Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essence. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essence. Pokaż wszystkie posty

niedziela, lutego 03, 2013

Essence XXL shine lipgloss- 19 nude candy

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, lutego 03, 2013 10 komentarze
Lubicie wymiany? :) Ja uważam, że to dobry sposób na wypróbowanie nowych produktów i jednoczesne pozbycie się tych, z których w jakiś sposób nie jesteśmy zadowolone. Nie znaczy to jednak, że u kogoś innego się nie sprawdzą.  W jednej z takich wymianek otrzymałam właśnie błyszczyk z Essence. Przedtem miałam już jego bezbarwną wersją i byłam bardzo zadowolona, dlatego postanowiłam przestestować go również w kolorze:

OPAKOWANIE:proste i przeźroczyste. W środku aplikator gąbeczka- dość długi i cienki

ZAPACH: pachnie słodko i  owocowo jak mamba :)

KONSYSTENCJA: błyszczyk nie jest ani zbyt gęsty ani rzadki, także na duży plus

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Cały czas na topie, cały czas przepiękny. Kremowy, delikatny błyszczyk w naturalnym odcieniu  zapewni  ustom  cudownie zadbany a zarazem naturalny wygląd. ekstra błyszczący i nawilżający usta.

MOJA OPINIA: odcień nr 19 nude candy, który posiadam to taki delikatny, mleczny róż. Niestety jego największym i jedynym minusem jest fakt, że przy nakładaniu tworzy straszne smugi (wygląda ok tylko jeśli nałozymy naprawdę niewielką ilość) !Czytałam o nim opinie innych dziewczyn i widzę, że ten kolor musi być jakiś felerny...Muszę spróbować jeszcze nałożyć go na pomadkę, może wtedy da radę... Poza tym uwielbiam jego zapach, produkt absolutnie nie klei się, aplikator jest bardzo wygodny. Drobinki ładnie mienią się, są bardzo delikatne.
 
REASUMUJĄC:
 
(+)aplikator
(+)zapach
(+)nie klei się
(+)14 kolorów do wyboru
 
(-)odcień numer 19 tworzy straszliwe smugi :(
 
Niestety błyszczyk ten ma jeden, ale naprawdę spory minus... Mimo to z chęcią wypróbowałabym inne kolory. Możliwe, że skuszę się na niego w najbliższym czasie.
 
Dostępny w szafie Essence. Kosztuje około 9-10zł.
 

piątek, lutego 01, 2013

Essence I LOVE STAGE eyeshadow base

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, lutego 01, 2013 17 komentarze
Prawda jest taka, że w makijażu bardzo rzadko używam cieni. Mój minimalistyczny make up to głównie podkład, puder, tusz do rzęs i róż. Jeśli już jednak zdarzy mi się poeksperymentować z kolorem na powiekach używam bazy. Niestety mam tendecję do ekpresowego rolowania się cieni...Aby przedłużyć żywot koloru do koszyka kilka miesięcy temu wrzuciłam bazę Essence:
 
 
Uściślając według producenta jest to baza pod cienie plus korektor.
 
OPAKOWANIE: identyczne jak w przypadku korektorów Essence. Wewnątrz kryje się aplikator, którym nakładam bazę na powiekę, a potem delikatnie ją wklepuję
 
KONSYSTENCJA: zupełnie jak korektor
 
ZAPACH: raczej brak. Chociaż ja tam wyczuwam lekką nutę alkoholu
 
ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: w tym przypadku producent za wiele nam nie obiecuje. Informuje po prostu, że jest to baza pod cienie, która przedłuża utrzymywanie się cieni na powiekach
 
MOJA OPINIA: faktycznie różnica pomiędzy nałożeniem cienie saute,a cienia z bazą jest zauważalna. Cienie trzymają się na miejscu kilka godzin. Nie rolują. Należy jednak zawsze nałożyć odpowiednią ilośc produktu. Jest to mój pierwszy tego typu kosmetyk, dlatego trudno porównać mi go do innych dostępnych na rynku. Na swoją kolej czeka też baza z Virtual, nie chce jednak otwierać wszystkiego na raz.
 
REASUMUJĄC:
 
(+) wygodna aplikacja
(+) poprawne działanie
(+)dostępność (szafy Essence: Natura, Hebe)
(+)cena
 
(-)tylko 6msc na zużycie po otwarciu
(-)brak składu na opakowaniu
 
A Wy dziewczyny jakiej bazy używacie? :)

czwartek, stycznia 24, 2013

Essence fix&matte! Translucent loose powder

Autor: chodzpomalujmojswiat o czwartek, stycznia 24, 2013 16 komentarze
Cześć dziewczyny! Dziś mam dla Was krótką recenzję pudru transparentnego z Essence. Moim ulubieńcem w pudrowej kategorii jest nadal My Secret, jednak byłam trzy razy w Naturze i stand był pusty... Poprzedni już dawno mi się skończył, dlatego zdecydowałam się w końcu na ten z Essence.
 
OPAKOWANIE: plastikowe pudełeczko z sitkiem. Sitko nie ma zbyt duzych dziurek, jednak należy uważać, żeby puder się nie wysypał. Zrobiłam błąd odklejając tą foliową "zaślepkę" zaraz po zakupie, gdyż ona może zapobiegła mi wydostowanaiu się produktu.
 
ZAPACH: brak
 
KONSYSTENCJA: biały proszek, który przypomina mąkę
 
 
 
ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Ujednolica i matuje cerę. Zapewnia trwały makijaż, bez efektu świecenia się przez cały dzień. Dopasowuje się do każdego rodzaju cery.
 
MOJA OPINIA O PRODUKCIE: Puder dobrze spełnia swoją funkcję: wykańcza makijaż :) Absolutnie nie odznacza się na twarzy (słyszałam opinie, że lubi bielić, jednak wydaje mi się, że po prostu nie należy przesadzać z jego ilością, a użyć jedynie odrobinę). Jeśli chodzi o efekt matu to pewnie jest to sprawa indywidualna i zależy od rodzaju cery. Ja mam ostatnio b.suchą cerę dlatego powiedziałabym, że nawet działanie matujące jest u mnie niezbyt mile widziane. Na razie jednak nie przesuszył mi twarzy, za co duży plus!
 
REASUMUJĄC:
 
PLUSY PRODUKTU (+):
 
-wykańcza makijaż
 
-jest b.wydajny
 
-nie widać go na twarzy
 
-lekko matuje
 
-nie wysusza
 
MINUSY PRODUKTU (-):
 
-uwaga na opakowanie, gdyż puder lubi się wysypywać

-może zapychać (mnie się to nie zdarzyło, ale tak wynika z Waszych komenatarzy)
 
Możecie dostać go w szafie Essence. W Hebe obecnie kosztuje 13,99zł za 15,5g produktu. Pamiętam jeszcze, że do niedawna można było go dostać za 11,99zł. Niestety troszkę podrożał.
 
Miałyście ten puder Essence? Jakie jest Wasze zdanie na jego temat? :)
 
 

piątek, grudnia 21, 2012

Essence eye makeup remover

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, grudnia 21, 2012 14 komentarze
Cześć dziewczyny! Dziś chciałabym podzielić się z Wami moja opinią na temat preparatu do demakijażu oczu z Essence. Produkt ten dostałam od Darii w ramach wymianki. Powiem szczerze, że nigdy nie spotkałam się  z takim preparatem w drogerii. Może niezbyt uważnie przemierzam wzrokiem szafę Essence :)
OPAKOWANIE: płyn znajduje się dość malutkiej (125ml) buteleczce. Opakowanie jest dość proste.Po odkręceniu zakrętki znajduje się tam niewielki otwór, przez który bez problemu możemy wydobyć potrzebną ilość produktu.

ZAPACH: bardzo delikatny, przyjemny

KONSYSTENCJA: lekko oleista. Na szczęście produkt nie pieni się za bardzo (jak np. Ziaja)

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Pure& sof eye makeup remover- preparat do demakijażu oczu. Delikatna formuła z ekstraktem z rumianku, wyjątkowo delikatnie usuwa niewodoodporny makijaż oczu, jednocześnie łagodzi skórę w okolicach oczu, nie pozostawiając tłustego filmu. Dzięki czemu zaraz po zmyciu makijażu można go nakładać ponownie.

MOJA OPINIA: płyn jest naprawdę delikatny. Dobrze radzi sobie ze zmyciem tuszu. Nie pozostawia tłustej warstwy. Faktycznie zaraz po zmyciu nim okolic oczu można ponownie nałożyć tam makijaż. Nie wiem jak poradziłby sobie z cieniami czy linerem (jeśli chodzi o produkty wodoodporne sam producent stwierdza, że płyn nadaje się tylko do tego niewodoodpornego makijażu), ponieważ do makijażu codziennie używam tylko tuszu. Jak dla mnie naprawdę fajny produkt. Szkoda tylko, że jest dość niewydajny. Nie sądzę jednak, że kosztuje więcej niż 10-12 zł , także za taką cenę stosunek cena:wydajność nie jest aż tak zła. Produkt należy zużyć do 6msc po otwarciu.
 
REASUMUJĄC:
 
PLUSY:
 
-działanie
 
-zapach
 
-brak tłustej warstwy
 
MINUSY:
 
-dość niewielka pojemność
 
-6msc na zużycie od otwarcia
 
 

Dziewczyny może orientujecie się czy znajduje się on w regularnej sprzedaży w szafie Essence? Wydaje mi się, że np. w Super Pharm, gdzie większość stanowi kolorówka go nie dostanę...

środa, listopada 28, 2012

Wymienię, wymienię :)

Autor: chodzpomalujmojswiat o środa, listopada 28, 2012 3 komentarze
Cześć dziewczyny! Za sugestią Dagusi, która znalazła się pod wczorajszym postem, dziś chcę przedstawić Wam kilka produktów, za które chętnie się wymienię. Niektóre z tych kosmetyków niestety się u mnie nie sprawdziły to fakt, ale nie jest to jednoznacznie z tym, że Wam też nie przypadną do gustu. Jeśli będziecie miały ochotę na jakiś produkt piszcie w komentarzach lub na mojego maila: martiinka@gmail.com , na pewno się jakoś dogadamy :) 

PRODUKTY NA WYMIANĘ:

1.Joanna serum wzmacniająco- regenerujące do końcówek: BRAK
Zostało około połowy tubki.

2.Oliwki Ziaja: działanie przez masowanie: witaminowa, antycellulitowa i ujędrniająca:BRAK
Witaminowa: ok 1/2 butelki 500ml (mogę porozlewać je do mniejszych buteleczek np. 100ml- tych podróżnych z Rossmanna)
Ujędrniająca: ponad 2/3 butelki 500ml (tak jak wyżej, mogę porozlewać ją do buteleczek o dowolnej pojemności)
Antycellulitowa: ponad 2/3 butelki 500ml (tak jak wyżej)

3.Krem do rąk Oriflame Nature Secrets: malinka&mięta:BRAK
Została około połowa tubki.

4.Mleczka do ciała Sephora:

a)żurawina i liczi
b)malina i truskawka

W obu przypadkach zużycie maksymalnie 1/3 (choć nie wydaje mi się, że aż tyle- ciężko to jednak ocenić).

5.Delia henna tradycyjna NOWA do brwi i rzęs- czarna. (bez zdjęcia)

6.Essence róż w kremie z limitowanki Blossoms etc... 01 FLOWERKISSED:BRAK
Zużycie niewielkie: użyty dosłownie 4-5 razy.


7.Kredka Essence LongLasting: 01 Black Fever i 06 Seventh Heaven
Obie kredki użyte dosłownie kilka razy.

8.Babydream natural Pflegecreme:BRAK
Połowa tubeczki. Bardzo dobry krem o delikatnym zapachu :) Gdyby nie to, że używam teraz Iwostinu na pewno by znalazł się w wymiance. Ważny do 2014 roku. Nie dostaniecie go już w Rossmannie, gdyż z tego co wiem został wycofany...

9.Bronzer z limitowanki Essence New League:BRAK
Minimalne zużycie.


Koszt wysyłki zależy oczywiście od ilości zadeklarowanych produktów. Jeśli jesteście z Wrocławia, wymiany możemy dokonać face to face :) ZAPRASZAM!! KTO PIERWSZY TEN LEPSZY:)

poniedziałek, listopada 26, 2012

Moje pędzle

Autor: chodzpomalujmojswiat o poniedziałek, listopada 26, 2012 11 komentarze
Cześć dziewczyny! Dzisiejszy poniedziałkowy post poświęcę swoim pędzlom. Zacznę od tego, że jest ich naprawdę niewiele. Dosłownie sześć! Mam pędzel do pudru, różu, podkładu, eyelinera i dwa do cieni. Króluje w nich marka Essence. Jak już wiecie rzadko wykonuję pełny makijaż oka, dlatego  inwestycję w większość ilość pędzli uważam za zbędną.

Zacznę od pędzla, który kupiłam ostatnio i jest nim Essence Blush Brush:
 
źródło: essence.eu

Miękki, delikatny, dobrze nakłada się nim róż. Nie wyłazi z niego włosie. Ja jestem zadowolona. Dla takiego make-up'owego laika jak ja jest idealny. Dostępny w szafach Essence (Natura, Hebe) za 11,99zł.

Kolejnym pędzlem Essence jest Essence smokey eyes brush:
źródło: essence.eu

Wygrany w rozdaniu (dawno, dawno temu :)), świetnie nadaje się do nakładania oraz rozcierania cieni. Również jest mięciutki i mimo częstego czyszczenia nic mu się nie dzieje. Kosztuje ok 8zł.

Trzeci jest Essence Gel Eyeliner Brush:
 

źródło: essence.eu

Ponieważ jeszcze nie potrafię namalować równej i ładnej kreski linerem (a tak bardzo bym chciała!! próbuję, próbuję i nic...) pędzelka nie mogę ocenić jako takiego. (nie umiem się nim posługiwać :(). Kosztował bodajże 7,99zł.

W H&M kupiłam kiedyś eyeshadow brush:
źródło: polyvore.com

Dobrze nakłada się nimi cienie na całą powiekę. Mam już go jakiś czas i nic złego się z nim nie dzieje. Kosztował bagatela 4,90! :)

Dwa ostatnie pędzle pochodzą z e.l.f.a:

Studio powder brush:
 źródło: http://eyeslipsface.co.uk  

Pędzel, który zdecydowałam się zakupić ze względu na sporo pochlebnych recenzji. Faktycznie bardzo dobrze nakłada się nim puder (zarówno transparentny jak i w kamieniu). Jest miękki i bardzo delikatny. Jedyne co mnie w nim denerwuje to fakt, że na początku użytkowania wyłaziły pojedyncze włoski. Podcięłam je delikatnie nożyczkami i teraz wydaje się być ok. Pędzel kupiłam na stronie AlleDrogeria za 18,90.

Foundation Brush

 źródło: http://eyeslipsface.co.uk  

Czasem mam wrażenie, że "pije" podkład. Trzeba się nim odrobinę napracować, jednak efekt końcowy jest naprawdę zadowalający. Kosztował ok. 9zł, kupiłam go również w AlleDrogeria.

Tak przedstawia się mój mały zbiór pędzli. Żaden z nich nie przekracza 20zł. Mogę je z czystym sumieniem polecić. Na pewno sprawdzą się u osób, które tak jak ja nie zajmują się profesjonalnie makijażem i stawiają raczej na prostotę!:)  A jakie są Wasze ulubione pędzle? Ile liczą Wasze pędzlowe zbiory? :)
 

piątek, października 19, 2012

All about cupcake?

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, października 19, 2012 12 komentarze
Cześć dziewczyny! Na bohaterkę dzisiejszego posta polowałam dość długo. Zawsze, gdy byłam w Naturze, to właśnie jej brakowało na standzie. Mowa o szmince Essence nr 53- All about cupcake.
ZA CO JĄ POLUBIŁAM?

- za kolor, delikatny i będzie pasował chyba każdej z nas :)

-za zapach, pachnie owocowo i słodko!

-za bardzo przyjazną cenę (8,99zł)

-za proste opakowanie (chwała Essence za to, że zmienili starą szatę graficzną tych szminek, poprzednie miały srebrne opakowania, z których ścierały się napisy...), tutaj wiemy, że kolor odpowiada opakowaniu :)

-dobrze się nakłada

-ma odpowiednią konsystencję

CZEGO W NIEJ NIE LUBIĘ?

-tego, że podkreśla suche skórki. Kiedy chcę nałożyć szminkę zawsze na noc albo kilka godzin przed traktuje je Carmexem lub innym mazidłem. Inaczej usta nie wyglądają estetycznie.

-czasami lubi wysuszać usta.

Jeśli chodzi o trwałość, to pewnie ok 2-3h, ja niestety mam zdolność do bardzo szybkiego pozbywania się wszystkiego, co gości na moich ustach...

REASUMUJĄC: bardzo ją polubiłam (moja mama też! ciągle mi podbiera:)) i z pewnością skuszę się jeszcze na inny odcień. Marzy mi się in the nude, ale przy każdej wizycie w Naturze oczywiście go nie ma. Dziewczyny! A może polecacie jeszcze jakieś inne kolory ? :)



niedziela, września 30, 2012

Essence Like a Girls' Night Out

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, września 30, 2012 10 komentarze
Cześć dziewczyny! Dzisiejszy post chciałabym poświęcić zapachowi...Tydzień temu specjalnie wybrałam się do Magnolii i znajdującej się w niej Super Pharm by zobaczyć nowe zapachy od Essence. Stand był cały zapełniony, wszystkie zapachy były dostępne, zaskoczona byłam również pełnymi testerami i ślicznymi kartonikami, na które można było zaaplikować wodę.
Wraz z siostrą wąchałyśmy wszystkie możliwe zapachy, po chwili nie bardzo pamiętałyśmy już, który  odpowiadał któremu... :) Mimo to każda z nas wybrała sobie jedną buteleczkę. Produkt ten dostępny jest w dwóch pojemnościach: mini (10ml) oraz standardowej (50ml). Ja skusiłam się na Like a girls' night out:



A moja siostra na Candy shop:
W kilku słowach przedstawię Wam ten pierwszy zapach. Od razu na wstępie muszę dodać, że opisywanie zapachów, to sprawa dość skomplikowana, przynajmniej dla mnie...
Pomogę sobie print screenem pochodzącym ze strony www.essence-fragrances.eu, który dokładnie zilustruje poszczególne składniki wody toaletowej:

Zapach jest owocowo- kwiatowy. Faktycznie może kojarzyć się z typowo wieczorowym, ja jednak używam go i na dzień i na wieczór. Jest dość otulający i słodki, raczej nie na upalne dni, jednak jesienią i zimą myślę, że się sprawdzi.

Co do trwałości, wiadomo cudów nie należy oczekiwać, jednak jeśli spryskamy nim apaszkę potrafi utrzymać się nawet przez kilka dni.

Mała pojemność idealnie sprawdzi się do torebki. Na pewno skuszę się jeszcze na kolejny zapach. Candy shop również strasznie przypadł mi do gustu :) W promocji 10ml kosztowało 10,99, cena standardowa w SP to 13,99zł. A Wy macie już swój zapach od Essence? :)

poniedziałek, września 24, 2012

Essence Nude Glam: 01 hazelnut cream pie

Autor: chodzpomalujmojswiat o poniedziałek, września 24, 2012 17 komentarze
Hej dziewczyny! Dziś chciałabym napisać Wam słów kilka o lakierze Essence z serii Nude Glam. W końcu udało mi się dostać go w nowej wersji. Wraz ze zmianą buteleczki (na ładniejszą, ale i większą) wzrosła też jego cena. Obecnie wszystkie lakiery Essence kosztują 6,99 zł. Ja skorzystałam z okazji na -25% w Super Pharm na lakiery do paznokci i nabyłam go za ok. 5,50.
Wybaczcie mi to zdjęcie, ale eksperymentowałam z tłem. W dodatku strasznie trzęsły mi się dłonie, a buteleczka wygląda na lekko zmrożoną, bo lakier stał w lodówce. Kolor 01 to nudziak z odrobiną perłowego połysku. Powiem szczerze, że tego efektu nie było zbytnio widać w buteleczce. Nie do końca przepadam za tego typu wykończeniem w lakierach, jednak jakoś to przeboleję :)


Bardzo zgrabna i ładna buteleczka mieści w sobie 8ml lakieru. Pędzelkiem maluje się dość przyzwoicie, w moim przypadku nie ma jednak mowy by wystarczyła tylko jedna warstwa. Na niektórych paznokciach musiałam nałożyć aż trzy. 

Wysycha szybko, choć nie wiem czy nie zmieni się to z czasem. W zasadzie im nowszy lakier tym jego schnięcie jest błyskawiczne. Nie smuży. Na moich paznokciach utrzymał się 3 dni, potem zaczął lekko odpryskiwać. Jasne lakiery mają to do siebie, że nawet jak trochę się zetrą to nie jest to aż tak rażące :) Dlatego spokojnie mogłam zostawić go jeszcze na paznokciach.

Ostatnio z dość intensywnych i wyrazistych kolorów przerzuciłam się na te naturalniejsze i bardziej delikatne. Dzięki temu mogę cieszyć się każdym odcieniem lakieru ciut dłużej, niż do tej pory :)

A Wy dziewczyny jakie macie zdanie o nowej odsłonie lakierów Essence?

środa, września 19, 2012

Poniedziałkowe zakupy :)

Autor: chodzpomalujmojswiat o środa, września 19, 2012 24 komentarze
Cześć dziewczyny! Właśnie wróciłam z pracy (jutro i w pt mam wolne z czego się niezmiernie cieszę- będę miała więcej czasu na nadrobienie zaległości:)) i postanowiłam napisać Wam kilka słów o poniedziałkowych zakupach. Do wrocławskiej Magnolii pojechałam z zamiarem zakupu butów, a także uzupełnienia kosmetycznych zapasów. Nie wiem czy macie tak jak ja, ale kiedy sobie coś zaplanuję zawsze nie kupię :) Po prostu albo nic nie przypadnie mi do gustu albo najzwyczajniej tych rzeczy nie ma...

I tak było w przypadku botków jakie chciałam zakupić. Nic ciekawego nie znalazłam. W zamian kupiłam sobie sportowe białe, lakierowane ala trampki, które świetnie spisują się w taką deszczową pogodę jak dziś. Ponieważ w sklepie była promocja: druga para -20% skusiłam się jeszcze na eleganckie, zamszowe balerinki z delikatnym czubkiem.

W C&A zakupiłam sobie tregginsy i t-shirt. Spodnie są już z grubszego materiału i będą idealne na chłodniejsze dni. Jeśli jesteście ciekawe tych rzeczy może za jakiś czas pojawi się tu pierwszy outfit :)

Moją pierwszą pozycję na liście kosmetycznej natomiast były produkty do pielęgnacji włosów Green Pharmacy. Niestety ani w Naturze, ani SP i w Tesco ich nie było :( Stąd moje pytanie do dziewczyn z Wrocławia: gdzie zaopatrujecie się w kosmetyki tej firmy? Z tego co pamiętam w Rossmannie są szampony i odżywki, ale mnie bardziej interesują olejki i serum.

Z Natury i SP nie wyszłam oczywiście z pustymi rękoma:
Szminka Essence nr 53 All about cupcake-jak zobaczyłam, że 2 sztuki znajdują się na standzie od razu powędrowała do koszyka. Niestety jej równie popularnej koleżanki "in the nude" nie było....
Essence mascara multi action- również chwalona na blogach i kanałach mascara, którą w końcu mam okazję wypróbować :)
Essence In the nude: hazelnut cream pie- w SP na wszystkie lakiery do paznokci, jest obecnie promocja (chyba trwa do dziś) na -25%, skusiłam się więc na jednego nudziaka i wyniósł mnie ok. 5,50 zł.
Joanna rzepa serum wzmacniająco-regenerujące- potrzebowałam czegoś co zregeneruje moje dość rozdwojone końcówki. Padło na to serum ze względu na moją sympatię do całej serii Rzepa. Kosztowało trochę ponad 8 zł.

Za jakiś czas możecie spodziewać się oczywiście recenzji produktów :)  Miłego popołudnia!


poniedziałek, sierpnia 27, 2012

Post gościnny

Autor: chodzpomalujmojswiat o poniedziałek, sierpnia 27, 2012 3 komentarze
Mój najnowszy post o błyszczyku Essence Tint It! znajdziecie tu: http://moda-blog.pl/recenzja-essence-tint-it-02-turn-to-lucky/ . Zapraszam serdecznie do lektury :)

niedziela, sierpnia 26, 2012

Essence Miami Roller Girl 02 MIAMI P'INK

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, sierpnia 26, 2012 14 komentarze
Hej! W tą leniwą niedzielę przychodzę do Was z recenzją lakieru do paznokci. Limitowanych produktów z Essence posiadam bardzo niewiele, ostatnio skusiłam się jednak na lakier do paznokci.
Po oględzinach mojej lakierowej puszki (tzn puszki z lakierami do paznokci) stwierdziłam, że co najmniej jedna trzecia nie nadaje się do użytku. W dodatku malinka Catrice (pisałam o tym produkcie może miesiąc temu) tak zgęstniała, że aplikacja była wręcz niemożliwa... Na pocieszenie wybrałam się więc do pobliskiego Rossmanna z zamiarem zakupu kilku lakierów. Limitka Essence Miami Roller Girl stała sobie praktycznie nieruszona.Podobały mi się w zasadzie wszystkie 3 kolory lakierów z MRG, dobrze jednak, że skusiłam się tylko na jeden. Dlaczego? Zaraz się dowiecie...

Buteleczka zawiera 10ml produktu i kosztuje 6,99zł. Kolor to coś pomiędzy koralem a różem. W drogerii przy sztucznym świetle wyglądał jeszcze lepiej i intensywniej. Pędzel jest dość płaski i gruby (ale nie aż tak, jak w starej wersji Catrice!) i powiem szczerze, że całkiem wygodnie się nim maluje. Dobrze się nakłada i nie tworzy większych smug. Schnie naprawdę szybko. W zasadzie do tej pory dostaje ode mnie same plusy. Gorzej z trwałością... Lakier ściera się już w tym samym dniu po pomalowaniu! Na drugi nakładam trzecią warstwę by zatuszować starcia i odprysku i ponosić go chociaż trzy dni. Dodam, że na naklejce znajdującej się na buteleczce jest napisane: TRWAŁY LAKIER DO PAZNOKCI!
Cieszę się, że nie skusiłam się na wszystkie 3 kolory, bo trwałość jest po prostu fatalna.

REASUMUJĄC:

PLUSY (+):
-wygodna aplikacja
-szybko schnie
-odpowiedni pędzelek

MINUSY (-):
-trwałość!!
-mała gama kolorów (trzy)
-edycja limitowana



Odzyskałam dostęp do aparatu, więc posty będą pojawiać się już z normalnymi zdjęciami. Przy okazji post o pielęgnacji stóp uzupełniłam fotką rozświetlającego lotionu do stóp, jeśli jesteście go ciekawe zapraszam:
http://szufladazkosmetykami.blogspot.com/2012/08/pamietajcie-o-stopach.html

A jak według Was dziewczyny broni się limitka Essence Miami Roller Girl? Macie coś z niej w swoich zbiorach? :)


piątek, maja 04, 2012

Make- up no make-up czyli mój codzienniak.

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, maja 04, 2012 12 komentarze
Tak naprawdę do codziennego makijażu używam tylko 5 kosmetyków kolorowych. Na uprzednio oczyszczoną twarz (żel micelarny z Bebeauty), nakładam krem (Babydream )
A potem tylko 5 kroków:

1.Podkład:
Carice photo finish. Zastanawiam się czy jak znów przyjdą upały to nie zamienić go na krem tonujący np z Alterry.

2.Korektor:
Essence stay all day long. Przyzwoicie zakrywa małe niedoskonałości, dobrze się stapia ze skórą.

3.Puder:
 My Secret puder sypki, transparentny. Ojj naprawdę warty zakupu i grzechu :) Idealnie stapia się z podkładem, nie tworzy maski, zupełnie go nie widać. Jednocześnie całkiem ok matuje. Polecam!

4.Tusz do rzęs:

Lorea'l Volume million lashes. Dla moich rzęs wręcz idealny ;)

5.Róż i już! :
źródło: perfumy-vip.pl
Niestety mój jest na wyczerpaniu i nie miałam jak cyknąć zdjęcia. Jest to oczywiście Bourjois Blush.
Nie da się z nim przesadzić, jest mega wydajny, piękne podkreśla kości policzkowe :)


Po tych pięciu krokach jestem gotowa do wyjścia, czasem,  tylko podkreślę usta jakimś błyszczykiem (najchętniej bezbarwnym lub w kolorze jasnego różu). I wychodzę :)
Dla mnie to takie minimum, które zajmuje mi naprawdę maksymalnie 5 minut!

piątek, kwietnia 27, 2012

Ostatnie zakupy .

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, kwietnia 27, 2012 10 komentarze
Nie przypominam sobie, żebym kiedyś wklejała tutaj haul ciuchowy, dlatego dziś po raz pierwszy to czynię. Rzeczy zakupione na przełomie miesiąca. Dodatkowo kilka kosmetycznych produktów, które w większości już miałam i dobrze się u mnie sprawdziły.Z góry przepraszam za moje nieudolne zdjęcia, nie znalazłam jeszcze fajnego, dobrze oświetlonego miejsca w domu :/

Na pierwszy ogień pójdzie sukienka z Reserved

Jest to fuksjowa sukienka, na zdjęciu, ani na wieszaku nie prezentuje się zbyt fajnie. Dodatkowo ma pasek (jak widać zwisa tam sobie na dole :)). Fajnie układa się na ciele. Kosztowała 49,90.

Następnie są spodnie, obisłe rurki o pięknym kolorze (ni to róż ni pomarańcz, aparat trochę to przekłamuje), mimo że za długie (niestety mam krótkie nogi :() marzyły mi się takie od dawna, choć początkowo myślałam o miętowych, to koniec końcem skusiłam się na te. 79,90 w Tally Weil.

I jeszcze granatowy blezer, z ciepłej, grubej (jakby dresowej) bawełny, trochę w męskim stylu. Zapinany na guziki, sięga mi za pupę, fajny do legginsów. Zapłaciłam za niego jedyne 15zł! Dziewczynom z Wrocławia polecam zaglądać do outletu AE woman na Oławskiej, czasem można znaleźć tam naprawdę fajne rzeczy, za niewielką cenę :) (strasznie Was przepraszam za ten sznurek od aparatu!)

Pączuszek do wypełniania koka, strasznie fajna i przydatna rzecz.Łatwo dzięki niemu wyczarować, piękny kok, nawet jeśli natura nie obdarzyła nas grubymi włosami.Kupiony w Glitter za 10zł.

I zakupy kosmetyczne, z nowości czarny liner z Essence ( faktycznie prosto się nim maluje, choć muszę jeszcze popracować nad cienszą kreską...) i kupiony za 2zł zmywacz, który pozytywnie mnie zaskoczył: zmywa bardzo dobrze ciemne lakiery, aż tak mocno nie śmierdzi i nie zawiera acetonu.
Pozostałe rzeczy to ulubiony micel z Ziai, puder sypki transparentny z My Secret i dezodorant do stóp, idealny na pogodę, którą mamy teraz :)(w dezodorancie zmienili zapach, jest teraz bardziej delikatny i mniej mentolowy, niż kiedyś).

To wszystko, jak widzicie zakupy niezbyt duże, nie mam też teraz za bardzo środków i zdecydowanie zeruję wszystko, co tylko mam na łazienkowej półce :)

czwartek, kwietnia 12, 2012

Essence XXXL shine

Autor: chodzpomalujmojswiat o czwartek, kwietnia 12, 2012 9 komentarze
Pogoda nas dziś nie rozpieszcza (przynajmniej we Wrocławiu pada od rana) z racji kiepsko wychodzących zdjęć (jest strasznie ciemno...) nie planowałam dziś już kolejnego posta. Jeśli mi jednak wybaczycie ich jakość , to zaproszę Was na recenzję błyszczyka Essence XXXL shine, który niestety został wycofany...



Ten niepozorny upiększacz ust, kupiła moja mama za zawrotną cenę 3,99.
Jest to numer 01 pure chic i jak widzicie jest bezbarwny.
Ważny 24 miesiące od otwarcia, produktu mamy 5ml.

OPAKOWANIE: proste, przeźroczyste z mocnego plastiku, napisy o dziwo zbyt się nie starły.

INFORMACJE NA OPAKOWANIU: XXXL połyskujący błyszczyk do ust

ZAPACH: słodki, cukierkowy- takie lubię najbardziej :)

APLIKATOR: bardzo wygodny. Dość długa, cienka gąbeczka ( nie jest to aplikator "mikrofon" jak w błyszczykach Stay with me), szczęśliwie też nie pędzelek, których strasznie nie lubię.


DZIAŁANIE: zarówno do stosowania bezpośrednio na usta, jak i na pomadkę czy inny kolorowy błyszczyk, nadaje ustom dość naturalny ale niezwykle miły dla oka błysk, nie przesusza ust. Nie klei się! Za co wielki plus, bo nienawidzę mieć wszystkich włosów przyklejonych do ust. Zjada się jak każdy błyszczyk.
Nałożony na szminkę delikatnie podbija kolor i sprawia, że pięknie połyskuje :)

Żałuję, że Essence wycofało ten produkt, chętnie skusiłabym się na inny błyszczyk z tej serii.

REASUMUJĄC:
W normalnej cenie można było go kupić bodajże za 7,99 i zdecydowanie jest warty swojej ceny. Ogromny plus za to, że się nie lepi !

Miałyście błyszczyk XXXL shine? Jak wrażenia?

wtorek, kwietnia 03, 2012

Essence Ballerina Backstage błyszczyk do ust.

Autor: chodzpomalujmojswiat o wtorek, kwietnia 03, 2012 12 komentarze
Tak właśnie sobie uświadomiłam, że ten błyszczyk, to jedyna rzecz z limitowanek E. jaką posiadam. W dodatku nie kupiłam jej, a dostałam (jeszcze raz dziękuję :)). Zawsze z ogromną ciekawością oglądam posty zapowiadające nowe limitki, mruczę sobie pod nosem, co jest warte uwagi i co mogę kupić, a potem... nie biorę nic... :)


Nie mogę sobie przypomnieć jak dawno limitowanka BB gościła w Naturach, ale myślę, że kilka miesięcy temu. U mnie w Naturze jest teraz Circus, Circus (kiedy to w Super Pharm był dostępny sporo ponad 2 mięsiące temu...) no i jak rozumieć tę politykę?

 BALLERINA BACKSTAGE błyszczyk do ust:

OPAKOWANIE:
Błyszczyk BB znajduje się w przyjemnym dla oka (bardzo lubię koronkę) opakowaniu.

KOLOR:
 Posiadam numer 01 o pięknej nazwie: WEAR YOUR LITTLE TUTU i jest to bardzo delikatny, mleczny róż z malutkimi, lśniącymi w słońcu drobinkami, które absolutnie nie się nachalne.

INFORMACJE NA OPAKOWANIU:
producent napisał, że jest to błyszczyk z nowego typu aplikatorem- pędzelkiem, który pozwala na zniewalająco błyszczące usta

ZAPACH: pachnie bardzo delikatnie, praktycznie niewyczuwalnie

PĘDZELEK: no właśnie... same spójrzcie
Jak powiększycie zdjęcie na pewno będzie lepiej widac: włoski pędzelka żyją swoim życiem i wywijają się na wszystkie możliwe strony, co utrudnia aplikację. Jestem lekko zawiedziona tym pomysłem i zdecydowanie wolę aplikator, jaki znajduje się przy Stay With Me (czyli ten ala mikrofon).
Mam też pytanie do posiadaczek tego błyszczyka: Dziewczyny! Wasze pędzelki też należą do takich nieujarzmionych, czy mi po prostu trafił się taki egzemplarz?

DZIAŁANIE: efekt po nałożeniu błyszczyka, bardzo przypadł mi do gustu: usta są lekko błyszczące, ale nadal dość naturalne. 01 to idealny kolor na codzień.
Trzeba jednak uważać i nie przesadzić z ilością, ponieważ wchodzi w załamania ust i nie wygląda to dobrze.
Aaa i nie polecam na wietrzne dni, wszystkie włosy przyklejają się wtedy do ust... niestety.

REASUMUJĄC:  taka forma aplikatora zupełnie mi nie odpowiada, mimo wszystko bardzo polubiłam efekt jaki błyszczyk daje na ustach, dlatego jestem w stanie to wytrzymać :)


A Wy moje drogie lubicie limitowanki Essence? Która jest lub była Waszą ulubioną? Miałyście ten błyszczyk z BB? jak wrażenia? :)

wtorek, marca 27, 2012

Wtorkowa chwalipięta czyli paczuszka od Krzykli :)

Autor: chodzpomalujmojswiat o wtorek, marca 27, 2012 10 komentarze
Jakiś czas temu na blogu Krzykli pojawiła się zakładka : oddam, a w niej mnóstwo świetnych kosmetyków. Trzeba było tylko zapłacić za wysyłkę i tym oto sposobem otrzymałam:
1.Lakier MNY numer 553 (róż opalizujący na fioletowo, kolor zupełnie przekłamany na zdjęciu)
2.Lakier MNY numer 665 (opalizujący granat)
Miałam już w swoim posiadaniu jeden lakier z tej serii (my VARNISH) i okazał się niezwykle trwałym, pięknym paznokciowym upiększaczem, więc straszliwie cieszę się z tych dwóch buteleczek :)
3.Lakier Catrice numer 440 o cudnej nazwie: I wear My Sunglasses At Night. Przyznam, że nie miałam do tej pory ani jednego lakieru tej firmy, ale bardzo chętnie wypróbuję: jest to czerń z mnóstwem migoczących, wielokolorowych drobinek
4.Błyszczyk Essence z limitowanki Ballerina Backstage numer 01 Wear Your Little Tutu
5. Opaskę również z tej limitowanki (której nie wybrałam, ale dostałam dodatkowo :)) nie ma jej na zdjęciu, ale na pewno kojarzycie: motyw różowej koronki na czarnej tasiemce

Na recenzję lakierów będziecie musiały trochę poczekać, gdyż męczę je teraz odżywką Eveline i zaplanowałam sobie, że do 19 kwietnia nie będę miała nic na paznokciach poza nią.

Jeszcze raz bardzo dziękuję Krzykli za prezenty :)!

Dziewczyny małe info: w Rossmannie jest teraz promocja na szampon Babydream i kosztuje 2,49 zamiast 3,99 ja właśnie dzisiaj kupiłam, bo Alterra zniknęła w zastraszającym tempie: te szampony są jednak bardzo niewydajne....

poniedziałek, lutego 27, 2012

Kiss Kiss Kiss

Autor: chodzpomalujmojswiat o poniedziałek, lutego 27, 2012 9 komentarze
Kiss, kiss, kiss to po prostu nazwa błyszczyka o numerze 07 z Essence, który naprawdę bardzo lubię :)

Swojego czasu byłam w posiadaniu jaśniejszego My favourite milkshake, tamten również przypadł mi do gustu.
Co takiego ma w sobie błyszczyk Stay With Me?

- przede wszystkim żywe, intensywne kolory, które na ustach nic nie tracą i wyglądają dokładnie jak w opakowaniu
-utrzymują się zdecydowanie dłużej niż inne tego typu produkty
-kryciem można porównać je do szminki (jest tak w przypadku odcienia kiss, kiss, kiss)
-są proste w aplikacji (wiadomo przy czerwonym kolorze trzeba być ostrożnym i dokładnym, bez lusterka się nie obejdzie, jednak odkąd mam ten błyszczyk czerwona szminka poszła w odstawkę)
-nie wysuszają ust
-posiadają wygodny aplikator , nigdzie indziej takiego nie spotkałam, coś ala mikrofon :)
-zbytnio się nie kleją (do włosów np)
-mają niską cenę 8,99 za 4ml
-posiadają przyjemne dla oka proste opakowanie


Moje drogie! Czy błyszczyki Stay with me są zupełnie wycofywane? Widziałam na wielu blogach, że również miały na wyprzedaży zabójczą cenę 3,99 .Czy jest to jednoznaczne z tym, że juz ich nie będzie? A może  będzie je można dostać tylko w Naturze, bo tam wyprzedaż Essence nie jest planowana?
Swoją drogą we Wroclawiu w Super Pharm na Oławskiej wszystkie wyprzedawane produkty zniknęły w mgieniu oka. Moja siostra wybrała się  wczoraj o SP i zostały tylko lakiery i pojedyncze sztuki błyszczyków XXL shine.
Wrocławianki, załapałyście się na coś z przecenionych produktów? :)

wtorek, stycznia 24, 2012

Essence stay all day long-lasting concealer

Autor: chodzpomalujmojswiat o wtorek, stycznia 24, 2012 10 komentarze
Kosmetyki Essence po prostu lubię. Są dobre a niedrogie. Kiedy skończyła mi się trójka korektorów z E. (była o nich osobna notka) znów zajrzałam do Natury by je kupić. Korektory owszem były, ale że lubię testować wszystko co nowe, zdecydowałam się na ten Stay All Day.

Zacznijmy od tego, że producent twierdzi iż nadaje się zarówno pod oczy jak i do maskowania niedoskonałości. To trochę dziwne jak dla mnie, bo albo jedno albo drugie.
Ale z racji tego, że nie mam cieni pod oczyma, nakładam go tam tylko czasem- naprawdę rzadko (jak bardzo sie nie wyśpię bądź jestem zmęczona) a tak służy mi jako tajna broń na niedoskonałości ;)

Dostępne są 2 kolory: 10 natural beige i 20 (chyba light beige, ale nie jestem pewna...)
Produktu jest 7ml i ma aplikator gąbeczkę. (nakładam więc go aplikatorem na twarz, a potem wklepuję palcami).

CO MI SIĘ W NIM PODOBA:

-dobrze radzi sobie z moimi niedoskonałościami, kryje je tak, że kilka dobrych godzin nie są zauważalne
-podoba mi się jego konsystencja
-kolor korektora stapia się z cerą
-raz nałożyłam go na całą twarz (zamiast podkładu, którego akurat nie miałam pod reką) i powiem, że poradził sobie naprawdę przyzwoicie

A CO MI SIĘ NIE PODOBA:
-obietnica producenta o tym, że korektor będzie utrzymywał się 16h, to tak jak dezodorant ma chronić przez 24h...
-na opakowaniu jest wzmianka, o tym, że korektor nadaje się pod oczy, ponieważ zawiera drobinki odbijające światło- niczego takiego nie zauważyłam
-efekt pod oczyma po nałożeniu korektora jest znikomy.. jakby go nie było

Reasumując: moje oczekiwania co do tuszowania niedoskonałości spełnia, tak więc nie są to pieniądze wyrzucone w błoto

kosztuje 10,99zł


piątek, stycznia 13, 2012

Niewielkie zakupy z Natury + ulubiony ostatnio manicure

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, stycznia 13, 2012 11 komentarze
Od razu bardzo przepraszam za te paskudne, ciemne a na dodatek niewyraźne zdjęcia, ale pogoda jest dzisiaj straszna: pada deszcz na przemian ze śniegiem jest ciemno i ponuro :(  (właśnie mam za oknem śnieżno-gradową nawałnicę....) Chciałam pokazać Wam mój ulubiony ostatnio manicure, o którym wspominałam we wczorajszej notce:


Tak prezentują się moje paznokcie na 3 dzień (wybaczcie widac już powoli, że lakier odpryskuje). Użyłam lakiery MIYO no 21 VIOLET (strasznie lubię te ich lakiery są niedrogie, bardzo szybko schną, mają świetne kolory i utrzymują się na moich paznokciach 3-4 dni, a to już całkiem sporo...) oraz na palec serdeczny nałożyłam brokatowy glitter Essence i  jest to numer 72 Time for romance. To bordowo-różowo mieniące się mniejsze i większe drobinki. Poniżej zdjęcie obu lakierów.
Ja jeśli maluje sobie paznokcie na codzień, nie przepadam by za efektem brokatu na każdym z nich. Dlatego najczęściej nakładam tylko na jeden panokieć u każdej ręki. Wydaje mi się, że efekt jest wtedy delikatny a zarazem ciekawy. Natomiast jeśli idę na jakąś imprezę czy inne wyjście, wtedy lubię poszaleć :)

Na koniec mam dla Was zdjęcie moich  małych zakupów z Natury: zmywacz do paznokci Sensique (już druga butelka, pisałam o nim jakiś czas temu, błyszczyk Essence, korektor Essence (kiedy go trochę poużywam na pewno dodam recenzję i maska z Ziai regenerująca (chociaż miałam kupić tą anti-stress ale nie było, zajrzę przy najbliższej okazji do Rossmanna i tam na pewno zakupię)
A teraz zabieram się za przeglądanie Waszych blogów a potem zabieram za naukę. Miłego dnia!

Flickr

 

Chodź pomaluj mój świat Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos