wtorek, lipca 23, 2013

Perfecta Extra Slim serum do biustu

Autor: chodzpomalujmojswiat o wtorek, lipca 23, 2013 7 komentarze
Cześć dziewczyny! Ostatnio żyję dość szybko i ciężko mi znaleźć chwilę by pojawił się tutaj kolejny post. Dziś jednak chcę Wam napisać kilka słów o produkcie, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Przyznam, że nigdy do tej pory nie używałam żadnych kosmetyków przeznaczonych tylko i wyłącznie do biustu. Serum to leżało sobie na jednej z półek w Rossmannie i kusiło ceną na do widzenia (coś około 7zł). Mam tylko nadzieję, że zupełnie go nie wycofują, a zmieniają opakowanie czy skład...


OPAKOWANIE: tubka z miękkiego plastiku

ZAPACH: straszliwie mi się podoba! jest jednak ciężki do określenia, ale czuć go dobre kilka godzin po aplikacji

POJEMNOŚĆ: 150ml

CENA: w CND koło 7zł (standardowo myślę w granicy 12-15zł)

KONSYSTENCJA: przypomina typową dla balsamów do ciała

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Skoncentrowany, wysokoaktywny preparat modelująco-ujędrniający do wypełnienia i podniesienia biustu. Lipid PUSH-UP complex- wypełnia biust- wyraźnie ujędrnia i zapobiega wiotczeniu skóry piersi-zapewnia młodzieńczą sprężystość i ładny, zaokrąglony kształt-modeluje linię biustu, tworząc na skórze niewidzialny biustonosz, który unosi oraz podtrzymuje piersi w pozycji push-up. Po 6 tygodniach stosowania 75% wypełnienia i ujędrnienia biustu.

MOJA OPINIA O PRODUKCIE: muszę przyznać, że jeśli chodzi o wszelkie mazidła to jestem w tej kwestii bardzo zapominalska. Po prostu nie potrafię wyrobić takiego nawyku. O dziwo z serum udawało mi się to dość przyzwoicie- codziennie wmasowywałam je 2 razy dziennie. Sam kształt biustu faktycznie delikatnie się zmienił, a skóra jest sprężysta i miękka. Ja naprawdę widzę różnicę :) Z pewnością nie jest to ostatnia moja tubka tego typu produktu. 

A Wy dziewczyny używacie tego typu kosmetyków do biustu? Może polecicie mi coś jeszcze? :)


czwartek, lipca 18, 2013

DECUBAL body cream- odżywczy i silnie nawilżający krem do ciała

Autor: chodzpomalujmojswiat o czwartek, lipca 18, 2013 5 komentarze
Moje Drogie! Wiem, że pojawiam się tutaj ostatnio dość rzadko, ale mam sporo obowiązków i nie zawsze wystarcza mi czasu. Doba mogła by mieć dla mnie teraz kilka godzin więcej. Dziś chcę napisać Wam kilka słów o kolejnym kosmetyku jaki znalazł się w wielkiej paczce od Decubal. Tym razem jest to krem do ciała przeznaczony do suchej i bardzo suchej skóry.


OPAKOWANIE: duża tuba z miękkiego plastiku. Otwór jest niewielki i dość ciężko wydobyć przez niego produkt, gdyż ten jest dość zbity i treściwy.

POJEMNOŚĆ: 250ml

CENA: od ok. 20 do 25zł

ZAPACH: bezzapachowy

KONSYSTENCJA: jak już wspomniałam przy opakowaniu krem jest bardzo gęsty i treściwy

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Chroni suchą i bardzo suchą skórę dzięki zawartości witaminy E i olejków roślinnych. Odbudowuje naturalną barierę ochronną skóry. Nie pozostawia tłustych śladów. Bezzapachowy. Nie zawiera parabenów. Zawartość substancji tłuszczowych 40%.

MOJA OPINIA O PRODUKCIE: krem ten bardzo dobrze sprawdził się w momencie, gdy po pobycie nad morzem zaczęła schodzić mi skóra... produkt świetnie poradził sobie z przesuszonymi miejscami. Natychmiastowo sprawia, że skóra jest miękka i nawilżona. 

Jeśli chodzi o te mniej przyjemne kwestie to trochę długo się wchłania i ciężko wydobyć go z tuby (przez bardzo mały otwór). Myślę, że jego treściwa konsystencja sprawdzi się lepiej zimną aniżeli latem (choć ja teraz stosowałam go przez dobre 2 czy 3 tygodnie). Ostatnie zastrzeżenie mam do zapachu. Niby producent wspomina, że krem jest bezzapachowy, jednak się z tym nie zgodzę. Pachnie tak nieprzyjemnie i kwaśno przez co jego używanie nie staje się żadną przyjemnością...

A Wy miałyście może okazję testować ten krem? Jak wrażenia?


poniedziałek, lipca 15, 2013

Powitanie z Afryką- szampon błotny z glinką Ghassoul. Dlaczego go wycofują :(

Autor: chodzpomalujmojswiat o poniedziałek, lipca 15, 2013 6 komentarze
Ten szampon odkryłam dosłownie kilka dni temu. Saszetki tego produktu leżą na rossmannowskich półkach z etykietą Cena Na Do widzenia i można je dostać za 0,99zł (standardowa cena to 2,49zł).

OPAKOWANIE: saszetka o pojemności 15 ml (wydaje mi się, że kiedyś był dostępny w takich dużych butlach, choć mogę się mylić...)

ZAPACH: bardzo przyjemny, nie umiem go do niczego jednak porównać

KONSYSTENCJA: standardowa jak na szampon (nie jest to typowa glinka jak myślała np. moja mama:))

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Holistyczna koncepcja wellbeing łącząca piękne ciała i wewnętrzną harmonię, była inspiracją stworzenia oryginalnej linii kosmetyków :Powitanie z Afryką, wykorzystującej niezwykłe właściwości roślin rytualnych z Czarnego Lądy. Szampon błotny dogłębnie oczyszcza, detoksykuje włosy i skórę głowy. Wygładza włosy, aż po same końce, zapobiega łamaniu się i rozdwajaniu końcówek.Wzbogacony ekstraktem z owoców melona o działaniu nawilżającym. Poprawia kondycję włosów słabych, wypadających, zniszczonych farbowaniem i trwałą. Dodaje włosom objętości i miękkości, ułatwia stylizację fryzury.

MOJA OPINIA O PRODUKCIE: szampon sprawia, że moje włosy są miękkie i błyszczące (jest to efekt bez użycia odżywki). Nie podrażnia skóry głowy za co wielki plus. Nie plącze włosów. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że to najlepszy szampon jaki używałam... Niestety z Rosmanna zostaje wycofywany :( (saszetki są niestety nieekonomiczne, ale lepsze to niż nic). Szukałam również tego szamponu w sieci, ale niestety nie znalazłam... Stąd moje pytanie: Czy znacie inny szampon z glinką Ghasssoul, którego mogłabym spróbować jako zamiennika?

Jeśli znajdziecie te saszetki szamponu w CND polecam spróbować. Ja strasznie żałuję, że nie zwróciłam uwagi na ten produkt wcześniej...

sobota, lipca 13, 2013

123 Perfect Bourjois

Autor: chodzpomalujmojswiat o sobota, lipca 13, 2013 12 komentarze
Nie wiem czy któraś z Was ma podobnie, ale mnie podkłady po dłuższym czasie ich używania po prostu przestają lubić... Mówię tu zarówno o Catrice Photo Finish (byłam mu wierna dobre 1,5 roku) jak i Rimmel Match Perfection. Oba te produkty zaczęły z biegiem czasu dziwnie wyglądać na mojej twarzy, odznaczać się i nie mogłam już osiągnąć podobnego efektu jak na początku ich używania. Tym razem szansę postanowiłam dać produktowi od Bourjois. 




Posiadam odcień 52- vanilla. Oprócz niego jest jeszcze jeden jaśniejszy kolor, a w całej gamie bodajże 6 kolorów.

OPAKOWANIE: szklana buteleczka z pompką. Dozowanie jest więc bardzo wygodne.

ZAPACH: nie należy do jakiś przyjemnych. Przyznam, że przed chwilą go odkręciłam i ewidentnie śmierdzi...

KONSYSTENCJA: powiedziałabym, że jest dość gęsty. Na pewno bardziej niż opisywany przeze mnie jakiś czas temu Rimmel Match Perfection.

KRYCIE: bardzo fajne. Nie tworzy efektu maski, dla mnie odpowiednie. Można je oczywiście stopniować przez nałożenie kolejnej warstwy.

DLA KOGO?: przy mojej suchej cerze sprawdza się ok, mimo że producent twierdzi, ze jest to produkt matujący. Ja nie do końca bym się z tym zgodziła. Raczej nie poleciłabym do skóry tłustej.

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Podkład matujący. Trwałość do 16h. Jednolita cera. Zero niedoskonałości- dzięki kombinacji 3 grup pigmentów: żółte- usuwają cienie, różowe- odżywiają cerę, zielone-tuszują zaczerwienienia.

MOJE ZDANIE O PRODUKCIE: polubiłam się  z tym podkładem. Przede wszystkim uważam, że wygląda naturalnie. Dobrze sprawdza się przy mojej suchej cerze. Faktycznie dość długo się utrzymuje (wytrzymał 16h podróż i wyglądał naprawdę ok!). Oczywiście dobrze jest go czymś zagruntować. Czy matuje? Wydaje mi się, że średnio. W gorsze dni, gdy moja twarz jest bardziej kapryśna strefa T faktycznie się przetłuszcza. Dlatego ma wrażenie, że u posiadaczek tłustej cery raczej się nie sprawdzi. Ma SPF 10. 


REASUMUJĄC:
(+)dostępne są  jasne odcienie
(+)wystarczające krycie
(+)wygodne opakowanie
(+)naturalny efekt
(+)nie wysusza skóry
(+)jest trwały
(+)zawiera SPF10
(-)wymaga przypudrowania
(-)nie widać ile zostało produktu w buteleczce
(-) standardowa cena to 50zł

Ja kupuję ten podkład zawsze gdy jest promocja (np. w Hebe -40% na markę Bourjois), ponieważ uważam, że 50zł to dużo jak na taki produkt. Kwota 30zł natomiast jest już jak najbardziej ok :) Nie jest to podkład idealny, ale takiego jeszcze nie udało mi się znaleźć...

Dziewczyny! A Wy miałyście 123 od Bourjois? Jak się sprawdził?

czwartek, lipca 11, 2013

OEPAROL balance- pomadka ochronna do ust mango

Autor: chodzpomalujmojswiat o czwartek, lipca 11, 2013 11 komentarze
Ta pomadka wpadła mi do koszyka przy jednej z ostatnich wizyt w Biedronce. Dokładnie było to wtedy, gdy obowiązywała gazetka urodowa. Kupiłam wtedy kosmetyczkę, dezodorant, krem BB, maseczkę,  lip tinta z Bell i właśnie tą pomadkę. Wydaje mi się, że kosztowała trochę ponad 3zł (to chyba jakaś obniżona cena, bo były kiedyś dostępne w Biedronce za około 6-7zł). Dostępne były również inne zapachy, ale ja zdecydowałam się właśnie na mango:

OPAKOWANIE: oryginalnie pomadka była zapakowana jeszcze w kartonik. Ja widać na zdjęciu opakowanie jest bardzo proste, białe z mocnego plastiku.

ZAPACH:  lekko chemiczny , choć nie jest aż tak źle

POJEMNOŚĆ: 3,6g

KONSYSTENCJA: pomadka jest dość miękka i trzeba uważać by się nie złamała. Dobrze rozprowadza się na ustach.

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Pomadka ochronna do ust przeznaczona do codziennej i systematycznej pielęgnacji ust. Natłuszcza i zabezpiecza przed pękaniem i wysychaniem oraz czyni usta delikatnymi i nadaje im świeży wygląd. 

MOJA OPINIA: jest to pomadka raczej z tych tłustych i bardziej treściwych.Nawilżenie jest raczej krótkotrwałe. Produkt nie należy do wydajnych. Zapach też nie zachwyca. Powiem szczerze, że spodziewałam się po niej trochę więcej czytając opinie o produktach Oeparol. Nie jest to bubel, ale taki średniak. Za 3zł może i warto wypróbować, ale ja już się nie skuszę.

Miałyście może tę pomadkę? Jakie jest Wasze zdanie na jej temat?

wtorek, lipca 09, 2013

Maybelline Affinitone- puder w kompakcie

Autor: chodzpomalujmojswiat o wtorek, lipca 09, 2013 10 komentarze
Cześć dziewczyny! Dziś chcę napisać Wam krótko o pudrze, którego używam obecnie. W poście z zakupami wspominałam Wam, że puder z Essence (ten transparentny, sypki) przestał się u mnie sprawdzać. Na Maybelline zdecydowałam się dlatego, że wcześniej używała go już moja siostra i była zadowolona.




OPAKOWANIE: z lusterkiem i dołączonym aplikatorem. Nie używam go jednak, gdyż wolę aplikację pędzlem.



Jak widzicie na zdjęciu powyżej puder ma małą skazę po lewej stronie. Tak jakby odrobina produktu odłamała się... (nie było jej jednak w puderniczce.

ZAPACH: bardzo delikatnie wyczuwalny

POJEMNOŚĆ: 9g

ODCIEŃ: 24 Golden Beige (mimo nazwy jest naprawdę jasny i dobrze się komponuje z moją cerą)

CENA: ok 20zł w Rossmannie (regularna cena)

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Puder oparty na naturalnych pigmentach kolorystycznych. Wzbogacony witaminą E, która perfekcyjnie stapia się ze skórą dając naturalne, matowe wykończenie. 

MOJA OPINIA: faktycznie daje naturalne wykończenie. Ładnie stapia się z podkładem, na pewno nie tworzy efektu płaskiego matu. Sam w sobie ma oczywiście delikatne krycie. Przyznam, że nie próbowałam go jeszcze w wersji solo (bez podkładu), ale mam taki zamiar. Jeśli chodzi o długość matowienia to w moim przypadku jest to kilka godzin. Potem cera zaczyna mi się świecić w strefie T i sięgam po najzwyklejszą chusteczkę higieniczną (nie używam bibułek matujących). Reasumując może nie jest jakiś idealny, ale na moje potrzeby wystarczający :)

Miałyście może ten puder? Co o nim myślicie? 

sobota, lipca 06, 2013

Z cyklu: Nie polecam! Cztery pory roku, Brązujący balsam do ciała.

Autor: chodzpomalujmojswiat o sobota, lipca 06, 2013 13 komentarze
Jeszcze dwa tygodnie temu opalałam się na pięknej plaży w Kątach Rybackich... Po powrocie zapragnęłam utrzymać opaleniznę jak najdłużej. Będąc w Rossmannie sięgnęłam po coś, co ma za zadanie nadać ciału brązowy odcień i jednocześnie podkreślić i utrwalić kolor skóry. W koszyku z przecenami dojrzałam mini wersję balsamu brązującego, a że kosztował tylko 1,59zł wzięłam od razu dwie sztuki. 


OPAKOWANIE: malutka tubka w kolorze brązowym

POJEMNOŚĆ: 35ml (miniatura), standardowa pojemność to 250ml

CENA: 1,59zł wersja mini (normalnie coś około 4zł), za dużą pojemność 9zł

ZAPACH: mi kojarzy się z cynamonem. Nie pachnie jak standardowy samoopalacz czy inne tego typu kosmetyki

KONSYSTENCJA: dość typowa- jak w większości balsamów

KOLOR: bardziej pomarańczowy niż brązowy (stąd moje małe przerażenie, gdy pierwszy raz odkręciłam balsam)

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Brązujący balsam do ciała zapewnia skórze prawidłowy poziom nawilżenia, równocześnie nadając jej odcień delikatnej naturalnej opalenizny. Stosowany po opalaniu na słońcu i w solarium regeneruje skórę, poprawia koloryt i utrwala opaleniznę. Balsam zawiera składniki naturalne barwiące wierzchnią warstwę naskórka, która ulega ciągłemu procesowi złuszczania. Aby utrwalić efekt brązujący zaleca się regularne, najlepiej codzienne stosowanie balsamu. Preparat nie zawiera /DHA/, dlatego też nie wysusza i nie pozostawia na skórze zapachu charakterystycznego dla klasycznych samoopalaczy.

Własności kosmetyczne balsamu:
- Intensywnie nawilża i wygładza
- Nadaje naturalny odcień opalenizny
- Podtrzymuje i ożywia koloryt skóry
- Łagodzi podrażnienia po opalaniu
Składniki aktywne balsamu:
-Orzech włoski - naturalnie brązowi, zmiękcza i uelastycznia skórę
- Karmel - naturalny barwnik
- Masło kakaowe - nawilża i łagodzi podrażnienia
- Karotka - naturalne Źródło witaminy A, ogranicza złuszczanie i szorstkość skóry.


MOJA OPINIA O PRODUKCIE: Szczerze mówiąc to nie widzę w tym balsamie chyba żadnego plusa. Przede wszystkim nie brązuje. Nie utrwala też opalenizny. Ciężko się wchłania (jest taki "tępy", ciężko go rozsmarować). O nawilżeniu również można zapomnieć. Trochę się klei. Jeśli już uda nam się go nałożyć należy odczekać naprawdę sporą chwilę, bo inaczej możemy pobrudzić sobie ubranie czy piżamę. Czytałam również, że może podrażniać (u mnie to na szczęście nie miało miejsca). Jest to chyba pierwszy produkt, który aż tak mnie zawiódł i mimo że usilnie próbowałam znaleźć w nim coś pozytywnego nie udało mi się... Nie polecam!

Flickr

 

Chodź pomaluj mój świat Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos