środa, października 31, 2012

Zużycia w tym miesiącu...

Autor: chodzpomalujmojswiat o środa, października 31, 2012 9 komentarze
Cześć dziewczyny! Jeśli chodzi o zużycia października, to nie ma za bardzo się czym chwalić...Produktów zużyłam niewiele. W łazience mam akurat sporo kosmetyków, które się kończą, ale je pokażę w listopadowym denku.

1.My Secret, puder transparentny:
Uwielbiam! Mój ulubiony puder. W rozdaniu u Doroty, wygrałam jednak puder w kamieniu z Avon i to nim zastąpiłam na razie ten z My Secret. Nie wiem jednak, czy nie wybiorę się niedługo do Natury po kolejny MS, gdyż ten z Avonu nie przypadł mi jakoś do gustu.

2.Carmex z zieloną, jaśminową herbatą:
Początkowo nie doceniałam, ale potem stał się moim must have do pielęgnacji ust. Jako zamiennik kupiłam Lovely Liquid Lip Balsam, którego wręcz nienawidzę! Tak strasznie wysuszył mi usta...Odradzam!

3.Alterra, krem do mycia twarzy z wyciągiem z dzikiej róży:
Idealny do cery suchej i wrażliwej. Mój ulubieniec, jednak tym razem postanowiłam kupić coś innego. Padło na piankę Synergen, której recenzja pojawiła się kilka dni temu. Sądzę jednak, że po jej zużyciu, wrócę znów do Alterry.

4.Essence Like a Girls' Night Out:


Mała buteleczka nie starczyła na zbyt długo. Zapach przypadł mi jak najbardziej do gustu. Na pewno wypróbuję też inne wersje zapachowe.

5. Wcierka Joanna Rzepa - kuracja wzmacniająca:
Zużyłam już drugą buteleczkę. W zamian skusiłam się na eliksir Green Pharmacy z którego jednak do końca nie jestem zadowolona... Za kilka dni planuję jego recenzję. Po zużyciu eliksiru wracam jednak do Joanny!

W październikowym projekcie denko, jak widzicie znalazło się tylko pięć produktów (nie liczę żelów pod prysznic, gdyż zużywamy je masowo z mamą i siostrą). A jak Wasze zużycia w tym miesiącu? :)


wtorek, października 30, 2012

Ulubieńcy października

Autor: chodzpomalujmojswiat o wtorek, października 30, 2012 13 komentarze
Hej! Bez zbędnego wstępu od razu przechodzę do ulubieńców, którymi są w tym miesiącu:

1.Suchy szampon Isana:
Nie jest może idealny (ciężko go wyczesać, ciemne włosy bardzo bieli, ale na to są również sposoby), ale dzięki niemu w końcu mogę myć włosy co 2 dni.

2.Sól do kąpieli Joanna, truskawkowa:

Ten mały, niepozorny produkt, bardzo uprzyjemnia kąpiele w chłodne, jesienne dni. Na razie z solą tą spotkałam się tylko w drogerii Hebe, więc jeżeli znów tam zawitam, na pewno sprawię sobie pozostałe wersje zapachowe.

3. Dermaglin, Maseczka z zieloną glinką Kambryjską:

Jej recenzję planuję na dniach, idealnie sprawdza się przy mojej cerze- jest wydajna, a przede wszystkim skuteczna. Uwierzycie, że dostałam ją w prezencie od chłopaka? :) On jednak wie, co będzie dla mnie najlepsze :)

4.Naturalna zielona glinka zielona Argile Verte:
Zamówiłam ją przy okazji zakupów w AlleDrogeria. Za kilka dni również pojawi się jej recenzja. Przyznam, że "glinkowe" dbanie o cerę, bardzo przypadło mi do gustu.

5.Woda toaletowa Essence Like a Girls' night out:
Zużyłam już co do ostatniej kropli. Mój ulubiony zapach października :)

6.Pianka do mycia twarzy Synergen:
Bohaterka ostatniej recenzji, nie zawiera mydła i parabenów. Co prawda ma swoim składzie alkohol, ale jak na kosmetyk z tej linii jest bardzo delikatna. Ślicznie pachnie :)

7.Coral lakier do paznokci, klasyczna czerwień (47):

Kupiłam (a raczej zamieniłam w SP za punkty), ponieważ w moim zbiorze brakowało klasycznej czerwieni.

I to już wszyscy moi ulubieńcy tego miesiąca. Stosowałyście któryś z produktów? Jak Wasze wrażenia, pokrywają się z moimi, a może jest zupełnie na odwrót? Miłego dnia! :)

niedziela, października 28, 2012

Synergen -Pianka do mycia twarzy

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, października 28, 2012 19 komentarze
Moje Drogie! Kosmetyki marki Synergen były do tej pory omijane przeze mnie w Rossmannie (nie skusiłam się nawet na sławny puder matujący tej marki), aż do momentu gdy na półce zobaczyłam piankę do mycia. Produktem, którego używałam do tej pory do mycia o oczyszczania twarzy był krem z dzikiej róży z Alterry. Nic się nie zmieniło, nadal go bardzo lubię (mimo że zapach nie zachwyca), tym razem postanowiłam jednak spróbować czegoś innego.

Pianka Synergen zamknięta jest w dość dużym opakowaniu(175ml) z pompką. Według mnie cała szata graficzna i ogólny, zewnętrzny wygląd produktu jest dość kiczowaty i niezbyt przyjemny dla oka, jednak nie o to w tym chodzi :)

Cały zabieg oczyszczania powinien umilić nam fakt, iż pianka bardzo przyjemnie i słodko pachnie malinami (nie jest to zapach naturalny, raczej chemiczny, ale uważam, że wypada całkiem, całkiem).

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Pianka oczyszcza skórę delikatnie i gruntownie z wszelkich zanieczyszczeń. Receptura nie zawiera mydła, zachowuje naturalne nawilżenie skóry. Aksamitnie miękka pianka, jest bardzo delikatna, pozostawia przyjemne uczucie. Owocowy zapach maliny i pasji. Testowana dermatologicznie, zawiera pantenol. Nie zawiera parabenów. 
Mnie zdecydowanie przyciągnęło do zakupu to, że pianka nie zawiera parabenów i mydła. Trochę obawiałam się, że może przesuszyć mi skórę. Jednak nic takiego nie występuje. Produkt jest naprawdę delikatny i skuteczny. Nie podrażnia, ale oczyszcza. Wystarczy naprawdę niewielka ilość, by umyć twarz. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym produktem, mimo że cała seria Synergen jest raczej przeznaczona dla nastolatków. Polecam wypróbować!

Dostępna w Rossmannie za 9,99zł 

sobota, października 27, 2012

Rival de Loop, Hydro, Feuchtigkeitsmaske- maska nawilżająca z algami

Autor: chodzpomalujmojswiat o sobota, października 27, 2012 10 komentarze
Cześć dziewczyny! Za oknem pada śnieg z deszczem, a temperatura nie zachęca do wyjścia na dwór..Na szczęście to podobno pierwszy i na razie ostatni taki "zimowy" dzień. Dziś chcę podzielić się z Wami opinią na temat maseczki Rival de Loop. Obecnie w Rossmannie jest na nie promocja i taka podwójna saszetka jest do kupienia za 1,29. Mój wybór padł na wersję nawilżającą z algami. Jakiś czas temu recenzowałam również maskę peel off z tej firmy: klik! .
Dlaczego skusiłam się na ten produkt? Bo moja skóra twarzy traktowana jest codziennie specyfikiem przeciw trądzikowi, który dość znacznie wysusza... Poza tym od kilku dni staram się regularnie nakładać zieloną glinkę, która świetnie łagodzi i oczyszcza cerę, ale jednocześnie ma jednak właściwości wysuszające...

Moje doświadczenie z tą maską jest sprawą dość dziwną i nie wiem jak to wytłumaczyć... Mianowicie gdy nałożyłam ją za pierwszym razem grubą warstwą po ok 15min. większość produktu wchłonęła się, a skóra była faktycznie nawilżona, gładka i miękka. Kiedy sięgnęłam po nią wczoraj, po kilku minutach zaczęła piec mnie skóra. Od razu zmyłam, bo nie chciałam już rezygnować. Twarz była i tak lekko zaczerwieniona i podrażona. 

Z tego powodu na pewno więcej jej nie kupię! Nie rozumiem tylko tego fenomenu, niepodrażnienia za pierwszym razem. Jak to wytłumaczyć? No nie wiem...Może Wy macie jakieś rozsądne uzasadnienie? :)





piątek, października 26, 2012

JAK POZBYĆ SIĘ WĄGRÓW?

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, października 26, 2012 10 komentarze
Cześć! Witam Was po kilkudniowej przerwie. Problem z komputerem i trochę spraw skutecznie powstrzymały mnie od dodawania nowych postów. Od dziś mam nadzieję, wszystko wróci do normy.
Dziś chciałam napisać kilka słów o wągrach...Są one niestety zmorą wielu z nas. Jak domowymi sposobami chociaż w niewielkim stopniu je zlikwidować? Zapraszam do lektury!

źródło: grafika google

Do niedawna popularnym i znanym sposobem było oczyszczanie manualne twarzy u kosmetyczki. Obecnie odchodzi się powoli od tej metody, gdyż jest ona dość inwazyjna i może prowadzić do powstawania nowych zaskórników, poza tym zdarza się, że mocno podrażnia, zwłaszcza skórę wrażliwą. Lepszym sposobem jest tzw. peeling kawitacyjny, który oczywiście należ wykonać u specjalisty. 

Jeśli mowa o domowych sposobach warto przygotować sobie maskę, na którą składa się tyle samo wody mineralnej co sody oczyszczonej. Papkę nakładamy na strefę te na kilka minut, po czym spłukujemy. Soda ma działanie antybakteryjne, pochłania sebum. Dobrze sprawdzą się również różnego rodzaju maski z zieloną glinką oraz oczyszczające.

Na noc problematyczne fragmenty twarzy możemy posmarować świeżo wyciśniętym sokiem z cytryny. Owoc ten absorbuje łój oraz rozjaśnia.

Peeling enzymatyczny- można zrobić go samemu miksując papaję z odrobiną mąki ziemniaczanej bądź zmieszanie kapsułek z ananasem (do zakupu w aptece) z jogurtem naturalnym. Peelingi te są jednak dość drogie i nie tak łatwe w przygotowaniu, dlatego dobrze zaopatrzyć się w tego typu produkt w drogerii. Peeling najlepiej stosować 2-3 razy w tygodniu. 

Ziołowe parówki- 2 łyżki suszonego rumianku i rozmarynu należy wrzucić do wrzącej wody. Następnie przykryć twarz ręcznikiem i trzymać twarz nad miską około 10 minut. Następnie dobrze jest przemyć twarz ciepłą, a potem zimną wodą. Parówkę najlepiej stosować 2 razy w tygodniu.

Odpowiednia pielęgnacja- Zdecydowanie warto postawić na delikatne, oczyszczające, ale nie wysuszające produkty. Idealnym kosmetykiem jest hydrolat oczarowy. 

A Wy dziewczyny jak walczycie z wągrami? Polecana często maseczka z żelatyny i mleka niestety na mnie nie działą :( Ja obecnie regularnie wspomagam się naturalną maską z zieloną glinką!


poniedziałek, października 22, 2012

SELSUN blue- mój wybawca!

Autor: chodzpomalujmojswiat o poniedziałek, października 22, 2012 6 komentarze
Od dawna borykałam się z wrażliwą skórą głowy. Większość produktów do włosów powodowała u mnie straszne swędzenie i łupież. Odstawiłam więc wszelkie szampony i odżywki które napakowane były SLS, barwnikami i innymi nienaturalnymi składnikami. Co jakiś czas stosowałam również Nizoral. Pomagał... jednak nie na długo. Problem co jakiś czas powracał. Wtedy moja mama zakupiła, polecony jej prze koleżankę szampon Selsun Blue.
źródło: magazyndrogeria.pl

 SKUTECZNOŚĆ POTWIERDZONA BADANIAMI
Szampon przeciwłupieżowy selsun blue® zawdzięcza swoje działanie disiarczkowi selenu. Jest to substancja, która działa silnie przeciwgrzybiczo, hamuje nadmierne złuszczanie naskórka i świąd. Co ciekawe, doskonale działa u osób, które „uodporniły się” na popularne szampony przeciwłupieżowe.
Skuteczność szamponu przeciwłupieżowego selsun blue® została potwierdzona wieloma badaniami naukowymi. Ich wyniki wykazują między innymi, że szampon zawierający 1 % roztworu disiarczku selenu powoduje szybsze ustępowanie objawów łupieżu niż szampony zawierające 2% ketokonazolu.
Źródło: „Cosmetic dermatology” tom 9 nr 12; Grudzień 1996

Jest do dostania w aptece i do wyboru mamy dwie wersje: do włosów normalnych i do włosów tłustych. Ja mam tę drugą wersję. 

Niebieski kolor szamponu może trochę przerażać,moja siostra- posiadaczka ciemnych blond włosów była pewna, że jej zafarbują...Jednak nic takiego nie miało miejsca. Producent zaleca stosowanie go początkowo dwa razy na tydzień, a potem już profilaktycznie raz na dwa tygodnie.

I wiecie co? Po kilkukrotnym użyciu, śmiało mogę powiedzieć, że poradził sobie z moją wrażliwą skórą głowy! :) Ukoił ją - nie odczuwam już swędzenia, podrażnienia nie występują. Sprawił również, że moje włosy widocznie mniej się przetłuszczają- myję je co 2 dni.

Do dostania w aptece za około 35 zł/200ml (duże opakowanie) i chyba około 25zł (mniejsze opakowanie). W sieci wyczytałam również, że jest dostępny w saszetkach. Jeżeli któraś z Was, jak ja ma problem ze skórą głowy, mogę śmiało polecić ten leczniczy szampon!


niedziela, października 21, 2012

Flos- lek żel ze świetlikiem i herbatą do powiek i pod oczy

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, października 21, 2012 10 komentarze
Cześć dziewczyny! Jak spędziłyście weekend? Mój minął pod znakiem pizzy, meczu piłki ręcznej i filmu z Justinem Timberlakiem :) Dziś chciałabym napisać kilka słów o pewnym kosmetyku... Przyznam się szczerze, że lat mam już sporo (prawie 25:D), a jest to mój pierwszy w życiu produkt do pielęgnacji okolic oczu...Wcześniej kremów do powiek i pod oczy unikałam jak ognia. Wiem jednak, że skóra pod oczyma jest bardzo delikatna i wręcz koniecznością jest jej odpowiednia pielęgnacja.
Będąc w drogerii Hebe moją uwagę przykuły żele Flos-lek do powiek i pod oczy. Było wiele rodzajów. Mnie skusiła ta ze świetlikiem oraz z herbatą.

OPAKOWANIE: wygodny, malutki, plastikowy słoiczek (dziewczyny powiedzcie mi, czy stara wersja opakowania to tubka, czy żel jest dostępny obecnie i w słoiczku i w tubce? )

ZAPACH: jest bezzapachowy i bezbarwny

KONSYSTENCJA: żelowa, szybko się wchłania

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Usuwa objawy zmęczenia, łzawienia, podrażnienia i pieczenie okolic oczu, spowodowane warunkami atmosferycznymi, przebywaniem w suchych pomieszczeniach, niewyspaniem. Zastosowany w recepturze wyciąg ze świetlika wykazuje własności przeciwzapalne oraz kojące a ekstrakt z zielonej herbaty przeciwświądowe. Okolice oczu bez symptomów zmęczenia, świądu, pieczenia.


MOJA OPINIA: Przede wszystkim genialnie działa po niezbyt przespanej nocy. Żel warto włożyć na kilka godzin do lodówki. Usuwa zmęczenie, koi i delikatnie nawilża. Spotkałam się z komentarzami, iż podrażnia. U mnie absolutnie nic takiego nie miało miejsca. Produkt stosuję zarówno pod oczy, jak i same powieki. Fajnie również współgra z makijażem, dlatego spokojnie można używać go rano i wieczorem. Dla mnie jest to naprawdę fajny i przydatny produkt. Do dostania w drogeriach Hebe, za około 5,50 zł :) 

Lubicie żele Flos-leku? Macie wśród nich faworyta? :)




piątek, października 19, 2012

All about cupcake?

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, października 19, 2012 12 komentarze
Cześć dziewczyny! Na bohaterkę dzisiejszego posta polowałam dość długo. Zawsze, gdy byłam w Naturze, to właśnie jej brakowało na standzie. Mowa o szmince Essence nr 53- All about cupcake.
ZA CO JĄ POLUBIŁAM?

- za kolor, delikatny i będzie pasował chyba każdej z nas :)

-za zapach, pachnie owocowo i słodko!

-za bardzo przyjazną cenę (8,99zł)

-za proste opakowanie (chwała Essence za to, że zmienili starą szatę graficzną tych szminek, poprzednie miały srebrne opakowania, z których ścierały się napisy...), tutaj wiemy, że kolor odpowiada opakowaniu :)

-dobrze się nakłada

-ma odpowiednią konsystencję

CZEGO W NIEJ NIE LUBIĘ?

-tego, że podkreśla suche skórki. Kiedy chcę nałożyć szminkę zawsze na noc albo kilka godzin przed traktuje je Carmexem lub innym mazidłem. Inaczej usta nie wyglądają estetycznie.

-czasami lubi wysuszać usta.

Jeśli chodzi o trwałość, to pewnie ok 2-3h, ja niestety mam zdolność do bardzo szybkiego pozbywania się wszystkiego, co gości na moich ustach...

REASUMUJĄC: bardzo ją polubiłam (moja mama też! ciągle mi podbiera:)) i z pewnością skuszę się jeszcze na inny odcień. Marzy mi się in the nude, ale przy każdej wizycie w Naturze oczywiście go nie ma. Dziewczyny! A może polecacie jeszcze jakieś inne kolory ? :)



środa, października 17, 2012

TAG: moje blogowe sekrety

Autor: chodzpomalujmojswiat o środa, października 17, 2012 5 komentarze
Cześć! Dziś przychodzę do Was z kolejnym TAG-iem. Strasznie mi się spodobał, dlatego poczułam się nominowana u Juicy Beauty Star, gdyż do zabawy zaprosiła wszystkie z nas.

1. Ile czasu blogujesz i jak często publikujesz posty?

Zaczęłam prowadzić bloga w lipcu 2011 roku. Początkowo posty dodawałam raz na jakiś czas. Dopiero mniej więcej po dwóch miesiącach moje blogowanie zaczęło się na dobre.


2. Ile razy dziennie zaglądasz na bloga i czy robisz to w pierwszej kolejności?

Zależy od tego ile zajęć mam w ciągu dnia. Najpierw zawsze sprawdzam pocztę :)

3. Czy Twoja rodzina i znajomi wiedzą o tym, że prowadzisz bloga?

W zasadzie wie chłopak, siostra i kilka koleżanek, którym udało znaleźć się mojego bloga w tej wielkiej blogosferze! :)

4.Posty jakiego typu interesują Cię najbardziej u innych blogerek?

Najbardziej lubię posty zakupowe,dzięki którym mogę dowiedzieć się o ciekawy promocjach i bez wyrzutów ruszyć na zakupy :)

5.Czy zazdrościsz czasem blogerkom?

Pewnie!  Ale w granicach rozsądku- marzę o tym by nauczyć się malować!

6. Czy zdarzyło kupić Ci się jakiś kosmetyk tylko po to, by móc go zrecenzować na swoim blogu?

Nie. Kosmetyki kupuję dla siebie, a przy okazji recenzuję je dla Was.

7.Czy pod wpływem blogów urodowych kupujesz więcej kosmetyków, a co za tym idzie, wydajesz więcej pieniędzy?

Na pewno. Dziewczyny kusicie! :)

8.Co blogowanie zmieniło w Twoim życiu?

Moja wiedza o kosmetykach znacznie się poszerzyła. Często o poradę kosmetyczną pytają mnie koleżanki, które wiedzą o moim blogu. To bardzo miłe uczucie :)

9.Skąd czerpiesz pomysły na nowe posty?

Najczęściej z głowy :)

10. Co najbardziej denerwuje Cię w blogach innych dziewczyn?

Jeśli są mało czytelne. Nie lubię też bardzo jeśli ktoś komentuje mi post pytaniem, na które odpowiedź zawarta jest w notce... Komentarz dla samego komentarza  nie ma sensu!

To wszystko! Jak podoba Wam się ten TAG? Jeśli jeszcze nie miałyście okazji odpowiedzieć na pytania, zapraszam każdą z Was! Miłego dnia dziewczyny :)



wtorek, października 16, 2012

Podkład vs. Pędzel

Autor: chodzpomalujmojswiat o wtorek, października 16, 2012 11 komentarze
Hej dziewczyny! Dzisiejsza pogoda nie nastraja zbyt pozytywnie, mimo to chcę dziś podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami  na temat sposobów nakładania podkładu. Zapraszam Was na mini starcie PĘDZEL VS. DŁONIE

PLUSY NAKŁADANIA PODKŁADU PALCAMI:
-dzięki cieple wytwarzanemu przez dłonie podkład dobrze stapia się z cerą
-jest to dość szybki sposób nakładania produktu (choć może ciut niedokładny)

MINUSY NAKŁADANIA PODKŁADU PALCAMI:
-nie jest to zdecydowanie higieniczne
-podkład lubi brudzić wszystko wokół
 

Jakiś czas temu postanowiłam zakupić sobie pędzel do podkładu. Padło na e.l.f.(a) Foundation Brush:
PLUSY NAKŁADANIA PODKŁADU PĘDZLEM:
-higieniczny sposób
-idealne rozprowadzenie podkładu 

MINUSY NAKŁADANIA PODKŁADU PĘDZLEM:
-czynności należy poświęcić trochę czasu, aby na twarzy nie było smug od podkładu
-mam wrażenie, że pędzel "zjada" mi strasznie podkład. Zużywam go znacznie więcej, niż w przypadku aplikacji palcami

Chyba mimo wszystko wolę pierwszy sposób :) Jest szybszy i bardziej ekonomiczny. Pędzel na pewno sprawdziłby się idealnie, gdybym malowała kogoś, nie siebie!

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? W jaki sposób nakładacie podkład?

niedziela, października 14, 2012

Pantene gęste i mocne: szampon do włosów normalnych

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, października 14, 2012 5 komentarze
Cześć dziewczyny! Jak Wam mija weekend? Mój spędziłam na świętowaniu urodzin  mojego chłopaka :) Dziś chcę napisać kilka słów o szamponie, który okazał się miłym zaskoczeniem. Od razu wspomnę, że używam go tylko raz w tygodniu, gdyż w resztę dni włosy myję produktem Babydream.
Wybaczcie, że posłużę się zdjęciem z sieci, jednak butelka jest lekko sfatygowana i nie wyglądałoby to dobrze.
OPAKOWANIE: szampony Pantene przeszły zmiany nie tylko w składzie, ale również w wyglądzie. Ja mam wersję 400ml. Butelka prosta, dobrze leży w dłoni.

ZAPACH: charakterystyczny. Mnie kojarzy się z produktami stosowanymi w salonach fryzjerskich. Inne skojarzenie to zielone jabłuszko. Ogólnie na plus i przypadł mi do gustu :)

KONSYSTENCJA: typowa dla szamponów

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Nasza odżywcza kolekcja zawiera cząsteczki mikro-powiększające, które sprawiają, że włosy stają się pełne objętości, mocniejsze i pełne energii . Chroni włosy przed uszkodzeniami spowodowanymi stylizacją.

MOJA OPINIA: Przede wszystkim bardzo dobrze oczyszcza!Nie powoduje podrażnień, ani łupieżu. U mnie przedłuża również lekko świeżość włosów. Zwiększonej objętości ani efektu mocniejszych włosów nie zauważyłam i pewnie nie zauważę... Marzy mi się choć minimalnie większa objętość.Za pomocą szamponu jednak chyba tego nie uzyskam :( 

Reasumując to bardzo przyzwoity produkt. Nie jestem jednak do końca fanką SLS, stąd moja decyzja o używaniu go tylko raz w tygodniu.


piątek, października 12, 2012

Perfecta Beauty mask: maseczka odżywcza słodkie migdały i miód

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, października 12, 2012 11 komentarze
Cześć dziewczyny! Dziś chciałabym w kilku słowach napisać o godnej polecenia maseczce z Perfecty. Tak szczerze mówiąc, to byłam pewna, ze dawno, dawno temu pojawiła się już jej recenzja. Sprawdziłam więc dokładnie archiwum, jednak musiało mi się coś pomylić :) Maskę tą od czasu do czasu kupuję sama, ostatnio saszetkę znalazłam w wygranej paczuszce z rozdania u Doroty :)
 Mowa rzecz jasna o masce w prawym górnym rogu. źródło: strona producenta.

KILKA SŁÓW OD PRODUCENTA:

Odżywcza maseczka do szybkiej poprawy kondycji szarej cery. Polecana do codziennej pielęgnacji skóry, szczególnie zmęczonej - bez ograniczenia wieku. Kremowa konsystencja maseczki zawiera ekstrakt miodu z dzikich kwiatów bogaty w minerały i witaminy C,B1,B2, który wygładza, poprawia mikrokrążenie i napięcie skóry oraz nadaje cerze ładny koloryt. dodatkowo kompleks witamin A, E, F, B6 i B5 oraz zestaw 21 naturalnych aminokwasów eneretyzuje i nawilża komórki skóry oraz przeciwdziała procesowi ich starzenia. oleje z "dzikiego szafranu" i słodkich migdałów zmiękczają i uelastyczniają pozostawiając skórę aksamitnie gładką.

OPAKOWANIE: saszetka. Bardzo żałuję, że Perfecta ma swoje maseczki dostępne tylko w postaci saszetek. Osobiście uważam, że powinny zastanowić się nad wprowadzeniem tego produktu w większych pojemnościach (takich jak np. ich peelingi enzymatyczne)
ZAPACH: bardzo przyjemny, kremowy

KONSYSTENCJA: absolutnie nie spływa. W sam raz!

Jedna 10ml saszetka starcza mi na 2-3 razy. Lubię nakładać tą maskę wieczorem, niezbyt grubą warstwą, tak by po kilkunastu minutach się wchłonęła. Twarz jest nawilżona i gładka. Czasem nakładam ją również tylko na miejsca przesuszone (fragmenty policzka, okolice ust). Dobrze radzi sobie z tego typu niechcianymi skórkami. Wiadomo, że tego typu produkty najlepiej jest stosować co najmniej 2-3 razy w tygodniu, by efekt był widoczny i niejednorazowy.

Ja chętnie wracam do maseczek Perfecty i jest to chyba moja ulubiona maseczkowa firma :) Z dotychczasowo przetestowanych nie polubiłam się tylko z produktem S.O.S, resztę z czystym sumieniem polecam :)

czwartek, października 11, 2012

Moja walka z wypadającymi włosami, miesiąc trzeci.

Autor: chodzpomalujmojswiat o czwartek, października 11, 2012 16 komentarze
Cześć dziewczyny! To już trzeci post z tej serii, mam nadzieję, że pamiętacie poprzednie dwa, jeśli nie to zapraszam do archiwum. W tym miesiącu delikatnie zmieniłam trochę plan pielęgnacji moich włosów (mam tu na myśli kosmetyki) oraz poczyniłam dodatkowy krok.

SUPLEMENTY:


Megakrzem-  zostało mi jeszcze około 30 tabletek.



Herbatka z pokrzywy -  wcale nie jest aż tak zła w smaku :) Wydaje mi się, że to ona jest przyczyną poprawy stanu włosów. Piję codziennie rano jeden kubek tej herbaty. 

SZAMPONY, ODŻYWKI:

Babydream szampon dla dzieci- mój zdecydowany numer jeden. Produkt, który nie podrażnia mi skóry głowy. Nie jest jakiś bardzo wydajny, jednak cena (od 2,50 do 4zł) to rekompensuje.

Pantene szampon do włosów normalnych - myję nim włosy raz w tygodniu,by je porządnie oczyścić. 

Joanna rzepa, serum wzmacniająco-regenerujące - ostatnio pojawiła się recenzja tego produktu. Nie jestem nim zachwycona, ale zużyć pewnie zużyję...


WCIERKI I INNE PRODUKTY:

Joanna, kuracja wzmacniająca - w tym miesiącu zużyłam kolejną buteleczkę. Stosowałam najczęściej co drugi dzień. 


Green Pharmacy, eliksir ziołowy do włosów, wzmacniający przeciw wypadaniu- nowy produkt, używam go dopiero niecały tydzień. Na plus mogę już zaliczyć piękny zapach, skład (alkohol dopiero jest na samym końcu), wydaje mi się, że eliksir ten jest delikatniejszy, niż mocno pachnąca alkoholem wcierka z Joanny. Aplikator w sprayu nie jest do końca wygodnym rozwiązaniem, gdyż aplikacja na skórę głowy jest utrudniona. Za jakiś czas oczywiście pojawi się pełna recenzja tego produktu.

KORZYSTANIE Z SUSZARKI I PROSTOWNICY:

3 miesiąc bez prostownicy... Widać, jednak można :) Jeśli chodzi o suszarkę, raz na jakiś czas zdarzy mi się szybko dosuszyć włosy, gdy muszę wyjść,a na dworze jest zimno...

Moje wrażenia po trzech miesiącach po zmianie nawyków:

Jest coraz lepiej! Przy myciu włosów wypada już mniej. Może nie jest idealne, ale powoli wszystko się normalizuje. Zastanawiam się jeszcze nad podcięciem włosów, co pewnie również by się im przydało. Za miesiąc zapraszam na kolejny post! 

A jak Wy radzicie sobie z wypadaniem włosów? Macie może dla mnie jakieś rady, co mogłabym jeszcze wprowadzić do pielęgnacji?


środa, października 10, 2012

ISANA suchy szampon

Autor: chodzpomalujmojswiat o środa, października 10, 2012 15 komentarze
Hej dziewczyny! Dziś chcę napisać Wam kilka słów o suchym szamponie od Isany. Rzadko kupuję tego typu produkty, tym razem jednak próbuję się do nich przekonać. Dlaczego? Moje włosy dość szybko się przetłuszczają i myłam je codziennie. Chciałabym jednak przedłużyć ich świeżość i myć co dwa dni. Szampon Isana jest obecnie w promocji w Rossmannie za około 6zł (normalnie kosztuje ponad 10...) dlatego musiałam go kupić :)
Przed jego zakupem czytałam kilka opinii i dziewczyny często zaznaczały, że na ciemnych włosach szampon ten tworzy siwą powłokę, którą bardzo ciężko jest wyczesać. A ja właśnie taki kolor włosów posiadam. Produkt zaaplikowałam według zaleceń producenta, odczekałam chwilę a potem dokładnie wyczesałam grzebień z niezbyt gęsto rozstawionymi zębami. Właściwie cały biały puder się wyczesał (mój odcień włosów był może minimalnie jaśniejszy, ale nie było to widoczne). Innym dobrym sposobem jest usunięcie resztek szamponu z włosów za pomocą strumienia powietrza z suszarki, również fajnie się sprawdza :)

Przechodząc do działania szampon Isany faktycznie trochę przedłuża świeżość. Jeśli na drugi dzień po myciu popryskam sobie nim włosy to do późnego popołudnia wyglądają całkiem przyzwoicie. Taki produkt jest również świetny na wyjazdy, kiedy nie wiemy czy będzie okazja by umyć włosy, a jakoś przetrwać trzeba. 
Ogólnie polecam może nie do codziennego użytku, ale raz na jakiś czas. Warto więc go mieć w swojej łazience :)

Stosujecie tego typu szampony? A może znacie inne sposoby, by włosy tak szybko się nie przetłuszczały?


poniedziałek, października 08, 2012

Lioele Vita Shake kiwi i papaya

Autor: chodzpomalujmojswiat o poniedziałek, października 08, 2012 11 komentarze
Hej! Te malutkie, owocowe pianki zamówiłam przy okazji zakupów w AlleDrogeria. Poszły na pierwszy ogień i zużyłam obie. Niestety nie zrobiłam im zdjęć pojedynczo, dlatego będę posiłkować się fotkami ze strony Lioele, a także amazon.uk. 
W oryginalnym opakowaniu pianki sprzedawane są w taki właśnie oryginalnych shakerach, ja kupiłam tylko 2 pojedyncze piramidki, każda kosztowała 2 zł.

Wszystkie znajdują się w 5 ml piramidkach wykonanych z dość twardego kartonu. Poszczególne owoce różnią się pomiędzy sobą działaniem i właściwościami.

KIWI: Ekstrakt z kiwi delikatnie usuwa martwy naskórek, witamina K rozjaśnia cerę, która zyskuje świeży i młody wygląd.

 PAPAYA: Papaja bogata w antyoksydanty zawiera również witaminy K i E, które uelastyczniają skórę i ujednolicają koloryt, cera jest wygładzona.

Wystarczy rozerwać opakowanie, nałożyć piankę na twarz, a następnie po 15-20 minutach spłukać wodą.

Konsystencja tych maseczek jest niesamowita, naprawdę ma się wrażenie, że na twarz nakłada się mus albo owocową piankę. Dodatkowo produkt ma naprawdę naturalny, piękny zapach owoca , absolutnie nie wydaje się być chemiczny. W musie z kiwi znajdują się ciemne drobinki (podobne do tych, jakie ma prawdziwy owoc), które delikatnie peelingują i złuszczają martwy naskórek. 
Pianki Vita Shake delikatnie nawilżają. Absolutnie nic mnie nie podrażniło. Cera po takim jednorazowym zabiegu jest gładsza i delikatniejsza. Więcej  o działaniu jest mi trudno powiedzieć, gdyż trzeba byłoby stosować je przez dłuższy czas. Jeśli macie ochotę je wypróbować to dostępne są na AlleDrogeria również w wersji shake i 20szt maseczek, kosztuje bodajże 38 zł. Ja być może skuszę się jeszcze na nie, przy okazji jakiś zakupów internetowych :) A Wy? Zaciekawiłam Was tym produktem?


niedziela, października 07, 2012

TAG: ile warta jest Twoja twarz?

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, października 07, 2012 10 komentarze
Hej! Dawno na blogu nie pojawił się żaden TAG dlatego dziś właśnie przychodzę do Was z dość popularną zabawą: Ile warta jest Twoja twarz. Odpowiadając na pytanie: niewiele. Zresztą same zobaczcie :)

1. Podkład Catrice Photo Finish:  25,99 zł


2. Puder sypki transparentny My Secret: 11,99 zł
3. Mascara Volume Million Lashes od L'oreal : ok. 40 zł w promocji



 4. Korektor Stay all day Essence: 11 zł


5. Róż Bourjois: 30 zł w promocji






6. Błyszczyk Essence Tint it! (mój absolutny ostatnio ulubieniec): 3,99 zł




SUMA: 123,97 zł

Jak widzicie naprawdę niewiele. Tych sześciu kosmetyków używam do codziennego makijażu.  Ostatnimi czasy, kiedy mam więcej czasu próbuję i eksperymentuję z paletką Sleek Au Naturel, a by cienie dłużej się trzymały używam bazy pod cienie z Essence. Czasem na ustach pojawi się również szminka (Essence : All about cupcake,  bądź świeżutka zdobycz: pomadka z e.l.f.

Do zabawy zapraszam wszystkie z Was, które nie miały okazji jeszcze uczestniczyć w tym TAG-u. Tymczasem udanej niedzieli (choć zapowiada się bardzo pochmurnie i zimno...)

sobota, października 06, 2012

Joanna Rzepa- serum wzmacniająco-regenerujące do zniszczonych końcówek

Autor: chodzpomalujmojswiat o sobota, października 06, 2012 14 komentarze
Cześć dziewczyny! Jakie plany na sobotę? Ja sprzątam i lenię się, jutro na szczęście wraca mój chłopak, więc mam nadzieję, że całą niedzielę spędzimy już razem. Dziś chciałabym Wam powiedzieć kilka słów o serum przeznaczonym na końcówki z Joanny. Firmę tę bardzo lubię- jest polska, a przede wszystkim tania. Do moich ulubionych produktów należą kuracja wzmacniająca oraz mini peelingi wygładzające. To serum wzbudziło we mnie mieszane uczucia...
OPAKOWANIE: prosta tuba, mieszcząca 100ml produktu

ZAPACH: typowy dla produktów z czarną rzepą, mnie ten zapach absolutnie nie przeszkadza, można się do niego po prostu przyzwyczaić

KONSYSTENCJA: niezbyt gęsty balsam

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Serum wzmacniająco- regenerujące Rzepa- zawiera zestaw aktywnych składników, takich jak ekstrakt z czarnej rzep oraz specjalnie wyselekcjonowane składniki kondycjonujące, aby wzmacniać i regenerować włosy oraz przywracać im miękkość, gładkość i połysk.

REZULTAT:
-włosy bardziej lśniące i miłe w dotyku
-końcówki zregenerowane i mocniejsze
-wygładzone i zdrowo wyglądające


MOJA OPINIA: Przede wszystkim należy uważać z ilością nakładanego produktu, gdyż niestety może obciążyć włosy. Dodatkowo w moim przypadku zauważyłam, że kosmetyk ten podkreśla mi skręt. Nie jest to ani plus, ani minusów, jednak nie spodziewałam się takiego efektu :) Jeśli chodzi o regenerację końcówek, nic takiego nie ma miejsca. Dalej są suche i rozdwojone. Poza tym pojawiły się na nich te straszliwe białe kropeczki... Nic tylko iść i je podciąć... Na plus zaliczę fakt, lekkiego zdyscyplinowania moich kłaczków w sposób bardzo naturalny (mówię tu o niesklejeniu włosów). Cóż zużyć go zużyję, nie widzę jednak sensu kupowania następnego opakowania. Kusi mnie jeszcze to serum na końcówki z Joanny, ale z serii Apteczka Babuni. Miałyście ? Co możecie o nim powiedzieć dziewczyny?

piątek, października 05, 2012

Zamówienie z AlleDrogeria i bubelek od Oriflame

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, października 05, 2012 11 komentarze
Cześć dziewczyny! Dziś rano udało mi się odebrać z paczkomatu moje zamówienie z AlleDrogerii, na które czekałam z wielką niecierpliwością. A oto co zamówiłam:
Początkowo miałam zamówić tylko pędzle, ale sklep ten oferuje tyle fajnych i niedostępnych w większości miejsc kosmetyków, skusiłam się na jeszcze kilka produktów.

1.Pędzel do pudru e.l.f z serii profesjonalnej ok. 18 zł
2.Pędzel do podkładu e.l.f ok. 8 zł
3.Pomadka e.l.f Essential Lipstick w kolorze Flirtatious (dla mamy, nie wiem jednak czy spodoba jej się kolor, gdyż myślałam, że będzie ciut inny) 7 zł
4.Maska z naturalną, zieloną glinką 16 zł
5.Dwie owocowe pianki Lioele Vita Shake kiwi i papaya 2 zł/szt

Miałyście może któryś z produktów, jak wrażenia? :)

Chciałabym jeszcze napisać Wam kilka słów o bublu od Oriflame. Mimo że znalazł się w moich ulubieńcach  (przede wszystkim z piękny zapach) po codziennym stosowaniu muszę stwierdzić, że nie jest to dobry kosmetyk. Mowa tu o kremie do rąk z maliną i miętą z serii Nature Secrets:

Zamknięty w 75ml tubce krem pachnie pięknie i orzeźwiająco malinami i miętą. Zauważyłam jednak, że czym częściej smarowałam nim dłonie (2-3 razy dziennie), tym były one bardziej suche. To taki paradoks, bez kosmetyku były w lepszym stanie, niż z nim. Dlatego też raczej odradzam jego zakup. Zapach swoją drogą, pielęgnacja jednak jest znacznie ważniejsza... W poprzednim katalogu był dostępny za 6,90 zł.






czwartek, października 04, 2012

Golden Rose All in One

Autor: chodzpomalujmojswiat o czwartek, października 04, 2012 10 komentarze
Cześć dziewczyny!

Dziś przedstawię Wam produkt Golden Rose, który kupiłam jakiś czas temu. Głównie chodziło mi o to, by nadawał się pod lakier (strasznie odfarbowała mi się płytka:() oraz na lakier, by przedłużył jego trwałość. Przy okazji chciałam zakupić ten nowy top coat z żelowym wykończeniem, ale niestety go nie było. Co lepsze pani na stoisku oznajmiła, że są nawet na niego zapisy :)

All in one to top coat, basecoat, nail hardener a shield, color reviever = czytaj jak coś jest do wszystkiego, to pewnie do niczego... 

Dla mnie najważniejszym jego przeznaczeniem jak już wspomniałam na początku jest ochrona płytki, a także przedłużenie trwałości lakieru.
Pod lakier sprawdza się jak najbardziej ok! Chociaż jeszcze nie do końca udało mi się zlikwidować jeszcze stare przebarwienia. Jako lakier nawierzchniowy przedłuża u mnie trwałość lakieru o dzień, tak wiem, może nie jest to dużo, ale zawsze coś :)
Właściwości utwardzających paznokcie nie zauważyłam i w sumie jestem zdania, że od tego jest odżywka. Tak więc producenta chyba lekko poniosło, jeśli chodzi o obietnice dotyczące tego produktu.
Możecie go kupić na stoiskach Golden Rose za 8,90 zł. Stosujecie produkty nawierzchniowe, bazowe do paznokci? :)



środa, października 03, 2012

Małe zakupy i sól truskawkowa z Joanny

Autor: chodzpomalujmojswiat o środa, października 03, 2012 17 komentarze
Cześć dziewczyny! Wczoraj wybrałam się na zakupy kosmetyczne do drogerii Hebe (byłam w niej pierwszy raz, mam bardzo pozytywne odczucia: miła obsługa, ciekawe promocje) i do Rossmanna. Oto co udało mi się kupić:
Drogeria Hebe:
1.Flos-lek żel ze świetlikiem i zieloną herbatą 5,50 zł
2.Joanna truskawkowa sól do kąpieli 1,99 zł
3.Essence baza pod cienie I love stay (nie ma na zdjęciu, gdyż zapomniałam :() 10,99 zł

Rossmann:
1.Eliksir przeciwko wypadaniu włosów Green Pharmacy 7,99 zł

Drogeria w Centrum Handlowym Gaj (ul. Świeradowska, Wrocław)
1.Lakier do paznokci MNY my varnish za całe 3zł (wyprzedają letnią kolekcję!!!)

Dziś napiszę Wam kilka słów o soli do kąpieli, gdyż już wczoraj jej wypróbowałam. Powiem szczerze, że jestem pozytywnie zaskoczona.

OPAKOWANIE: saszetka zawierająca 100g produktu. Przeznaczona na jedną kąpiel.

ZAPACH: dla mnie bardziej poziomkowy niż truskawkowy (pamiętacie soczki w kartoniku o smaku poziomkowym? dla mnie to właśnie ten zapach, jest trochę chemiczny, ale ogólnie ok!)

KONSYSTENCJA: drobna sól

OPINIA: wczorajszy wieczór był idealny by wypróbować tę sól. Niezbyt dobrze się czułam, dodatkowo było mi strasznie zimno, dlatego zafundowałam sobie, długą i bardzo ciepłą kąpiel z dodatkiem tej soli. Kryształki po wrzuceniu pod bieżącą wodę zaczynają się rozpuszczać i tworzyć delikatną, pachnącą pianę. Piana utrzymała się do końca kąpieli, która trwała około 20 minut, co mnie pozytywnie zaskoczyło, gdyż jednak do tej pory myślałam, że sól raczej piany nie tworzy. Po wyjściu z wanny moje ciało pokryte było delikatną, nawilżającą powłoczką...Kąpiel odprężyła mnie i zrelaksowała. Z pewnością sięgnę po nią jeszcze nie raz! Do wyboru była również wersja lawendowa oraz o zapachu sosny.

Z pewnością skuszę się na nią jeszcze nie raz! W chłodne, jesienne wieczory takie umilacze kąpieli są wręcz idealne :)

Dziewczyny a może polecicie mi jeszcze jakąś sól do kąpieli? Co sądzicie o tej z Biedronki?

wtorek, października 02, 2012

Błoto z Morza Martwego

Autor: chodzpomalujmojswiat o wtorek, października 02, 2012 7 komentarze
Cześć dziewczyny! Dziś krótko przedstawię Wam produkt, który chciałam mieć już jakiś czas temu. Mowa o błocie z Morza Martwego. Dzięki mojej Basi, która przywiozła mi go z wakacji, w końcu mam okazję je wypróbować :) W dzisiejszym poście nie pojawi się pełna recenzja produktu, ponieważ używałam go dopiero raz, jednak chcę Wam przedstawić pokrótce właściwości i pewne informacje.
Wybaczcie mi za to brudne opakowanie, ale o zdjęciu przypomniało mi się, kiedy już błotka użyłam :)

Oto garść informacji, pochodzących ze strony ibeauty.pl:

Lecznicze właściwości soli i błota z Morza Martwego były znane i wykorzystywane od tysięcy lat. Z zabiegów nad Morzem Martwym korzystała m.in. ikona starożytnej urody - Kleopatra, która posiadała ogród palmowy w Jerycho, bogaci Rzymianie czy Herod. Morze Martwe to tak naprawdę fontanna młodości, jest dobrze znane jako najlepsze Spa na ziemi.
 
Czarne Błoto z Morza Martwego jest silnie zmineralizowanym mułem, odkładającym się przy brzegach w warunkach intensywnego parowania wody. Zawiera 40 składników mineralnych (potas, wapń, magnez, sód, żelazo, bromki, dwuwęglany, siarczany, chlorki, fluor, jod i inne oraz kaolin – glinka, absorbuje nadmiaru tłuszczu i reguluje łojotok skóry) biorących udział w zdrowotnym metabolizmie komórek. Połączenie tych elementów - pierwiastków i minerałów występujących w wodzie Morza Martwego oraz substancji organicznych - powoduje powstanie niepowtarzalnego środka terapeutyczno-kosmetycznego. 


Zalety stosowania maski z Czarnego Błota:
  • pomaga w walce z tkanką tłuszczową, rozstępami oraz efektem skórki pomarańczowej
  • stymuluje krążenie krwi
  • przyspiesza przemianę materii
  • pomaga usunąć bóle reumatyczne i artretyczne, kontuzje mięśni i stawów, skurcze, stany pourazowe i zwyrodnieniowe
  • oczyszcza, nawilża, działa antybakteryjnie
  • wyrównuje naturalny bilans minerałów w skórze oraz reguluje jej wilgotność do pożądanego poziomu
  • dzięki mikroskopijnym ziarenkom piasku działa jak naturalny peeling
  • reguluje łojotok
Jak stosować błotko z Morza Martwego?

Można nakładać je zarówno na całe ciało, twarz jak i włosy. Ja na razie skusiłam się tylko na maskę na twarz. Po prostu nakładamy błoto jak maskę, następnie pozostawiamy na ok. 10min żeby zaschło. Zmywanie jest dość uciążliwe (polecam gąbeczkę celulozową!). Jeśli mamy ochotę nałożyć je na ciało, wystarczy postępować jak w przypadku twarzy. Stanie i odczekanie 10min w wannie czy pod prysznicem, może być uciążliwe, jednak zapewne warto!

Już po pierwszej aplikacji na twarz mogę powiedzieć, że była ona znacznie gładsza, nawilżona, a pory lekko zmniejszone. Obiecuję więc, że za jakiś czas pojawi się na blogu pełna recenzja tego błota! :)

poniedziałek, października 01, 2012

Ziaja oliwkowa, Naturalny oliwkowy płyn micelarny

Autor: chodzpomalujmojswiat o poniedziałek, października 01, 2012 11 komentarze
Hej dziewczyny! Dzisiejszego posta chciałabym poświęcić płynowi micelarnego z Ziai, który zastąpił mi Bielendę z bawełną (zniknęła w tajemniczych okolicznościach...).


OPAKOWANIE: prosta, klasyczna, zielona buteleczka

ZAPACH: praktycznie niewyczuwalny

KONSYSTENCJA: jest to płyn micelarny, tak więc przypomina wodę

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA:

Delikatny płyn micelarny z naturalnym olejem oliwkowym przeznaczony do codziennej pielęgnacji twarzy i delikatnej skóry wokół oczu.
 
• Hipoalergiczna
• Nie zawiera parabenów i barwników
• Bezzapachowa

DZIAŁANIE:
• Zapewnia łagodny demakijaż.
• Skutecznie zapobiega wysuszaniu.
• Zmiękcza skórę oraz tonizuje naskórek.
• Wpływa kojąco na podrażnienia.

SPOSÓB UŻYCIA:Zwilżyć wacik płynem, oczyścić twarz i szyję. Stosować rano i wieczorem. Nie wymaga spłukiwania.

MOJA OPINIA: Na plus z pewnością można zaliczyć brak podrażnienia i delikatność działania płynu. Ze zwykłą mascarą radzi sobie przyzwoicie  (nie wiem co będzie w przypadku cieni czy linerów, gdyż spotkałam się z opiniami o problemie ze zmywaniem i rozmazywaniu makijażu). Denerwuje mnie trochę wielka piana, która tworzy się nawet, gdy nie będziemy potrząsać butelką. Nie jest to zły produkt, jednak z pewnością nie sprawdzi się u każdej z Was. Dziewczyny, które stosują tylko tzw. make- up no make-up powinny być z tego produktu zadowolone. Reszcie z Was raczej nie polecam, gdyż zmywanie przysparzać będzie problemów...

Zapłacicie za niego 8,99zł w Rossmannie.



Flickr

 

Chodź pomaluj mój świat Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos