej, zaczęły się małe schody ze zmywaniem... za nic nie chciała się zmyć :) na szczęście pomogły chusteczki higieniczne.

A teraz najważniejsze- działanie: po użyciu tej maski buzia jest wyraźnie oczyszczona, ale nie sucha, miła w dotyku, nawilżona, faktycznie zaraz po jej zmyciu ma sie wrażenie, że pory jakby są mniej widoczne.

Dodatkowo po zmyciu nałożyłam sobie ją punktowo, na dwie niespodzianki na czole i poszłam spać. Wstaję rano a tam ... :) Jedna zupełnie zniknęła, druga zdecydowanie zmniejszyła się i zagoiła.
Jestem zaskoczona takim działaniem, na pewno będę jej używać regularnie, bo efekty są widoczne.

Jeśli jeszcze jej nie próbowałyście, a macie skórę kapryśną: skłonną do błyszczenia, zaskórniaków i innych niespodzianek, serdecznie polecam!




czwartek, czerwca 14, 2012

chodzpomalujmojswiat na szafa.pl

Autor: chodzpomalujmojswiat o czwartek, czerwca 14, 2012 2 komentarze
Dziewczyny! dziś nietypowy post, ale pomyślałam, że może akurat któraś z Was znajdzie coś dla siebie i chętnie się wymieni.
Zapraszam na mój profil na szafa.pl :klik!

Znajdziecie tam między innymi dodatki, ciuszki i buty :)

środa, czerwca 13, 2012

Bambino krem pielęgacyjny z pantenolem

Autor: chodzpomalujmojswiat o środa, czerwca 13, 2012 5 komentarze
Jak wiecie, dużą sympatią cenię markę Babydream dla Rossmanna, swojego czasu chciałam też wypróbować innych produktów przeznaczonych dla dzieci. Powinny być łagodne i delikatne nieprawda?
No właśnie... odnoszę wrażenie, że kremy Bambino (produkowane przez Nivea) nie do końca takie są...
Całkiem niedawno triumfy na blogach i kanałach YT święcił ochronny krem Bambino; miał super nawilżać, pomagać w walce z zaskórniakami, być uniwersalnym produktem za niewielką cenę... Po wielu pozytywnych opiniach również postanowiłam go kupić, jednak kompletnie się u mnie nie sprawdził. Zapychał mnie, nawilżenie było bardzo słabe. Pomyślałam wtedy, nie każda z nas ma taki sam rodzaj skóry i może akurat przy mojej się nie sprawdza. Dałam więc szansę jemu koledze z drużyny: kremowi pielęgnacyjnemu.
Krem pielęgnacyjny jest znacznie lżejszy niż ten ochronny. Pachnie bardzo delikatnie: dzidziusiowo :)
Producent zapewnia nas, że dzięki starannie dobranym składnikom nawilżającym i pielęgnacyjnym pozwala utrzymać naturalną równowagę skóry i zapewnia jej długotrwałą ochronę przed wysuszeniem. Ma lekką konsystencję, która sprawia, że krem łatwo się rozprowadza i szybko wchłania.

A ja nie mogę go używać! bo narnormalniej w świecie piecze mnie skóra twarzy :( Miałam kilka podejść do tego kremu, za każdym razem odczuwam lekkie pieczenie. Nie wspomnę już co stało się, kiedy wpadłam na pomysł użycia go jako maseczki: nałożyłam na twarz grubą warstwę. Skóra momentalnie zrobiła się czerwona...Ciężko mi powiedzieć coś o jego właściwościach i o tym jak się sprawuje, gdyż musiałam go odstawić. Używa go tato i siostra.

W składzie na drugim miejscu jest parafina, na trzecim gliceryna. Dziewczyny czy to może być przyczyną podrażnienia? Któraś z Was miała podobnie? A może lubicie kremy Bambino?

wtorek, czerwca 12, 2012

Carmex jasmine green tea

Autor: chodzpomalujmojswiat o wtorek, czerwca 12, 2012 14 komentarze
Przyznam się od razu, że do tej pory nie miałam Carmexu, jest to moja pierwszy balsam w życiu. Posiadam wersję o zapachu zielonej, jaśminowej herbaty:
Produkt znajduję się małej 10ml tubeczce dzięki której łatwo można wydostać potrzebną ilość balsamu.
Jeśli chodzi o zapach, to w tubce pierwsze skrzypce gra mentol, ale kiedy posmarujemy usta wyczuwalny jest delikatny, przyjemny aromat zielonej herbaty.
Bardzo dobrze nawilża usta :) Jest to mój obecny must have, który koniecznie muszę mieć pod ręką. Sprawia, że usta wyglądają zdrowo, są gładkie, nawilżone i delikatnie błyszczące.
Zawiera SPF 15, co zapewnia nam dodatkową ochronę.

Producent zaleca stosować balsam tak często, jak to konieczne. Szczególnie przed i po wystawieniu na działanie słońca,wiatru i niskich temperatur.Oraz użyciu pomadki przed i po pływaniu.


Przyznam się tylko, że na początku  efekt mrowienia i uczucie chłodu, było dla mnie dość dziwne, jednak z czasem przyzwyczaiłam się i doceniłam zwłaszcza w upalne dni :)

PODSUMOWUJĄC:

PLUSY:
-wygodna forma tubki (oczywiście są też inne jak słoiczek czy sztyft)
-proste, solidne, opakowanie
-delikatny zapach zielonej herbaty
-kilka wariantów zapachowych (na pewno truskawka, wiśnia, wersja klasyczna)
-zauważalne nawilżanie ust: są miękkie, gładkie i naturalnie błyszczące
-obecność SPF 15
-nadaje się pod pomadki i kolorowe błyszczyki

MINUSY:
-początkowo nie mogłam przyzwyczaić się do efektu mrowienia i uczucia chłodu, ale po kilku dniach moje usta to polubiły. Więc minus zmienił się w plus.

A Wy lubicie Carmex? Która wersja jest Waszą ulubioną? :)
Zapraszam również na fanpage Carmex na Facebooku : https://www.facebook.com/CarmexPolska

Bardzo dziękuję firmie Carmex i panu Pawłowi za miły kontakt i błyskawiczną wysyłkę produktu. Fakt iż dostałam go do testów, nie miał żadnego wpływu na moją opinię.



niedziela, czerwca 10, 2012

Niedzielne gotowanie z chodzpomalujmojswiat

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, czerwca 10, 2012 5 komentarze
Dziś przygotowałam dla Was post kompletnie niekosmetyczny. Zaproponuję Wam dziś dwa dania, które są bardzo smaczne, nie aż tak skomplikowane do zrobienia (mowa tu o pierogach ) jak się może wydawać. Idealne dla wegetarianek i osób, które nie przepadają za mięsem.

Kotleciki z kalafiora:
Potrzebujemy: kalafior, 3 łyżki mąki, jajko, szczypiorek, przyprawy: sól, pieprz, ostra papryka, bułka tarta.

Kalafior gotujemy w lekko posolonej wodzie. Gdy będzie już miękki widelcem rozgniatamy na papkę. Dodajemy jajko, mąkę, szczypior i przyprawy. Mieszamy, z gotowej masy formujemy kotleciki, obtaczamy w bułce i smażymy na rumiano. Podajemy z ulubioną sałatką, surówką, frytkami czy z czym tam tylko mamy ochotę :)


Pierożki ze szpinakiem:


Potrzebujemy: 250g mąki pszennej, łyżkę masła, jajko,opakowanie mrożonegoszpinaku, 100g chudego twarogu, przyprawy: sól, pieprz, czosnek, 200ml wrzącej wody.

Zagniatamy ciasto z mąki, wody i masła. Rozmrażamy szpinak w garnku, dodajemy do niego rozgnieciony widelcem biały ser, sporo świeżego czosnku i jajko.
Z ciasta szklanką wykrajamy placuszki, na które kładziemy łyżkę farszu. Mocno zlepiamy pierożek, wrzucamy do gotującej się wody na ok 5min. Podajemy z masłem, śmietaną lub jogurtem :)


SMACZNEGO!


piątek, czerwca 08, 2012

NIVEA POWERFRUIT REFRESH

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, czerwca 08, 2012 12 komentarze
Dziś kilka słów o moim ulubionym ostatnio żelu pod prysznic. Jak się możecie domyślić, nie jestem wierna jednemu produktowi, w kwestii żeli i płynów, zawsze kupuję coś nowego.

Tym razem padło na Nivea Powerfruit Refresh- jak dobrze kojarzę, żele te były w ostatniej Biedronkowej gazetce Tajemnice Urody, ale obeszłam wtedy kilka sklepów i w żadnym go nie widziałam....Dlatego kiedy ostatnio byłam w Rossmannie po niewielkie zakupy od razu wpadł do koszyka :)


zdjęcie i opis pochodzi ze strony www.nivea.pl


Połączenie mocy owoców i rozpieszczającej pielęgnacji - o energetyzującym zapachu goji i z witaminą C z żurawiny orzeźwi i doda energii na cały dzień.

Poczuj się jak nowo narodzona po każdym prysznicu.
Formuła oparta na nawilżającej technologii Hydra IQ sprawi że Twoja skóra będzie miękka i elastyczna każdego dnia.



I ja się zgadzam ze słowami producenta: żel świetnie pobudza i dodaje energii. Przy tym jest naprawdę wydajny i wraz z gąbka tworzy mnóstwo piany. Na pewnie nie przesusza.Ma proste, wygodne opakowanie, dzięki, któremu możemy bez problemu sprawdzić ile produktu jeszcze zostało.
Wydaje mi się, ze jest jeszcze jedna, albo dwie wersje zapachowe. Ja skusiłam się na żurawinę, gdyż wszyscy w domu lubią jej zapach.

Co mnie zdziwiło? Na stronie producenta widnieje cena 10,29 za 250ml produktu. Ja kupiłam go w Rossmannie za niewiele ponad 6zł :)

Ja polecam :) bardzo możliwe, że wybiorę też inne wersje tego produktu.

czwartek, czerwca 07, 2012

MIYO mini drops- prezentacja

Autor: chodzpomalujmojswiat o czwartek, czerwca 07, 2012 10 komentarze
Ze względu na fakt, iż mam zdjęcia lakierów, jest to takie dopełnienie do przedwczorajszego posta :)


CANDY GIRL No 46- mój faworyt, ostatni gości na paznokciach non stop 

Mięta z delikatnym złotym shimmerem. No 58 Sweet Mint. Idealnie pasuje do tego różu powyżej (4 paznokcie różowe, jeden miętowy)

I na koniec lakier, który nie ma ani nazwy, ani numeru. Cielisty i bardzo delikatny, mocno rozbielony brązik na paznokciach mojej siostry:

Obiecałam sobie, że lakierów na razie dość, a tu informacja, że przybyło ich we wrocławskim Jaśminie, coś mi się wydaje, że jutro się tam udam :)

środa, czerwca 06, 2012

Nowe współprace

Autor: chodzpomalujmojswiat o środa, czerwca 06, 2012 11 komentarze
Ostatnio nawiązałam dwie nowe współprace: z firmą Synesis (tu grzecznie czekałam na swoją kolej, gdyż mają naprawdę dużo zgłoszeń) i z firmą Carmex. Oto co dostałam (akurat udało mi się pożyczyć aparat, więc wracam ze zdjęciami :))



Puder szlachetny i atłas do makijażu. Jestem bardzo ciekawa tych produktów i od razu przystępuję do testów :)

Carmex o zapachu jaśminowej zielonej herbaty. (z tego co mi wiadomo, to nowość)

Przy okazji zapraszam do odwiedzenia fan page Carmexa na Facebooku: https://www.facebook.com/CarmexPolska

Za jakiś czas spodziewajcie się recenzji tych produktów! Dziękuję firmie Synesis i Carmex za udostępnienie mi ich do testów.

Miłego dnia! Ja zabieram się za swoją nieszczęsną pracę magisterską, mam nadzieję, że dziś pójdzie lepiej niż wczoraj...

wtorek, czerwca 05, 2012

MIYO mini drops.

Autor: chodzpomalujmojswiat o wtorek, czerwca 05, 2012 11 komentarze
Kiedy na jednym z blogów przeczytałam informację , że  w czerwcu MIYO (a dokładnie pierre rene) wypuszcza nowe letnie kolory lakierów, od razu poleciałam do drogerii :)

Powiem szczerze, że spodziewałam się ich większej ilości na stanie, ale widać, że były już przebrane. Marzyła mi się pastelowa mięta albo delikatny pomarańcz. No właśnie... Nic takiego nie znalazłam. Mój wybór padł na lakier no 46- CANDY GIRL (przepraszam, jak wiecie nie mam dostępu do aparatu i dzisiejsza post jest bardziej informacyjny, niż pokazowy, jeśli tylko będę miała sprzęt, na pewno pojawią się zdjęcia ). Z czym Wam się kojarzy nazwa? :) Mi od razu z tym co jest w buteleczce; róż- bardzo klasyczny,coś jak baby pink.

Ale ja nie o kolorze, chciałam wyrazić swoją opinię na temat tych lakierów. W domu mam jeszcze numerek 58 sweet mint (mięta z drobinkami, pojawiła się już na kilku blogach :))i rozbielony brąz (cappucino), który niestety nie ma ani numeru, ani nazwy :(

Lakiery z serii mini drops (choć mini to one nie są-8ml jak standardowe nail it! z tej serii) mają dość niewielkie, dłuższe i cienkie pędzelki. Bardzo fajnie rozprowadzają się na paznokciu, kryją po 2 warstwie ( jednak pewnie zależy to również od koloru). Wysychają naprawdę szybko i trzymają się na paznokciach nawet 4 dni (co u mnie jest nie lada wyczynem! ).

W serii mini drops nie znalazłam odcieni, które powaliły mnie na kolana i musiałabym mieć, dlatego myślę, że już więcej lakierowych maleństw do mojej kolekcji nie dołączy. Bądź co bądź dorównują swoim kolegom z Nail it! Dlatego śmiało polecam :)

Można je dostać za 3,49 (taką cenę znalazłam na jednym z plakatów), we Wrocławiu jednak w drogerii Jaśmin kosztują 3,99. Co i tak nie jest dużym wydatkiem jak na taki fajny produkt :)


niedziela, czerwca 03, 2012

OCEAN FRIENDS musująca pastylka do kąpieli

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, czerwca 03, 2012 5 komentarze
Podczas dzisiejszych spożywczych zakupów w Kauflandzie, w oko wpadła mi musująca pastylka. A że jestem fanką wszelkich umilaczy kąpieli wzięłam od razu :)
Jak już wspomniałam nie mam dostępu do aparatu, a to jedyne zdjęcie pastylek, jakie udało znaleźć mi się w internecie.Pochodzi jak pewnie się domyślicie z gazetki promocyjnej drogerii Natura:
Niestety nie sprawdziłam, czy każde zwierzątko (a raczej morskie stworzenie) to inny zapach pastylki, w moje ręce całkiem przypadkiem wpadła ta z ośmiorniczką.
Za wiele z opakowania się nie dowiemy: producent wspomina tylko, że pastylkę należy wrzucić pod ciepłą wodę. Dodaje też, iż produkt zawiera olejek z pestek winogron i avocado.

Kiedy zerwałam folię, moim oczom ukazała się sporej wielkości (40g), lekko pomarańczowa pastylka. Pachniała dość delikatnie brzoskwiniami.Wrzuciłam pod strumień wody i zaczęło się musowanie :) Od razu z pastylki uwolnił się intensywniejszy zapach. Woda zmieniła kolor na lekko żółtą. Po dwóch może trzech minutach po pastylce śladu nie było. Aaa pachniało w całej w łazience :)
Zapach do tej pory utrzymuje się na ciele, a od kąpieli minęło już dobre dwie godziny. Dodatkowo pastylka delikatnie nawilżyła ciało, zauważyłam lekko nawilżającą powłoczkę na skórze gdy wyszłam z wanny.

Nie spodziewałam się, że pastylka będzie aż tak przyjemnym dodatkiem do kąpieli :) Jeśli znajdę je jeszcze w Kauflandzie, zdecydowanie zakupię więcej sztuk!

Kosztowała 1,19zł, więc uważam, że standardowa cena w Naturze (jak widzicie na zdjęciu) 2,49 jest sporo przesadzona...

Jakie umilacze kąpieli polecacie? :)

sobota, czerwca 02, 2012

Recenzja: Eva herbal garden żel do mycia oczyszczająco-łagodzący

Autor: chodzpomalujmojswiat o sobota, czerwca 02, 2012 8 komentarze
Na samym początku chce Was poinformować, że niestety na trzy tygodnie zostałam pozbawiona aparatu i  będę musiała posiłkować się zdjęciami pochodzącymi z internetu. Myślałam, o tym żeby na cały ten okres zaprzestać dodawanie postów, ale jednak nie widzę w tym sensu :)

Dziś na świeczniku żel do mycia twarzy Pollena Eva, co do którego mam mieszane uczucia...
źródło: oficjalna strona Pollena Eva

OPAKOWANIE: żel zamknięty jest w prostej tubie.

ZAPACH: bardzo delikatny, przyjemny

KONSYSTENCJA: tutaj produkt dostaje ode mnie dość sporego minusa- jak na żel jest strasznie rzadki, lejący. Od razu po otwarciu wieczka wylewa się, dlatego należy być ostrożnym. Najlepiej chyba aplikować go na gąbęczkę.

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Oparty na delikatnych substancjach myjących dokładnie i głęboko oczyszcza skórę, nie naruszając bariery ochronnej naskórka. Alantoina, sok z aloesu oraz substancje czynne zawarte w ekstrakcie z czerwonej koniczyny działają kojąco i łagodząco na skórę. Nie zawiera mydła.
Efekty codziennego stosowania żelu:
-pozwala dłużej utrzymać matowy wygląd skóry
-nadaje skórze elastyczność oraz odpowiednie nawilżenie
-działa witalizująco i tonizująco

MOJA OPINIA O PRODUKCIE: bardzo dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu, przy tym jest delikatny i nie podrażnia skóry. W moim przypadku jednak bardzo wysusza :( Odkąd zaczęłam go używać, na policzkach i w okolicy nosa skóra jest bardzo przesuszona. Obecnie odstawiłam żel na kilka dni, by zobaczyć i przekonać się czy to właśnie on przyczynił się do takiego stanu skóry twarzy.
Na drugim miejscu w składzie, zaraz po wodzie znajduje się SLS...

REASUMUJĄC:

PLUSY:
-delikatny zapach
-dobrze radzi sobie z makijażem
-nie podrażnia skóry ani oczu (mowa tu o zaczerwienieniach, swędzeniu skóry itd )
-zawiera wyciąg z koniczyny, a także alantoinę i aloes
-cena: 8,99 w Rossmannie

MINUSY:
-niestety w moim przypadku wysusza
-konsystencja jest zbyt rzadka, przez co produkt nie jest wydajny


Używałyście tego żelu? Albo innych kosmetyków z tej serii? Jak Wasze wrażenia?


Flickr

 

Chodź pomaluj mój świat Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos