niedziela, marca 10, 2013

Koszyczek od L'Occitane i małe zakupy

Autor: chodzpomalujmojswiat o niedziela, marca 10, 2013 15 komentarze
Do mnie również kilka dni temu przywędrował koszyczek od L'Occitane. Cieszę się, że będę mogła wypróbować kilka bestsellerów tej firmy.W najbliższym czasie wybieram się na mały wypad do Krakowa, także będzie to idealny moment do tego by wybróbować produkty. W ślicznym, wiosennym koszyczku kryły się:

 

Mydełko z masłem shea:

Woda toaletowa Pivoine Flora:

Krem do rąk z 20% masłem shea:

Żel pod prysznic z Verbeną:

Krem na noc:

Narazie mogę powiedzieć Wam tylko tyle, że bardzo polubiłam zapach wody toaletowej, mimo że nie przepadam za kwiatowymi zapachami. Gdy powąchałam go najpierw w buteleczce nie przypadł mi od razu do gustu, ale na ciele pachnie już zupełnie inaczej i naprawdę ładnie :)
 
Teraz przejdę do niewielkich zakupów jakie poczyniłam wczoraj. Byłam w Hebe (głównie ze względu na 40% zniżkę na kosmetyki Bell) i w Rossmannie. W Hebe udało mi się kupić korektor Bell (główny cel zakupów) z minerałami. Po większości korektorów nie było już śladu, mnie się udało kupić ostatni w jaśniejszym kolorze. Nie mam niestety jego zdjęcia, bo jest strasznie ubrudzony naklejką zabezpieczającą, ale jeśli jesteście ciekawe jak wygląda podsyłam link ze strony producenta:
http://www.bell.com.pl/produkty/twarz/korektory/multi-mineral-matcover-stick/. Korektor po obniżce kupiłam za około 6zł (normalna cena ok 10zł). Oprócz tego capnęłam jeszcze lakier do french manicure dla mamy w numerze 012 i zawrotnej cenie 3,60 :)
 
 
źródło: grafika google

Kolejnym i już ostatnim zakupem w Hebe była maska Kallos Latte, którą wypróbować chciałam już dawno. Na szczęście na półce czekało na mnie ostatnie opakowanie (przy przedostatniej wizycie np. w ogóle ich nie było).

źródło: grafika google


W Rossmannie miałam kupić chusteczki do demakijażu Alterra- kupiłam. Są akurat w promocji i kosztują 2,79zł :)

Mam nadzieję, że sprawią sie i u mnie. Czytałam kilka opini o chusteczkach i niektóre z Was pisały, że mogą podrażniać. Oprócz tego skusiłam się jeszcze na maseczki i peeling enzymatyczny z Perfecty, klasyczne tealighty do kominka oraz na krem o którym pisałam Wam latem: Fuss Wohl lotion do nóg rozświetlający. W regularnej cenie kosztował wtedy ponad 6zł, teraz znajdował się w cenie na do widzenia za nieco ponad 3zł :)
 
Ponieważ wypaliłam już swój wosk Bahama Breeze weszłam jeszcze na chwilę do Organique by nabyć kolejny. Okazało się, że Soft Blanket jest zapachem miesiąca i można go dostać w obniżonej o 25% cenie:
Pierwsze moje skojarzenie, gdy zapaliłam kominek to zapach świeżego prania ;) A z czym Wam kojarzy się ten zapach ze słodkim misiem?

piątek, marca 08, 2013

Garnier mineral InvisiCalm

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, marca 08, 2013 8 komentarze
Markę antyperspirantów zmieniam dość często. Wydaje mi się, że w moim przypadku za długie używanie tego samego produktu sprawia, że ciało się przyzwyczaja, a działanie nie jest już takie jak na początku. Ostatnio wykończyłam swój antyperspirant z Rexony i dezodorant Balea (o dziwo był to właśnie dezodorant, nie antyperspirant i sprawdzał się świetnie!). Tym razem padło na Garniera w sprayu. Wcześniej używałam już wersji w kulce, ale z tego co pamiętam spray mam po raz pierwszy:
 
OPAKOWANIE: 150ml buteleczka z możliwością zamknięcia dezodorantu poprzez przesunięcie tego "białego czegoś" ;) To wygodne rozwiązanie zwłaszcza kiedy wybieramy się w podróż.
 
ZAPACH: bardzo przyjemy- lekki, świeży i pudrowy. Nie gryzie się z perfumami.
 
ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Dezodorant 2w1: ochrona przeciw białym śladom oraz efekt łagodzący po depilacji. Bez alkoholu, 48h ochrony non stop. Wzbogacony w naturalne absorbujące Mineralite.
 
MOJE ZDANIE NA TEMAT PRODUKTU: W moim wypadku działa jak powinien działać- chroni przed potem i przykrym zapachem przez cały dzień. Oczywiście czy sprawdziłby się w sytuacji 48h nie sprawdzałam, bo uważam, że to lekka przesada. Jestem zdania, że należy brać prysznic czy kąpać się codziennie, a nie ratować dezodorantem... Produkt faktycznie jest łagodny. Można śmiało używać go po depilacji- nie podrażnia. Jedyne "ale" mam do zapewnienia producenta o ochronie przed białymi śladami. Niestety po aplikacji dezodorant osiada w postaci białego pudru i kiedy pewnego dnia przebierałam się w ciągu dnia i miałam na sobie czarny tanktop, po ściągnięciu był cały w białych paskach...Może to jednak wynika z faktu, że nie zdążył się wchłonąć, a mnie zachciało się przebieranek :) Reasumując to fajny produkt- ładnie pachnie i działa. Drugim razem zdecyduję się jednak na wersję w kulce, ponieważ te w sprayu są straszliwie niewydajne.
 
A Wy wolicie antyperspiranty czy klasyczne dezodoranty? :)
 
Z okazji dnia Kobiet życzę Wam pięknego i kolorowego dnia :)
źródło: grafika google

czwartek, marca 07, 2013

Ostateczne cięcie czyli historia moich wypadających włosów...

Autor: chodzpomalujmojswiat o czwartek, marca 07, 2013 16 komentarze
Cykl włosowy pojawiał się regularnie co miesiąc u mnie na blogu po czym zniknął. Ostatni post na ten temat napisałam w grudniu. Dlaczego? Nie widziałam w większej poprawy stanu włosów mimo zmiany pielęgnacji, nawyków (zero prostownicy i suszarki),stosowaniu suplementów (m.in MegaKrzemu, CP,pokrzywy i wcierki z Joanny). Doszłam do wniosku więc, że takie co miesięczne relacje nie mają większego sensu. Jakiś czas później na blogu Lady In Purplee przeczytałam o Revalidzie. Zaciekawił mnie gdyż nie jest to suplement diety, a produkt leczniczy wspomagający wzrost włosów i paznokci.
 
Revalid należy łykać 3 razy dziennie przez trzy miesiące. Ja kończę trzecie opakowanie i gdy będzie już puste postaram się napisać na jego temat recenzję. Jeśli jesteście zainteresowanie Revalidem to radzę nie kupować go w aptece stacjonarnej (tam cena wynosi ok 60-70zł za 90 kapsułek) tylko na allegro gdzie można go dostać za ok 35-30zł (najtaniej będzie gdy kupimy 2 czy 3 opakowania od razu).
 
Tydzień temu podjęłam decyzję i poszłam do fryzjera. Zdawałam sobie dobrze sprawę, że włosy zwłaszcza na końcówkach są bardzo mocno zniszczone i przesuszone, przez co zrobiło się z nich "siano". Przyzwyczaiłam się trochę to długich włosów (po wyprostowaniu sięgałyby mi mniej więcej do połowy ramienia), było mi również dość wygodnie je związywać i spinać. Od fryzjera wyszłam chudsza o jakieś 2/3 włosów (chodzi o długość), teraz sięgają mi ciut przed ramiona. Taka długość jest dla mnie dość bezpieczna (zawsze można je spiąć), a wszystkich przesuszonych partii się pozbyłam (u mnie wyglądało to tak, że włosy przy skórze głowy i do jakiegoś momentu miałam zdrowe, miękkie i gęste natomiast im niżej były bardziej zniszczone, suche i rzadsze).Ich ścięcie  z pewnością było dobrą decyzją: nareszcie nie zapycha się wanna, nie zostawiam też wszędzie długich włosów. Moje kłaczki wyglądają teraz zdrowo. Straciły trochę na objętości, ale mam nadzieję, że uda mi się poprawić jeszcze bardziej ich wygląd i kondycję.
 
NOWY PLAN DBANIA O WŁOSY:
 
PIELĘGNACJA:
 
szampony:
 
-szampon Babydream (raz na jakiś czas, głównie do zmywania olejów-wracam do olejowania)
-szampon do włosów przetłuszczających się z zieloną herbata i pokrzywą z Joanny
-szampon Selsun Blue
 
odżywki i maski:
 
-Balea odżywka do włosów suchych i zniszczonych mleko+ morela
-Kallos Latte (nie za często, najpierw muszę ją jeszcze kupić :))
 
inne:
 
-olej rycynowy
-wcierka z Joanny
-Marion 7efektów kuracja z olejkiem arganowym
-Marion Serum chroniące włosy przed działaniem wysokiej temperatury
-Revalid
-pokrzywa
 
 
Mam nadzieję, że moje włosy odżyją i po tym cięciu nie będa już tak wypadać ani łamać się czy przesuszać :) Wizyta u fryzjera to jednak najlepsze co mogłam dla nich zrobić.
 

środa, marca 06, 2013

WIBO Gel LIKE :9 peaches and cream

Autor: chodzpomalujmojswiat o środa, marca 06, 2013 14 komentarze
Lakiery Wibo stworzone przez blogerki miały pojawić się na początku marca. Jednak jeszcze w lutym pojawiały się informacje, że szafy w niektórych Rossmannach są już wypełnione nowościami. Mojej siostrze lakiery te udało się zakupić wcześniej. Oglądając zapowiedzi blogerskiej serii od razu wybrałam sobie kolor stworzony przez TheOleskaaa: kremową brzoskwinię.

 
 Tutaj w towarzystwie błękitnego nieba od Gosi i miętki od Siouxie. Kolor 9 to rozbielona brzoskwinia- naprawdę pięknie prezentujący się odcień!

OPAKOWANIE: dość klasyczna jak na lakiery prostokątna buteleczka. Na części za którą trzymamy pędzelek mamy nalepkę z nazwą bloga osoby, która tworzyła ten odcień.

PĘDZELEK: dość cienki. Osobiście wolę chyba bardziej płaskie i szersze pędzelki, które pozwalają na aplikację lakieru od razu na cały paznokieć.

KONSYSTENCJA: w sam raz. Lakier szybko schnie. Ja stosuję dwie warstwy.

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Lakier do paznokci z formułą imitującą lakier żelowy.


MOJA OPINIA: lakier nazwany jest przez producenta żelowym, jednak według mnie nie jest taki do końca. Faktycznie lekko błyszczy, ale przyznam szczerze, że spodziewałam się innego efektu. Nie zmienia to jednak faktu, że w kolorze peaches and cream jestem zakochana :) Świetnie prezentuje się na dłuższych pazurkach (niestety przez nieuwagę złamał mi się jeden paznokieć i musiałam pożegnać się ze wszystkimi :( znów mam krótkie...). Lakier szybko schnie. Dwie warstwy wystarczą. Dość dobrze kryje. Smuży czy nie smuży... no właśnie. Może któraś z Was również ma podobne doświadczenie z lakierem: u mnie na jedną z dłoni lakier nakłada się super i wygląda idealnie na drugiej natomiast widać smugi :( Nie wiem może jest to kwestia nieregularnej płytki paznokcia?
Czy jest na to jakiś sposób?
 
Bardzo polubiłam ten odcień i z pewnością będę do niego teraz często wracać. Jak widzicie na drugim zdjęciu świetnie prezentuje się z innym lakierem z tej serii: blue lake. Pastele wydają mi się być najbardziej trafionymi odcieniami na wiosnę i lato :) Lakiery te kosztuję 5,99zł i są dostępne w szafie Wibo.
 
A Wy macie któryś z lakierów z serii stworzonej przez blogerki? :) Który odcień przypadł Wam najbardziej do gustu?
 

 

poniedziałek, marca 04, 2013

The Body Shop masło Radosna Żurawina

Autor: chodzpomalujmojswiat o poniedziałek, marca 04, 2013 7 komentarze
To masełko zostawiłam sobie na deser. Przypomnę, że było częścią żurawinowego zestawu świątecznego jaki znalazłam pod choinką. Nie jest to produkt pełnowymiarowy, a wersja mini, która zawiera 50ml produktu:
 

OPAKOWANIE: typowe dla TBS maseł okrągłe opakowanie z dość mocnego plastiku. Na nalepce znajdują się także zimowe śnieżynki- radosna żurawina to zapach limitowany, do nabycia tylko w okresie świat.

ZAPACH: według mnie zapach masła dość znacznie różni się od zapachu żelu pod prysznić i żelu peelingującego jaki znajdował się w zestawie. Produkty do kąpieli pachniały prawdziwą, lekko kwaśną żurawiną. Masło natomiast zbyt słodko i oblepiająco. Dziwi mnie trochę ten fakt, ponieważ jest to przecież jedna i ta sama linia zapachowa. Masło żurawinowe pachnie zdecydowanie intensywniej. Oczywiście każdy nos lubi coś innego, dlatego na pewno niektórym z Was przypadnie do gustu. Dla mnie idealnie byłoby, gdyby masełko pachniało dokładnie tak samo jak żel pod prysznic- wtedy byłoby idealnie!



KONSYSTENCJA: zbita i prawdziwie "maślana" ten produkt właśnie to według mnie masło z prawdziwego zdarzenia, a nie balsam, który jest tak nazwany.

ZAPEWNIENIA PRODUCENTA: Kremowe masło do ciała o bogatej konsystencji, które pozostawia na ciele piękny, słodki aromat żurawin i doskonale zmiękcza skórę, dzięki zawartości masła kakaowego, masła shea i oleju sezamowego.

MOJA OPINIA: jeśli chodzi o nawilżenie to dla mnie jest ono wystarczające. Nie podoba mi się tylko fakt, że trochę się lepi i niestety dośc długo wchłania. Mimo że opakowanie zawiera tylko 50ml produktu jest dość wydajne. Zapach niestety jest według mnie męczący, dlatego nie do końca przypadł mi do gustu.

PODSUMOWUJĄC:

(+)konsystencja
(+)nawilżenie
(+)klasyczne opakowanie

(-)cena
(-)zapach na dłuższą metę jest dla mnie po prostu męczący
(-)masełko dość długo się wchłania
(-)niezbyt przyjazny skład

A Wy jesteście fankami TBS? Muszę przyznać, że seria mango, którą miałam kilka miesięcy temu przypadła mi do gustu znacznie bardziej niż żurawina (z pewnością jest to kwestia zapachu- uważam, że mango pachnie wręcz obłędnie!! ).

sobota, marca 02, 2013

Rossmann Lilliputz Lippen-Pflege-Kirsh-Traum

Autor: chodzpomalujmojswiat o sobota, marca 02, 2013 10 komentarze
Która z nas będąc małą dziewczynką nie chciała zostać księżniczką? Seria Lilliputz produkowana dla Rossmanna przeznaczona jest z pewnością dla tych księżniczek, które uwielbiają kosmetyki. Przyznam się, że choć księżniczką nie jestem (i nigdy nie byłam!) lubię czasem przetestować produkty przeznaczone dla dzieci. Ochronna pomadka wiśniowa wpadła mi do koszyka podczas jednej z ostatnich wizyt w Rossmannie. Z typowo pielęgnacyjnych produktów do ust miałam tylko masło Nivea i maść z witaminą A, których aplikacja jest dość mało higieniczna. Brakowało mi kosmetyku w sztyfcie, który mogłabym wrzucić do kieszeni kurtki i w razie potrzeby po niego sięgać. Padło na Lilliputz, ponieważ a)stałam w długiej kolejce a na wysokości moich oczu znajdowały się produkty dla dzieci b) od zawsze lubię w wiśniowy zapach we wszelkich kosmetykach:
 
OPAKOWANIE: Biało różowe opakowanie z wisienką. Pomadka zapakowana jest dodatkowo w kartonik z księzniczką.
 
ZAPACH: pachnie wiśniowo. Niestety dość sztucznie- coś jak wiśniowe cukierki.
 
KONSYSTENCJA: właściwa, pomadka nie topi się ani nie jest zbyt twarda. Bardzo dobrze się aplikuje.
 
ZAPEWNIENIA PRODUCENTA:Pomadka pielęgnacyjna Lilliputz chroni delikatne usta Księżniczek przed wysychaniem, a naturalny wosk pszczeli i witamina E dodatkowo pielęgnują. Owocowy zapach dojrzałej wiśni i lekki połysk dostarczają Księżniczce pielęgnacyjnej zabawy.

MOJA OPINIA: (najpierw zobaczcie drugie zdjęcie:)

Niestety nie przyszło mi do głowy, że pomadka będzie perłowa :( Strasznie nie lubię takiego efektu na ustach...Gdy wyciągnęłam pomadkę z kartonika lekko się rozczarowałam. Mimo tego faktu postanowiłam ją oczywiście przetestować. Pomadka w miarę przyzwoicie nawilża (ostatnio znów miałam dośc spierzchnięte usta- poradziła sobie z tym faktem)i pielegnuje usta- w swoim składzie ma wosk pszczeli i witaminę E. Zapach mimo że dość chemiczny nie jest zły. Cena bardzo przyjazna- 3,99zł za 4,8 g produktu. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie ten perłowy efekt na ustach- kolor wpada lekko w fiolet. Wiadomo pomadka nie barwi ust jakoś wybitnie- w końcu nie jest to pomadka typowo kolorowa a ochronna, jednak perła jest dość widoczna...Ja z pewnością więcej się na nią nie skuszę.
 
A Wy jakie pomadki ochronne stosujecie? :)
 

 

piątek, marca 01, 2013

Wyniki rozdania :)

Autor: chodzpomalujmojswiat o piątek, marca 01, 2013 8 komentarze
Cześć dziewczyny! Zgodnie z zasadami rozdania, które skończyło się o północy przychodzę dziś do Was z wynikami. Bardzo dziękuję za wszystkie zgłoszenia i spostrzeżenia dotyczące bloga. Wszystkie Wasze uwagi przeczytałam z dużą ciekawością. Niestety jest to gotowy szablon, który nie jest przystosowany do niektórych funkcji bloggera. Urzekł mnie jednak swoimi kolorami, dlatego postanowiłam przy nim zostać :) W razie możliwości postaram się oczywiście go ulepszyć. Koniec tego długiego wstępu i przechodzę do rzeczy. Zwyciężczynią w walentynkowym rozdaniu zostaje:
KOLOROWY PIEPRZ!! Gratulacje :):) (zdjęcie można powiększyć klikając na nie).Cieszę się tym bardziej, że kolorowy pieprz na bieżąco uczestniczy w życiu mojego bloga:) Na adres do wysyłki czekam 3 dni:martiinka@gmail.com. Wszystkim dziewczynom bardzo dziękuję za udział w rozdaniu i zapraszam na kolejne.

Flickr

 

Chodź pomaluj mój świat Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos